Featured

Miłość, której nie było

by 11:15
  W styczniu tego roku Włochami wstrząsnęła kolejna tragedia dotycząca przemocy wobec kobiet. Były narzeczony zaczaił się na dziewczynę pod domem, po czym oblał ją kwasem i uciekł jak zwykły tchórz. Dziewczyna przeżyła, chociaż kwas wypalił jej twarz i odebrał urodę, lecz nie pozbawił dumy i siły, dzięki której Gessica Notaro się nie poddała. Niedawno wyszła ze szpitala, a o swoim dramacie opowiedziała w popularnym programie telewizyjnym. Została potwornie skrzywdzona, ponieważ eks partner nie mógł się pogodzić z jej odejściem, więc postanowił ją ukarać. To obsesyjna zazdrość jest tym, co łączy wszystkich katów, zabijających czy okaleczających swe partnerki. Uważają je za własność i dlatego mordują lub ciężko ranią niewinne kobiety. Niektórzy sądzą, że robią to w imię chorej, ale jednak miłości, co według mnie jest piramidalną bzdurą. Bo facet stosujący agresję nie ma zielonego pojęcia, czym jest miłość.

  Podziwiam Gessikę Notaro za to, iż potrafiła podnieść się z tragedii i pokazała światu okaleczoną twarz. W czasach, gdy wygląd jest na pierwszym miejscu i wszystko, co brzydsze, jest wyśmiewane, Gessica miała siłę, by wyjść do ludzi i z podniesionym czołem opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Dziewczyna nie przestała żyć, ma plany i marzenia, które chce zrealizować i już to jest zwycięstwem nad jej oprawcą. Były ukochany czeka na wyrok w celi i przekonuje wszem wobec, że z atakiem nie ma nic współnego. Akurat. Dręczył Gessikę, nieustannie groził, miał zakaz zbliżania się do niej, ale to i tak nie pomogło, bo zrobił swoje. Pan i władca, kat i psychol w jednym, bezlitośnie zemścił się za to, że eks narzecona wybrała wolność. Opinia społeczna ma dość tego rodzaju przestępstw, nie chce już słyszeć o przypadkach znęcania się nad kobietami, lecz nic nie wskazuje na to, aby coś miało się zmienić. Czy facetom w Italii serio odbiło?

  Nie ma znaczenia, że były Gessiki pochodzi z Wyspy Zielonego Przylądka, gdyż problem przemocy wobec kobiet jest niestety bardzo włoski. Wybujałe ego nie pozwala mężczyznom przyjąć z godnością porażki, za jaką mają odejście kobiet i jedyne słuszne wyjście według nich to "wymierzenie sprawiedliwości na własną rękę". Wpadają w szał i bez skrupułów zostają zabójcami, nie bacząc na to, że wyrok odbija się rykoszetem na dzieciach, które w jednej chwili tracą matki i ojców. Kiedy w listopadzie ubiegłego roku opublikowałam wpis na temat femminicidia (kobietobójstwa) byłam pewna, że wrócę do tej sprawy niejeden raz. I przeraża mnie własne myślenie, bowiem wynika z niego, że oswoiłam się ze zjawiskiem femminicidia, a tak nie powinno być. Końca dramatu nie widać i co chwilę mówi się o nowych morderstwach czy wyrafinowanych torturach. Oburza mnie to i jednocześnie zasmuca, jako że nikt, do jasnej cholery, nie może bawić się w Boga. Nawet włoscy maczo.

  Dzieje się tak, bo kary są nieadekwatne do czynów. Za zabójstwa kobiet wyroki są śmiesznie niskie i urągają rodzinom ofiar. Sędziowie dopatrują się okoliczności łagodzących i skazują morderców na 20 lat, a ci wychodzą z więzienia o wiele szybciej za dobre sprawowanie. Dostają drugą szansę, społeczeństwo przyjmuje ich pod swój dach i układają sobie życie na nowo. Ich ofiary takiej możliwości nie mają. Łagodne wyroki powodują, że faceci czują się bezkarni i są panami sytuacji. Byłemu Gessiki grozi 20 lat. Tylko 20, choć dożywocie to dla niego za mało.

  Historia Gessiki ma drugie dno, które w pewien sposób ukazuje, dlaczego przemoc wobec kobiet to niekończąca się włoska opowieść. Przeglądając fora po telewizyjnym występie dziewczyny natknęłam się na głosy broniące jej eks narzeczonego. Według niektórych durniów Gessica sama się prosiła o taki finał, ponieważ wzięła sobie agresywnego faceta, a przecież widziały gały co brały. To oczywiście nieprawda, jako że gdy pojawiły się pierwsze sygnały wybuchowego temperamentu Jorge'a, Gessika z nim zerwała i zrobiła wszystko, by trzymał się od niej z daleka. Kobiety nie są winne temu, że mężczyźni posuwają się do ekstremalnych gestów i takie płytkie myślenie jest usprawiedliwieniem niecnych postępków. Najbardziej uderzyły mnie słowa, których autorką była inna kobieta: "Dobra, rozumiem, swoje przecierpiała i jej współczuję, ale nie musi pokazywać twarzy w telewizji." Trzeba być naprawdę okrutnym, żeby tak napisać. Gessica nie ma się czego wstydzić, gdyż okaleczona twarz to nie jej wina. I choć ciężko pogodzić się z utratą urody, Gessica skupiła się na oczach, będących zwierciadłem jej pięknej duszy.



  zdjęcie- Affari Italiani

Historie miłosne wprost z Włoch

by 08:18
  Wielkanoc minęła szybko, ale klimat świąteczny nadal unosi się w powietrzu, więc postanowiłam pozostać w tej miłej atmosferze i dla odmiany opublikować coś optymistycznego. Moje "społeczne" wpisy są wyrazem troski o Italię, a nie, jak może się wydawać, krzykiem nienawiści. Miłość do tego kraju nie pozwala mi spokojnie patrzeć na to, co się dzieje i dlatego bez ściemy opisuję problemy włoskiego społeczeństwa. Jednakowoż czasem mam ochotę odpocząć od trudnych spraw i zająć się czymś przyjemniejszym. A co może być przyjemniejszego od głosu serca?

 Tak sobie bowiem pomyślałam, że włoski świat jest na tyle barwny, że pokazać jego drugie oblicze to poniekąd mój obowiązek. Włosi lubują się w historiach miłosnych, z zapartym tchem obserwują życie uczuciowe celebrytów i dyskutują o nich przy porannej kawie w ulubionych barach. A że nie są mi nieznane losy sławnych par (tak mam, że również śledzę ich dzieje, na co z politowaniem patrzy mój mąż), postanowiłam przybliżyć Wam trzy najpopularniejsze związki show businessu, tzw. coppie del momento, o których mówi się najwięcej. Oto ulubieńcy włoskiego społeczeństwa:

Chiara Ferragni i Fedez 



  Jeśli się Wam wydaje, że to Maffashion lub Jessica Mercedes są pionierkami blogów modowych, to jesteście w błędzie, bo to Chiara Ferragni zapoczątkowała nurt szafiarek, a jej blog The Blonde Salad jest niedoścignionym wzorem dla rodzimych blogerek modowych. Niedawno zaczęła się spotykać z jednym z najpopularniejszych włoskich raperów i tym samym przypięczętowała status najsławniejszej szafiarki rodem z Italii. Fedez i Chiara na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasują i często się im zarzuca, że są razem dla zysku i coraz większej ilości followersów. Fedez to zbuntowany raper, który słynie nie tylko ze swoich kawałków, ale też ilości tatuaży, przyprawiających konserwatystów o zawrót głowy. Wraz z Chiarą Ferragni tworzą jedna z najgorętszych włoskich par, a swe uczucia manifestują zwłaszcza na portalach społecznościowych, gdzie wrzucają zdjęcia nie pozostawiające wiele dla wyobraźni.


Raoul Bova i Rocio Munoz Morales



  Kiedy Raoul Bova poznał hiszpańską aktorkę, miał już ustabilizowane życie, żonę i dwójkę dzieci. Dla młodszej o kilkanaście lat Rocio Raoul porzucił Chiarę Giordano, czym mocno się naraził włoskiej opinii publicznej. Jakby tego było mało, musiał stoczyć walkę sądową z własną teściową, jedną z najsłynniejszych adwokatek specjalizujących się w rozwodach- Annamarią Bernardini di Pace. Nikt nie dawał szans temu związkowi, jednak miłość zwyciężyła i para nadal jest ze sobą, a rok temu dołączyła do nich córeczka Luna. I mimo że Rocio nie jest zbyt lubiana przez Włochów, bo wisi nad nią zła reputacja złodziejki cudzych mężów, to nic nie zapowiada na to, aby jej związek z przystojnym aktorem przysłoniły czarne chmury.


Belen Rodriguez i Andrea Iannone



  Belen Rodriguez to najpopularniejsza celebrytka we Włoszech, a jej podboje miłosne obrosły już legendą. Najnowszą zdobyczą showgirl z Argentyny jest kierowca motocyklowy Andrea Iannone, który (jak zauważyli fani Belen) jest bardzo podobny do byłego chłopaka- Fabrizio Corony oraz eks męża- Stefano de Martino. Za Belen nie przepadają fani sportowca, bo oskarżają ją o to, że z dobrze rokującego motocyklisty zrobiła zwykłego celebrytę, dla którego najważniejsze stało się wrzucanie zdjęć do sieci, chwalenie się wystawnym życiem i piękną narzeczoną. Zakochana para nie przejmuje się głosami zwolenników sportowca i nie przepuszcza okazji, aby wyznać sobie miłość. Czy to ostatni wielki podbój kochliwej Belen? Jestem pewna, że za niedługo znajdzie nowy obiekt westchnień, a do tego czasu u jej boku możemy podziwiać ślicznego Iannone.


zdjęcia- 1. BitchyF 2. La Gazzetta Dello Sport 3. Melty

Taktyka włoskich oszustów

by 08:39
To, że Włosi mają dużą wyobraźnię, wiadomo nie od dziś. To, że w Italii panuje kryzys, również jest jasne jak słońce. Co zatem zrobić, by jakoś przetrwać ciężkie czasy i zawsze mieć pełny portfel? Ano najlepiej połączyć iście ułańską fantazję Włochów z ich zmysłem kombinowania i wykorzystać do łatwego zarobku niczego nie spodziewających się emerytów. Pomysłów jest co niemiara, starszych ludzi jeszcze więcej, toteż nic dziwnego, że niecny proceder okradania ludzi zatacza coraz szersze kręgi. Biedni emeryci dają się podejść, ponieważ cwaniacy mają na nich sposób i bez skrupułów biorą od nich pieniądze. Ludzie myślą, że działają oni w dobrej wierze, więc oddają im kasę i dopiero po czasie dowiadują się, że zostali wrobieni, ale nic nie można już z tym zrobić. Oto najnowsze metody, na jakie nabierają seniorów pospolici oszuści:

1. Fałszywi księża. To najprostsza technika działania złodziejów i jest skuteczna w większości przypadków. Przychodzi taki fałszywy ksiądz do emerytki, a ta otwiera mu drzwi i wpuszcza go do domu, bez uprzedniego sprawdzenia, czy kolęda faktycznie miała być tego dnia. "Ksiądz" przekonuje kobietę, że w tym roku to on chodzi po ludziach, bo biedny proboszcz się nie wyrabia i wysłał go w zastępstwie. Uspokojona emerytka zaprasza kapłana do siebie, po czym idzie zrobić mu kawę, a fałszywy księżulo rozgląda się po mieszkaniu i przeważnie udaje mu się złowić cenne łupy. Do tego dochodzi parę groszy "po kolędzie" i tak oszust wzbogaca się odwiedzając dziennie kilkunastu nieświadomych zagrożenia emerytów. Lepiej nie otwierać drzwi duchownym, których się nie zna i nawet koloratka nie powinna nikogo zmylić.

2. Adwokaci diabła. Kolejną taktyką, jaką obrali sprytni wyłudzacze, jest telefon od policjanta, informującego ofiarę o groźnym wypadku. Dzwoni gagatek pod wybrany numer, informuje emerytkę, że jej syn miał wypadek i musi zostać jak najszybciej operowany, lecz do tego niezbędna jest gotówka. Proponuje, że po pięniądze (bądź kartę do bankomatu) przyjdzie adwokat, a zdesperowana kobieta, drżąca o życie syna, godzi się na wszystko. "Policjant" uprzedza ją, aby nigdzie nie dzwoniła, zwłaszcza do rannego syna, ponieważ nie jest on zdolny do rozmowy. Tak "ubezpieczony" wysyła podrobionego adwokata, który bierze forsę (lub kartę) i znika na zawsze. Po jakimś czasie do domu wraca cały i zdrowy syn, nie mający pojęcia o tym, że właśnie przeszedł poważną operację. Emerytka domyśla się, iż ktoś ją zrobił w bambuko, ale już jest po ptokach i kasy raczej nie odzyska. W tym wypadku naciągacze są dokładnie przygotowani i znają tożsamość ofiar oraz ich koligacje rodzinne. Lepiej za dużo nie zdradzać przez telefon, nawet gdyby rozmówca przedstawił się jako sam papież.

3. Szaleni gazownicy. Rachunki trzeba płacić i nie ma zmiłuj, choćby po spisanie licznika operatorzy przychodzili i dwa razy w tygodniu. Niestety, i na to dają się nabierać emeryci, którzy otwierają drzwi rzekomym kontrolerom z gazowni i wpuszczają ich do domu. Schemat zazwyczaj jest taki sam- oszuści działają we dwójkę i podczas gdy jeden z nich zagaduje starszą panią, drugi plądruje mieszkanie. Czasem zmuszają emerytów do natychmiastowej zapłaty rachunków, inaczej w trybie natychmiastowym zostanie odcięty im dostęp do gazu. Innym pomysłem jest zmiana operatora i umowa o wiele korzystniejsza od poprzedniej, szkoda tylko, że podrobiona. Bezpośrednie przejście do konkurencji kosztuje kilkaset euro od ręki, ale i tak na tym się skorzysta, więc seniorzy podpisują, nie wiedząc o tym, że to lipa. Lepiej zamknąć drzwi na siedem spustów i nie otwierać posłańcom od gazu, nawet jeśli zagrożą oni konsenkwencjami.

4. Wirtualni kochankowie. Matrymonialni oszuści to nie nowość na rynku, niemniej coraz bardziej staje się popularne uwodzenie starszych kobiet przez internet i wypłukiwanie ich z kasy. Wysyła absztyfikant emerytce zaproszenie do znajomych, przedstawia się jako były inżynier, żołnierz, lekarz albo profesor i powoli zaczyna ją uwodzić. Gdy kobieta jest już złapana w sidła miłości, opisuje jej zmyśloną historię życia, opowiada o długach, jakie musi spłacać za byłą żonę, a litościwa starsza pani wychodzi z inicjatywą i proponuje pożyczkę. Facet opiera się, przeprasza, unosi honorem i gdzieś za szóstym razem daje się przekonać. Tych pożyczek jest dużo i kiedy kobieta orientuje się, że coś tu nie gra, internetowy kochanek kasuje konto, znika z wirtualnego świata, mając kieszenie wypchane realną gotówką. Lepiej nie przyjmować zaproszeń od nieznanych mężczyzn, nawet gdy ma się nadzieję, że trafiło się na księcia z bajki. 

  Złodzieje pasożytujący na emerytach to osobnicy działający bez skrupułów i nie posiadający sumienia. Przykre jest, że wmieszane są w to i kobiety, które dla kasy okradają starszych ludzi. Emeryci we Włoszech nie mają lekkiego życia i nie należą do najbogatszych przedstawiecieli społeczeństwa, a mimo to i na nich się żeruje. Zaufanie to dzisiaj towar deficytowy, o czym nie pamiętają seniorzy zawsze mający wiarę w drugiego człowieka.




zdjęcie- www.zonalocale.it

Stracone pokolenie

by 08:58
  Michele nie wytrzymał. Targnął się na własne życie, bowiem wykończyła go desperacja. Zostawił pożegnalny list, w którym przeprosił rodziców i wyjaśnił im motywy swojego postępowania. Nie mógł więcej znieść położenia, w jakim się znalazł, więc zdecydował się na ekstremalny gest. Michele, bezradny trzydziestoletni Włoch popełnił samobójstwo, ponieważ nie miał pracy, a w związku z tym nadziei na lepsze jutro. To nie pierwszy taki przypadek w Italii, gdzie młody człowiek zabija się z powodu bezrobocia. Przypuszczam też, że nie ostatni, jako że na rynku pracy jest kryzys, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Reprezentują oni stracone pokolenie, dźwigające na barkach ciężar fatalnej polityki kilkunastu ostatnich lat, która nic dobrego im nie zaoferowała.

  Mówi się wiele na temat tego, że młodzi Włosi to wygodnisie i takie trochę niedorajdy życiowe, bo mieszkają z rodzicami do późnych lat, nie potrafią się usamodzielnić i stanąć na własnych nogach. Nie jest to zgodne z prawdą, gdyż nie mają oni po prostu innego wyjścia, jak być na garnuszku mamusi. Włoch po maturze czy studiach nie może przebierać w ofertach niczym w ulęgałkach, a rynek pracy nie stoi przed nim otworem, tylko jest zamknięty na siedem spustów. Zatrudnienie w Italii graniczy z cudem, a jeśli komuś się zdarzy znaleźć dobrą pracę, to chyba dzięki znajomościom i byciem, jak to się tutaj mówi "syneczkiem tatusia". Młodzi Włosi masowo emigrują, ponieważ perspektywy, które daje im kraj, są zwyczajnie marne. Rząd zaś nie robi z tym nic i nie zanosi się na to, by coś miało się zmienić, a jeśli już, to na gorsze.

  Syn kolegi męża skończył z wyróżnieniem ciężki kierunek, jakim jest architektura. Wydawałoby się, że nie będzie miał żadnych kłopotów ze znalezieniem zajęcia, a jednak stało się inaczej. Odezwała się do niego firma zajmująca się konstrukcją statków (taka jest właśnie jego specjalizacja) i zaproponowała mu zatrudnienie na czas próbny wraz z pensją w wysokości trzystu euro miesięcznie. Ta stawka jest zgodna z prawem, albowiem każdy pracodawca musi zapewnić człowiekowi po studiach uposażenie od trzystu euro w górę. Nic więc dziwnego, że co sprytniejszy przedsiębiorca niedoświadczonemu adeptowi nigdy nie da więcej, niż to nędzne kilkaset euro. A na taką kwotę nikt o zdrowych zmysłach raczej się nie zgodzi. Trzysta euro we Włoszech nie wystarczy nawet na wynajem mieszkania, nie mówiąc już o reszcie. Jak zatem żyć?

  To smutne, że tak piękny kraj jak Italia, zostawia bez opieki młodych ludzi i nie daje im możliwości wyboru. Szukają oni szczęścia poza granicami, bo we Włoszech nikt ich nie wspiera i nie walczy o ich lepsze jutro. Minister Pracy bagatelizuje problem bezrobocia i bezwstydnie śmieje się w twarz tym, którym powinien pomóc i wesprzeć w trudnych chwilach. Umowy śmieciowe to tutaj norma i coraz bardziej pogłębia się przepaść między bogatymi, a biednymi. Młodzi, będący przyszłością i filarem narodu, traktowani są po macoszemu i muszą sobie radzić sami. Nie wszyscy jednakże to potrafią, więc przegrywają z bezwzględnym systemem, mającym za nic ludzkie dramaty. Kto ma na sumieniu życie Michele? Bezrobocie odebrało mu wolność i odarło z godności. "Wytrzymałem, ile mogłem", napisał do rodziców. Oby jego śmierć czegoś nauczyła odpowiedzialnych za katastrofalną wręcz politykę pracy.


To nie jest kraj dla młodych ludzi-głosi napis.

zdjęcie- linkiesta.it

"Kobiety ze wschodu" w środku włoskiego cyklonu

by 07:06
  Uniosłam się. Obraziłam. Wkurzyłam. Sposępniałam. A wszystko dzięki włoskiej telewizji publicznej RAI i bzdurom, jakie zostały wygłoszone w jednym z programów rozrywkowych. Poruszono w nim temat "kobiet ze wschodu", jako że Włosi podobno za nimi przepadają, więc zastanawiano się, w czym tkwi ich fenomen. Już samo określenie "kobiety ze wschodu" (donne dell'est) powoduje mój sprzeciw, ponieważ moim zdaniem ma ono negatywny wydźwięk. Nie czuję się żadną "kobietą ze wschodu", zawsze powtarzam z dumą, że jestem Polką, bądź obywatelką Europy, bez precyzowania dokładnego kierunku. Bo "kobieta ze wschodu" to ta gorsza, bez życiowych perspektyw i ambicji, z wielkim marzeniem schowanym w kieszeni- dorwać włoskiego chłopa. Państwowa telewizja udowodniła mi, że się w swoich przypuszczeniach nie mylę.

  Pogaduszki w studio nie zrobiły na mnie wrażenia, lecz gdy zobaczyłam wypunktowane powody, dla których Włosi wiążą się z cudzoziemkami ze wschodu Europy, podniosło mi się ciśnienie do tego stopnia, że miałam ochotę spakować walizkę. Nie zrobiłam tego rzecz jasna, choć niewiele brakowało, bo takie głupoty emitowane w porze największej oglądalności tylko utwierdzają ludzi w przekonaniu, że wschodnie kobiety są gorsze i coś z ich mózgami jest nie w porządku. W moim małżestwie nie ma różnic, nie jestem zdominowana przez męża i potrafię myśleć, co może wydać się nieprawdopodobne tym, którzy przygotowali tą żenującą listę. Rozumiem, że została ona ułożona na potrzeby programu rozrywkowego i trzeba ją potraktować z przymrużeniem oka, ale jakoś nie jest mi do śmiechu. Telewidzowie bowiem mają tą przypadłość, że wierzą w takie rzeczy i wyrabiają sobie na ich podstawie opinie o innych narodach. A ja nie chcę być kojarzona z taką "kobietą ze wschodu", gdyż absolutnie się z przedstawionym opisem nie utożsamiam. Nie brakuje mi autoironii i zazwyczaj na takie pierdoły mam wyjechane, lecz nie tym razem. Poczułam się urażona, zepchnięta do niższej kategorii i o lata świetlne do tyłu od nowoczesnych Włoszek.

  Dlaczego warto wybrać "kobietę ze wschodu"? Ano dlatego: 



1. Wszystkie są matkami i po porodzie błyskawicznie wracają do formy.

 Jestem matką, ale do formy jeszcze nie wróciłam, choć od urodzin Sary minęło już prawie dziesięć miesięcy. Znam dużo Polek mieszkających we Włoszech, które dzieci nie mają, bo przyjechały tu na studia, a nie po to, by się rozmnażać. Punkt pierwszy nie w punkt.

2. Zawsze są seksowne. Nie używają piżam i spodni dresowych.

  To fakt, nawet podczas cesarski ubrana byłam w koronki, a śpię wyłącznie w kuszących body. Po domu zaś snuję się niczym zjawa i zamiast wygodnych dresów noszę wieczorowe kreacje. Czy piżamy przynależą tylko do określonej narodowości i reszta świata (zwłaszcza ze wschodu Europy) ich nie zna? Punkt drugi nie w punkt. 

3. Wybaczają zdrady.

  No i wydało się, z jakiej przyczyny Włosi nas tak cenią, że też ja na to nie wpadłam. Mogą sobie skakać z kwiatka na kwiatek, mając pewność, że nie będą mieli z tego powodu kłopotów. Posłuszna wschodnia żona nie dość, że nie skrzyczy niewiernego męża, to pochwali go za jurność. A potem się z nim rozwiedzie. Punkt trzeci nie w punkt.

4. Pozwalają, żeby mężczyzna nimi rządził.

  Moim ukrytym pragnieniem było poślubić pana i władcę. Mąż spełnia te kryteria, ponieważ podnosi na mnie głos, nie pozwala mi wyjść z domu, wydziela mi pieniądze i czasem publicznie poniża. Na szczęście mogę swobodnie oddychać, tego mi skurczybyk nie zabierze. Punkt czwarty nie w punkt.

5. Są perfekcyjnymi paniami domu i od małego uczą się fachu, jakim jest prowadzenie gospodarstwa domowego.

  Dokładnie tak jest, przecież innych aspiracji nie mamy. Zamiłowanie do czynności kuchennych wyssałam z mlekiem matki i nic więcej w życiu nie potrzebuję. Z blogowaniem za niedługo się pożegnam, jako że nic nie może kolidować z obowiązkami domowymi. Dzieci również nie, a w szczególności one. Punkt piąty nie w punkt.

6. Nie marudzą, nie są czepialskie i nie wiedzą, co to foch.

  Nie odpoczywają, PMS ich nie dosięga, nie krzyczą, nie dołują się, nie buntują się, nie tyją, nie znają zmęczenia i są wiecznie zadowolone. No i właśnie strzeliłam focha. Punkt szósty nie w punkt.

  Portret, jaki wyłania się z przedstawionego opisu, jest nad wyraz smutny, bo nawet w żartach nie należy umieszczać przesłania, że kobietom podoba się dominacja samców. Kobieta i mężczyzna mają taką samą wartość, co chyba od dawna nie podlega dyskusji. Mąż podziela moje zdanie i też jest zniesmaczony podejściem do "kobiet ze wschodu". Telewizja RAI przeprosiła, a sobotni program został zdjęty z anteny, niemniej niesmak pozostał. Za błędy się płaci, o czym wiedzą włodarze publicznej tv we Włoszech, chwytający się brzytwy, aby zachować twarz. Przykro, że ich pojęcie na temat "kobiet ze wschodu" jest tak ograniczone.
  

zdjęcie- huffingtonpost.it

Obsługiwane przez usługę Blogger.