Featured

Ostatni król Rzymu

by 18:19
O tym, że dla Włochów piłka nożna jest świętością, wie chyba każdy. Włoskie życie kręci się wokół rozgrywek klubowych, transmisji piłkarskich i gry reprezentacji, a piłkarze w Italii są dla kibiców obiektem kultu. Dokładnie za tydzień, 28-go maja odbędzie się mecz A.S. Roma - Genua, na który z niecierpliwością czekają całe Włochy. Będzie to zwykłe spotkanie klubowe, przejdzie jednak ono do historii, ponieważ ma to być ostatni pojedynek legendarnego piłkarza Romy- Francesco Tottiego, nazywanego przez kibiców ósmym królem Rzymu. Decyzję o zakończeniu kariery piłkarza ogłosili już wszyscy, oprócz samego zainteresowanego, więc sympatycy Romy cały czas się zwodzą, że Totti nie odejdzie na sportową emeryturę, ale to chyba złudna nadzieja. Wraz z nim zakończy się pewna epoka, a rzymscy kibice na długo pogrążą się w rozpaczy. Nie ma ludzi niezastąpionych, to prawda, za to bywają niezastąpieni piłkarze i takim jest niewątpliwie Francesco Totti

Oprócz talentu Totti oparł swoją karierę na wierności, która jest rzadkim zjawiskiem w piłkarskim świecie. Podczas gdy większość zawodników przeciera ścieżki niejednego klubu, Totti nigdy nie myślał o opuszczeniu Romy i z tego powodu kibice kochają go miłością absolutną. Gdyby chciał, mógłby zajść o wiele dalej i grać w największych europejskich klubach, jako że pozwalał mu na to niezbity kunszt piłkarski. Nie skusiły go jednak żadne pieniądze, a miłość do zespołu i Wiecznego Miasta okazała się być silniejsza od milionowych kontraktów. Ta godna naśladowania postawa zaskarbiła mu szacunek również wśród kibiców przeciwnych drużyn, w tym największego rywala Romy- Lazio. Sympatia dla piłkarza wiąże się także z jego osobowością i prostotą, bardzo przez Włochów cenioną. Totti to nie jest wielkie panisko, sukcesy sportowe nie zawróciły mu w głowie, nie gwiazdorzy, nie epatuje bogactwem i nie stwarza wokół siebie muru. Jest przystępny, prostolinijny, a poza tym włada wspaniałą bronią, jaką jest charakterystyczne poczucie humoru.

Producenci programów telewizyjnych wykorzystują jego talent komediowy i Totti często jest zapraszany do telewizji jako gość specjalny. Kiedy pojawia się na ekranie telewizora i zaczyna gawędzić z prowadzącym, widzowie pękają ze śmiechu i proszą o więcej. Występem na festiwalu w Sanremo rozbawił publiczność do łez, a udział piłkarza we włoskiej edycji Big Brothera Vip, gdzie gospodynią show była jego żona- Ilary Blasi, okazał się strzałem w dziesiątkę. Wiele osób widzi przyszłość piłkarza w showbiznesie i przepowiada mu poważną aktorską karierę, na co Totti reaguje z przymrużeniem oka, bo interesuje go tylko piłka. Prywatnie od lat związany jest z jedną kobietą, wspomnianą wyżej Ilary Blasi, co przysporzyło mu dodatkowych fanów (znaczy fanek). Piłkarze znani są z tego, że skaczą z kwiatka na kwiatek i nie umieją oprzeć się pokusie, tymczasem Totti jest oddanym mężem i ojcem trójki dzieci, o skandalach z jego udziałem nic nie słychać, no może poza jednym, o którym niedawno opowiedział. Wraz z żoną udzielił krótkiego wywiadu w programie Edicola Fiore, zaś szczere wyznanie, na jakie się zdobył, stało się już kultowe. 

Na pytanie o idolów przeszłości Ilary Blasi wyznała, że jako nastolatka wieszała na ścianie plakaty słynnego boysbandu Take That.

-A kogo ty wieszałeś?- zapytał Francesco gospodarz programu - Fiorello.

-No jak to kogo, Cicciolinę- odpowiedział z właściwą sobie swobodą Totti, na co publiczność w studio zareagowała entuzjastycznie. 


Jestem przekonana, że ósmy król Rzymu nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.




zdjęcie- ForzaRoma

Włosko - francuska gra o prym

by 08:45




 Jeszcze przed wyjazdem do Italii wiele słyszałam na temat niechęci Włochów do ich sąsiadów zza miedzy, czyli Francuzów (i vice versa). To taka święta wojna, która trwa nieprzerwanie i nie zanosi się na to, by miała się zakończyć, jako że żadna ze stron nie chce skapitulować i uznać wyższości jednego narodu nad drugim. Nie chodzi o to, że Włosi z Francuzami się nie lubią, jak wytłumaczył mi mąż, ale o rywalizację pomiędzy nimi. Francuzi nie mogą zrozumieć, że Włosi przerastają ich o lata świetlne i nie dają się przekonać, że wszystko co piękne na ziemskim padole wywodzi się z Włoch (bo przecież nie z Francji). Każdy głupi o tym wie, oprócz Francuzów, którzy uważają się za pionierów Europy, choć nic wielkiego nie stworzyli, a jeśli nawet się im udało, to skopiowali od Włochów. Łatwo można udowodnić, w czym Włosi są lepsi od Francuzów:

Kuchnia

 Najsłynniejszym daniem świata jest oczywiście pizza, a jej inwentorami są Włosi, którzy mogą się poszczycić również pysznymi serami, jakich nigdzie nie ma, wyborną szynką parmeńską czy makaronem, chociaż do jego autorstwa roszczą sobie prawo Chińczycy, lecz tym akurat nikt we Włoszech się nie przejmuje, bowiem makaron kojarzy się nieodłącznie z Italią, a nie z Pekinem. Włosi produkują wyśmienite wina z Chianti na czele, za to co robią Francuzi? Owszem, też mają wina i sery, ale daleko im do włoskich, a znani są z bouillabaisse (co to w ogóle jest- bulion z bez?) i potraw ze ślimaków. Nic dziwnego, że zazdrość zaślepiła im oczy i nie przyjmują do wiadomości, iż żadna kuchnia nie może się równać z włoską.

Sztuka

 Nie oszukujmy się, Paryż swą popularność zawdzięcza Mona Lisie i to dzięki niej Luwr jest oblegany przez miliony turystów rocznie. Gdyby Francuzi mieli odrobinę przyzwoitości, oddaliby Giocondę prawowitym właścicielom, jednak wolą się na niej lansować. Dzieło wszech czasów należy do Włochów i tylko splot nieszczęśliwych przypadków spowodował, że znajduje się we Francji, z czego Leonardo da Vinci na pewno nie byłby zadowolony. A propos wielkiego Da Vinci, czy ktoś z Francuzów jest w stanie stanąć z nim w szranki, jeśli o geniusz chodzi? Ze świecą w ręku mogliby szukać godnego przeciwnika, a i tak nikogo by nie znaleźli. Tacy jak Da Vinci rodzą się tylko we Włoszech.

Miłość

 Miłość to Włochy, nie może być inaczej. Pierwszym playboyem był Giacomo Casanova, od którego Francuzi powinni uczyć się sztuki kochania, zaś Romeo i Julia od wieków rozpalają wyobraźnię czytelników. Włochem z pochodzenia był sławny amant Rudolf Valentino, niezapomniany aktor Marcello Mastroianni, natomiast Silvio Berlusconi udowodnił, że można być jurnym niezależnie od wieku. Takich kochanków Francuzi nie mają. Na pocieszenie zostało im hasło "miłość francuska". Cała reszta należy do Włochów.

Muzyka

 Włoska muzyka góruje nad francuską, to jasne jak słońce. Włoscy piosenkarze są popularniejsi od francuskich i fani na całym świecie za nimi szaleją. Muzyka wykonywana przez Włochów jest jak poezja i potrafi oczarować każdego, muzyka francuska wpada jednym uchem, a drugim wypada. Francuzi są dumni, bo ich kulturę reprezentował niezapomniany Charles Aznavour, ale Włosi i na tym polu ich wyprzedzili. Może i macie Aznavoura- mówią- za to my mamy Al Bano, więc możecie nam powiedzieć chapeau!

Moda

 Gonią biedni Francuzi Włochów od lat, lecz i tak modowo ich nie dogonią. Stolicą mody nie jest Paryż, o czym błędnie informują, ale Mediolan, moi drodzy. Fashion Week w Milano to najważniejsza impreza w świecie mody, włoscy projektanci zaś to prawdziwi mistrzowie fachu. Valentino, Gucci, Armani, duet Dolce&Gabbana, nieodżałowany Versace to tylko niektóre nazwiska reprezentujące Włochy w jej najpiękniejszym stylowym wydaniu. Projektanci francuscy już dawno są passe, a spadkobierców Coco Chanel jakoś nie widać. Paryż wart jest pokazów, to prawda, jednakże Mediolan jest ich wart jeszcze bardziej.

Piłka nożna

 Dla Włochów piłka nożna jest święta i biada temu, kto stwierdzi, że Francuzi grają lepiej. Fakty zresztą mówią same za siebie- Włosi mistrzami świata byli czterokrotnie, tymczasem Francuzi jeden raz, poza tym ich zwycięstwo prawie się nie liczy, ponieważ wygrali u siebie, a nie od dziś wiadomo, że gospodarzom pomagają ściany. Lista przewinień reprezentacji Francji jest wielka i Włosi każdą porażkę z nimi wnikliwie analizują. Do tej pory, choć minęło już 17 lat, nie mogą im wybaczyć upokorzania, jakiego doznali w finale Mistrzostw Europy, gdy Francja pożarła ich na stojąco i złoty gol Davida Trezegueta zapewnił sukces trójkolorowym. W ostatecznym rozrachunku triumfują Włosi i to jest najważniejsze, a nie jakieś zwycięstwa na podejrzanych zasadach. Być czterokrotnym mistrzem świata brzmi dumnie, wygrać raz może byle kopacz.

 Włosko - francuska gra o południowe pierwszeństwo zapewne nie przyniesie rozwiązania, gdyż nie chcą tego sami zainteresowani. Trzeba przecież o czymś dyskutować, a nie ma ciekawszego tematu od różnic dotyczących włoskiego i francuskiego trybu życia. Mój mąż pracuje z Francuzem, za którym przepada, nie umie jedynie pojąć, dlaczego tak światły człowiek nie widzi tego, jak Francuzów inspirują Włosi. Kolega męża myśli dokładnie to samo, z tą rzecz jasna różnicą, iż według niego to Francuzi są natchnieniem dla mniej wyrafinowanych Włochów i jest na to masa niezbitych dowodów.




Włoskie dramaty w szpitalnych aktach

by 09:02
  Włoską służbą zdrowia wstrząsają ostatnio skandale przyprawiające pacjentów o duży niepokój. Moja opinia na temat leczenia we Włoszech jest bardzo wysoka, dlatego ze zdumieniem przyjęłam wiadomość o kilku przypadkach nieprawidłowości, jakich dopuścili się pracownicy placówek zdrowotnych. Najnowsza afera związana jest z pielęgniarką, która nie zaszczepiła około pięciuset dzieci. Proceder ten odbywał się przez prawie pół roku i nikt przez ten czas się nie domyślił, że kobieta żadnych igieł nie wbijała. Dziwne, bo przecież dzieci płaczą, a szczepionki na ogół zostawiają ślad, tymczasem żaden z rodziców niczego nie zauważył. Pielęgniarka idzie w zaparte i twierdzi, że szczepiła dzieci, ale dowody wskazujące na jej przestępstwo są ponoć niepodważalne. Powstaje pytanie, co nią kierowało i czemu, u licha, tak późno to wykryto? Wściekli rodzice żądają wyjaśnień i interweniować w tej sprawie musiała Minister Zdrowia Beatrice Lorenzin.

  Inny przypadek nadużycia władzy lekarskiej jeszcze bardziej zszokował opinię publiczną w Italii. Lekarz anestezjolog i pielęgniarka szpitala w jednej z włoskich miejscowości uśmiercali swoich pacjentów, bowiem kręciło ich bycie panami ludzkiego życia. Pan doktor czuł się Bogiem, a pielęgniarka, będąca po godzinach jego kochanką, towarzyszyła mu w licznych morderstwach, dokonywanych na chorych ludziach. Bezwględna para zabiła w ten sposób kilkadziesiąt osób i nie oszczędziła nawet męża i matki (!) okrutnej pielęgniarki. Gdyby nie anonimowy telefon na policję, pewnie do dzisiaj mordowaliby ludzi. Pielęgniarka chciała też pomóc zejść dzieciom z tego świata, lecz doktor, nadal posiadający ułamek sumienia, się temu sprzeciwił. Jedna z jego koleżanek po fachu wiedziała, czym się zajmuje, a mimo to siedziała cicho. Mogła uratować kilka osób, ale wolała milczeć i pozwalać działać diabelskiej parze. Na szczęście ktoś zawiadomił odpowiednie służby. Liczba ofiar pozostaje niejasna, a zwyrodnialcy czekają na proces.

  To nie pierwsza sprawa pielęgniarki o psychopatycznych skłonnościach. Jakiś czas temu głośno było o pielęgniarce z piekła rodem, która dokumentowała swoje liczne morderstwa (mówi się o setce ofiar). Kobieta zabijała starszych pacjentów, po czym nad ich trupami robiła sobie selfie, gdzie zawsze wyglądała na cholernie z siebie zadowoloną. Kiedy ją przyłapano, nie przyznawała się do winy, tylko bez emocji tłumaczyła, że pomagała cierpiącym godnie odejść. Jej linia obrony nie przekonała sądu i pielęgniarka została skazana na dożywocie. Sąsiedzi kobiety zgodnie twierdzili, iż to niemożliwe, aby ta sympatyczna i zawsze uśmiechnięta pielęgniarka okazała się być seryjną morderczynią. W kontekście tych zbrodni historia doktora grającego w tenisa w godzinach pracy wydaje się błahostką. Osobiście nie mam nic do zarzucenia włoskiej służbie zdrowia i smutne jest, że znajdują się jednostki aspołeczne, które zamiast ratować ludzkie życia, je kończą.

Uśmiechnięta pielęgniarka, która robiła sobie selfie z ofiarami

zdjęcie- LaStampa

Pan z północy, chłop z południa

by 08:31
  We Włoszech długo istniało przekonanie, że północ kraju jest lepszy od południa. Bogatszy, bardziej cywilizowany, mający poważniejsze znaczenie, o większym odsetku wykształconych ludzi, z piękniejszymi tradycjami etc. Od jakiegoś czasu walczy się z jednak tym przekłamanym i jakże niesprawiedliwym wyobrażeniem, które w relacjach między samymi Włochami zrobiło wiele zamieszania. Owszem, może i północ Italii ekonomicznie stoi nieco wyżej, ale robienie z przedstawicieli południa ludzi gorszego sortu jest niedopuszczalne, zwłaszcza że przed zjednoczeniem Italii to południe było o wiele bogatsze niż północ. Podziały są niebezpieczne i trzeba z nimi walczyć, a nie klasyfikować ludzi ze względu na pochodzenie. Nieważne, skąd się wywodzi, istotne co się sobą prezentuje, o czym zapominają przedstawiciele elity. Tym razem nie popisał się Flavio Briatore, który po raz kolejny wypowiedział się z pogardą o mieszkańcach południa Włoch.

  Briatore słynie z ciętego języka i z tego, że ma gdzieś opinie rodaków. Jest na tyle bogaty, by pozwolić sobie na wygłaszanie kontrowersyjnych poglądów i na tyle bezczelny, by śmiać się biednym w oczy. W udzielonym niedawno wywiadzie wyraził zdziwienie, jak można żyć za 1300 euro miesięcznie, a o południu kraju powiedział, że ma się źle, gdyż zostali tam tylko lenie. Pierwsza część jego stwierdzenia rozśmieszyła społeczeństwo, bo co oderwany od rzeczywistości miliarder może wiedzieć o realiach normalnego życia, natomiast druga spowodowała wylew krytyki, a na przedsiębiorcy nie pozostawiono suchej nitki. Po Briatore spłynęło to jak po kaczce i raczej nie przejął się tym, że na jakiś czas stał się wrogiem publicznym numer jeden (nie pierwszy to raz zresztą). W kontekście galopującego bezrobocia i braku perspektyw nazywanie południowców leniami jest cyniczne i bezlitosne. Za tym kryją się ludzkie dramaty, których żaden bogacz nie zrozumie. 

  Uprzedzenie do ludzi z południa nadal jest mocno zakorzenione w Italii, choć Włosi starają się z tym coś zrobić. Apeluje się o to, żeby skończyć z kategoryzacją i nie podkreślać rozbieżności między mieszkańcami, bowiem nic dobrego to nie wnosi w relacjach obywatelskich. Południe Włoch jest przepiękne, jego mieszkańcy to ludzie dumni i o gorących sercach, a ich wkład w rozwój kraju jest nieoceniony. Traktowanie ich jak swego rodzaju dzikusów nie powinno mieć miejsca, a spory o to, kto jest lepszy, już dawno trzeba było rozwiązać. Słowa Briatore stały się tematem polemiki i na nowo rozpaliły we Włochach dyskusję o wyższości północy nad południem i o tym, dlaczego w 21 wieku nadal istnieją podobne rozłamy. Fakt, iż mieszkańcy północy mają inne charaktery niż południowcy, nie świadczy o tym, że są więcej warci. Flavio Briatore ożenił się z Kalabryjką z krwi i kości (Elisabettą Gregoraci), więc też nie oparł się urokowi, jakie zrodziło południe, a mimo to nie przestał obrażać mieszkańców dolnej części kraju. Ot, swoisty paradoks człowieka z północy.




zdjęcie- Orsomarso Blues

Miłość, której nie było

by 11:15
  W styczniu tego roku Włochami wstrząsnęła kolejna tragedia dotycząca przemocy wobec kobiet. Były narzeczony zaczaił się na dziewczynę pod domem, po czym oblał ją kwasem i uciekł jak zwykły tchórz. Dziewczyna przeżyła, chociaż kwas wypalił jej twarz i odebrał urodę, lecz nie pozbawił dumy i siły, dzięki której Gessica Notaro się nie poddała. Niedawno wyszła ze szpitala, a o swoim dramacie opowiedziała w popularnym programie telewizyjnym. Została potwornie skrzywdzona, ponieważ eks partner nie mógł się pogodzić z jej odejściem, więc postanowił ją ukarać. To obsesyjna zazdrość jest tym, co łączy wszystkich katów, zabijających czy okaleczających swe partnerki. Uważają je za własność i dlatego mordują lub ciężko ranią niewinne kobiety. Niektórzy sądzą, że robią to w imię chorej, ale jednak miłości, co według mnie jest piramidalną bzdurą. Bo facet stosujący agresję nie ma zielonego pojęcia, czym jest miłość.

  Podziwiam Gessikę Notaro za to, iż potrafiła podnieść się z tragedii i pokazała światu okaleczoną twarz. W czasach, gdy wygląd jest na pierwszym miejscu i wszystko, co brzydsze, jest wyśmiewane, Gessica miała siłę, by wyjść do ludzi i z podniesionym czołem opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Dziewczyna nie przestała żyć, ma plany i marzenia, które chce zrealizować i już to jest zwycięstwem nad jej oprawcą. Były ukochany czeka na wyrok w celi i przekonuje wszem wobec, że z atakiem nie ma nic współnego. Akurat. Dręczył Gessikę, nieustannie groził, miał zakaz zbliżania się do niej, ale to i tak nie pomogło, bo zrobił swoje. Pan i władca, kat i psychol w jednym, bezlitośnie zemścił się za to, że eks narzecona wybrała wolność. Opinia społeczna ma dość tego rodzaju przestępstw, nie chce już słyszeć o przypadkach znęcania się nad kobietami, lecz nic nie wskazuje na to, aby coś miało się zmienić. Czy facetom w Italii serio odbiło?

  Nie ma znaczenia, że były Gessiki pochodzi z Wyspy Zielonego Przylądka, gdyż problem przemocy wobec kobiet jest niestety bardzo włoski. Wybujałe ego nie pozwala mężczyznom przyjąć z godnością porażki, za jaką mają odejście kobiet i jedyne słuszne wyjście według nich to "wymierzenie sprawiedliwości na własną rękę". Wpadają w szał i bez skrupułów zostają zabójcami, nie bacząc na to, że wyrok odbija się rykoszetem na dzieciach, które w jednej chwili tracą matki i ojców. Kiedy w listopadzie ubiegłego roku opublikowałam wpis na temat femminicidia (kobietobójstwa) byłam pewna, że wrócę do tej sprawy niejeden raz. I przeraża mnie własne myślenie, bowiem wynika z niego, że oswoiłam się ze zjawiskiem femminicidia, a tak nie powinno być. Końca dramatu nie widać i co chwilę mówi się o nowych morderstwach czy wyrafinowanych torturach. Oburza mnie to i jednocześnie zasmuca, jako że nikt, do jasnej cholery, nie może bawić się w Boga. Nawet włoscy maczo.

  Dzieje się tak, bo kary są nieadekwatne do czynów. Za zabójstwa kobiet wyroki są śmiesznie niskie i urągają rodzinom ofiar. Sędziowie dopatrują się okoliczności łagodzących i skazują morderców na 20 lat, a ci wychodzą z więzienia o wiele szybciej za dobre sprawowanie. Dostają drugą szansę, społeczeństwo przyjmuje ich pod swój dach i układają sobie życie na nowo. Ich ofiary takiej możliwości nie mają. Łagodne wyroki powodują, że faceci czują się bezkarni i są panami sytuacji. Byłemu Gessiki grozi 20 lat. Tylko 20, choć dożywocie to dla niego za mało.

  Historia Gessiki ma drugie dno, które w pewien sposób ukazuje, dlaczego przemoc wobec kobiet to niekończąca się włoska opowieść. Przeglądając fora po telewizyjnym występie dziewczyny natknęłam się na głosy broniące jej eks narzeczonego. Według niektórych durniów Gessica sama się prosiła o taki finał, ponieważ wzięła sobie agresywnego faceta, a przecież widziały gały co brały. To oczywiście nieprawda, jako że gdy pojawiły się pierwsze sygnały wybuchowego temperamentu Jorge'a, Gessika z nim zerwała i zrobiła wszystko, by trzymał się od niej z daleka. Kobiety nie są winne temu, że mężczyźni posuwają się do ekstremalnych gestów i takie płytkie myślenie jest usprawiedliwieniem niecnych postępków. Najbardziej uderzyły mnie słowa, których autorką była inna kobieta: "Dobra, rozumiem, swoje przecierpiała i jej współczuję, ale nie musi pokazywać twarzy w telewizji." Trzeba być naprawdę okrutnym, żeby tak napisać. Gessica nie ma się czego wstydzić, gdyż okaleczona twarz to nie jej wina. I choć ciężko pogodzić się z utratą urody, Gessica skupiła się na oczach, będących zwierciadłem jej pięknej duszy.



  zdjęcie- Affari Italiani
Obsługiwane przez usługę Blogger.