Córeczko, już nie chcę, żebyś była chłopcem

  Jesień tej zimy nie chce ustąpić. Przez ostatnie dni znów lało i wiało, a o śniegu mogę nadal tylko pomarzyć, bo jest tutaj zjawiskiem nadprzyrodzonym. Zamiast spędzić niedzielę w otoczeniu przyrody, musieliśmy zadowolić się zielonym dywanem, który stał się dla nas namiastką trawy. Gaja bawiła się na nim w najlepsze, rozrzucając klocki gdzie popadnie, a mój roztargniony mąż wiecznie się o nie potykał i bez przerwy lądował na podłodze. Nasza córeczka, widząc tatusia na ziemi, miała z tego niezły ubaw i nie pozwoliła mu wstać i odpocząć. Już w sobotę przykleiła się do niego i przez cały dzień "rozmawiała" z nim, gestykulując rączkami, co było naprawdę urocze. Nie widziała tatusia okrągły tydzień, więc musiała mu "opowiedzieć" o wszystkich psotach, które urządzała. A że nagromadziło się ich sporo, mąż słuchał zaciekawiony i co chwilę wybuchał śmiechem. Więź łącząca Gaję z tatusiem jest niezwykła, a ja jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa!

  Dziś wszystko wróciło do normy i znowu jesteśmy same. Poniedziałki bywają smutne, bo to dopiero początek naszej tygodniowej rozłąki. Sądziłam, że tylko ja odczuwam brak męża, ale przyglądając się podczas weekendu reakcji Gai, zrozumiałam, że ona też tęskni za tatusiem. Niedawno skończyła 14 miesięcy i coraz więcej rzeczy do niej dociera. Jest mądrą dziewczynką, a ja nie mogę się doczekać chwili, kiedy mała zacznie ze mną rozmawiać. Wyobrażam sobie, że będzie mi zadawać setki pytań i na pewno nie na wszystkie znajdę odpowiedź. Na razie przygotowuję się do konwersacji z córeczką prowadząc przydługie i nudne monologi. Potrafię tak gadać godzinami, a Gaja słucha mnie cierpliwie, za co jestem jej wdzięczna.

  Jak ten czas szybko leci! Jeszcze niedawno nosiłam małą pod sercem i zastanawiałam się jaka będzie ta moja córeczka. Pamiętam, że byłam pełna obaw, ponieważ marzyłam o synu i nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę urodzić dziewczynkę. A wszystkiemu winne były pogmatwane relacje, które łączyły mnie kiedyś z moją mamą. Myślałam, że nie poradzę sobie z wychowaniem dziewczynki i nie będę jej w stanie kochać tak bardzo, jak mogłabym kochać chłopca. Pojawienie się Gai oczywiście zweryfikowało wszystkie moje durne poglądy i zrozumiałam, że płeć nie ma żadnego znaczenia. Kocham moją córeczkę ponad życie i nie zamieniłabym jej na tuzin chłopaków. Postaram się też nie popełniać błędów wychowawczych, których stałam się udziałem. Wiem, że łatwo się mówi, ale będę próbować ze wszystkich sił. I choć jestem na początku macierzyńskiej drogi, to już jestem pewna, że zmierzam w dobrym kierunku. Od pierwszych chwil spędzonych z córeczką powtarzam jej bowiem, jak bardzo ją kocham. Mam nadzieję, że miłości w życiu jej nie zabraknie, bo w końcu to ona jest najważniejsza. Kiedy jest się kochanym, wszystko staje się możliwe!
Obsługiwane przez usługę Blogger.