Wszyscy jesteśmy Peppą

  Deszczowy weekend minął powoli i monotonnie. Gdyby tak można było przewinąć dni i dotrzeć do wiosny, zrobiłabym to z ochotą. Najchętniej przespałabym okres zimy, bo przez ten czas wiecznie narzekam, nic mi się nie podoba i wychodzi ze mnie zołza. Nie wiem jakim cudem mąż ze mną wytrzymuje, ale jedno jest pewne- to święty człowiek. Znosi moje napady złego humoru i ma olbrzymie pokłady cierpliwości w sobie. Chyba nie jestem idealną żoną, choć Bóg jeden wie, jak bardzo się staram!

  Jako się rzekło, przez ostatnie dwa dni lało jak z cebra, więc siedzieliśmy w domu przygnębieni. W sobotę zdążyliśmy szybko zrobić zakupy i wróciliśmy obładowani niczym tragarze i przemoknięci do suchej nitki (Gaję na szczęście ochroniliśmy przed ulewą). Mąż okazał się mało odporny na te pogodowe niespodzianki i po raz kolejny przyplątała się do niego grypa. Zapakowałam go do łóżka, szczelnie okryłam i próbowałam wykurować. Nie udało mi się to, gdyż nadal nie jest w formie, w związku z czym nie poszedł dzisiaj do pracy. Podejrzewam, że jego uczniowie są zachwyceni tym, iż przepadły im lekcje. Wszystko jest względne, co jednych martwi, to innych ucieszy, tak dziwnie skonstruowany jest nasz świat...

  U Gai jak zwykle dobrze i nic nie jest w stanie zmącić jej dobrego humoru. Na jednym z kanałów telewizyjnych odkryliśmy przygody Peppy Pig i Gaja została jej gorącą wielbicielką. Kreskówka ta nadawana jest przez pół dnia, a nasza jaśnie panienka śledzi ją z zapartym tchem i próbuje naśladować swoją nową idolkę:). Nauczyła się wymawiać słowo "Pe-pa" i woła nas imieniem swej świnki. Mąż nie jest już "Papum", ja przestałam być mamą, teraz jesteśmy Państwem Peppa! Gaja ma też parę książeczek z tej serii i kiedy je "czyta", krzyczy z uciechy. Biblioteczka małej sukcesywnie się powiększa, z czego jestem bardzo dumna, ponieważ mam wielką nadzieję, że Gaja pokocha książki. Czytam jej regularnie i namawiam do tego inne mamy, bo nic tak nie pobudza wyobraźni u dzieci!

  Przez tą cholerną pogodę dni przeciekają mi przez palce i czuję się więźniem we własnym domu. Wokół wszystko przybrało barwę szarości, a przymusowe zasiedzenie powoduje, że jeszcze bardziej zaczęłam ględzić. Nadszedł luty, miesiąc zakochanych, więc obiecuję solidną poprawę! Słońce w końcu zaświeci:).
Obsługiwane przez usługę Blogger.