Zacznij od siebie

  Jestem idealistką. Chciałabym żyć w świecie wolnym od terroryzmu i nietolerancji, ale zapominam czasami, jak okrutną bestią potrafi być człowiek. Z przerażeniem oglądam rzeź na Ukrainie i nie bez lęku zastanawiam się, dokąd zmierzamy? Prędzej czy później sami się wykończymy, bo zbyt dużo mocy dostaliśmy w ręce. I zamiast wykorzystać ją w słusznej sprawie, wiecznie wojujemy. To my, ludzie, jesteśmy najgroźniejszą odmianą drapieżników na tym padole. Nie mam też wątpliwości, że jeśli się nie opamiętamy, czeka nas marny los. Nie chcę, żeby Gaja wychowywała się w tak pełnym zła świecie, ale jakie mam wyjście? Nie przeniesiemy się przecież na inną planetę, choć gdyby było to możliwe, skorzystałabym z okazji. Jedyna nadzieja w tym, że może wreszcie dotrze do nas, iż przemoc to nie jest rozsądne wyjście.

  Wczorajszy dzień spędziliśmy dosyć intensywnie, ponieważ mieliśmy zaklepaną wizytę u pediatry. Pani doktor przyjęła nas z półtoragodzinnym opóźnieniem, tłumacząc się tym, że szaleje grypa. Byliśmy ostatni na liście, więc kiedy przyszła na nas kolej, na niebie pojawiły się już gwiazdy. Pediatra zbadała Gaję błyskawicznie, a ja odniosłam wrażenie, że chciała się nas pozbyć jak najszybciej. Miałam w głowie tysiące pytań, które chciałam jej zadać, a musiałam się ograniczyć tylko do dwóch. Lekarka stwierdziła, że Gaja jest nadal szczuplutka (też mi nowość) i była wielce zdziwiona tym, że jeszcze nie chodzi. Zna naszą córeczkę od urodzenia i wie, że przez siedem miesięcy była zablokowana, więc zakoczyła mnie trochę jej reakcja. Wiadomo, że musi minąć trochę czasu, żeby Gaja nadrobiła zaległości. Po przyjściu do domu mała zaczęła się podnosić, jakby chciała pokazać, że zrozumiała słowa pani doktor. Myślę, że nadszedł czas na zmianę pediatry, bo nie lubię, gdy traktuje się nas lekceważąco. Wiem, że jest epidemia grypy, ale jej skutków nie może ponosić moja córeczka.

  Dziś Gaja po raz pierwszy jadła jajko na miękko, a miny jakie przy tym robiła, były bezcenne. Nie sądzę, by jej smakowało, ale będziemy próbować. Jesteśmy zmuszeni zmienić dietę, bo mała musi przybrać na wadze. To, że jest chudziutka, nie spędza mi snu z powiek, ale faktem jest, że trochę się niepokoję. Taka to już ze mnie jest przewrażliwiona mamuśka.

  Odkąd pojawiła się Gaja, moje życie zmieniło się na lepsze i dlatego postanowiłam się dzielić moim szczęściem z Wami. Pisanie bloga to fajna sprawa, bo pozwala mi utrwalić chwile, które i tak ulotnią się z mej pamięci. Sama bardzo lubię czytać inne blogi, a niektóre z nich są dla mnie inspiracją. Nie potrafię jednak wytłumaczyć sobie, dlaczego zjawisko hejtingu, tak powszechne w internecie, jest obecne również wśród blogujących mam? Tworzymy fajną sieć- zwariowanych na punkcie naszych dzieci babek i powinnyśmy się wspierać. Komentuję, ale staram się ubierać myśli w sposób delikatny i sympatyczny, bo nie chcę nikogo urazić. Każda mama bowiem jest wyjątkowa, a każde dziecko najpiękniejsze. Chcesz zmienić świat- zacznij od siebie- nie hejtuj! Dziękuję za uwagę:).
 
Obsługiwane przez usługę Blogger.