Mała psotnica i plastikowy bębenek

  Wiosna za pasem! Spędziliśmy piękny, aczkolwiek nieco stresujący weekend i po paru tygodniach marazmu wyruszyliśmy wreszcie na podbój Genui i okolic. Sobota nie była co prawda niezwykła, ponieważ lataliśmy od sklepu do sklepu, ale i tak dobrze się bawiłam. Już prawie zapuściłam korzenie w domu i gdy w końcu przekroczyłam próg drzwi, oszalałam ze szczęścia. Do wyjścia nie zniechęcił mnie nawet widok schodów, więc skakałam po nich zgrabnie i szybko, a mąż, widząc mój entuzjazm, uśmiechał się pod nosem. Gaja też była zadowolona i kwiczała radośnie w ramionach tatusia, który kroczył dumny jak paw, ciesząc się z tego, że może robić zakupy w towarzystwie swych dziewczyn.

  Dzień Kobiet nie przywitał nas gałązkami mimozy (to taki zwyczaj tutaj), rozwieszonymi po mieszkaniu, a ja odetchnęłam z ulgą. Nie mam nic przeciw tradycji, ale nie znoszę zapachu mimozy, bo jest on dla mnie zbyt intensywny. Mąż oszczędził mi mdłości i wpadł na świetny pomysł, bym sama wybrała sobie prezent. Lubię kreatywne rozwiązania, toteż przystałam z ochotą na jego propozycję. Kupiłam sobie tunikę i kolczyki (mam do nich słabość), które będą mi służyć o wiele dłużej niż bukiet kwiatów. A jako że Gaja to mała kobietka, uznaliśmy z Panem P., iż jakiś drobiazg i jej się należy. Mąż uparł się na bębenek, który oczywiście wprawił naszą córeczkę w zachwyt i euforię. Po przyjściu do domu przez resztę dnia waliła w niego bez opamiętania, a ja zaczęłam żałować, że zamiast kolczyków, nie zaopatrzyłam się w zatyczki do uszu. Gaja wyżywała się bezlitośnie i dała upust swej energii, serwując nam darmowy i pełen wrażeń koncert, jak na Dzień Kobiet przystało. Mąż natychmiast doszedł do wniosku, że mała ma niesamowity słuch i po raz kolejny zaplanował jej karierę, tym razem skrzypaczki...

  Zaraz, zaraz, przecież niedawno marzył o tym, że Gaja zostanie pogromczynią dinozaurów, a tu proszę, odechciało mu się paleontologii. Muszę się przyzwyczaić do tego, że L. zmienia zdanie jak w kalejdoskopie co do przyszłości naszej kluseczki. Jestem pewna, że ona sama i tak tatusia kiedyś zaskoczy, a póki co, niech on sobie snuje fantazje, to jeszcze nikomu krzywdy nie wyrządziło.

  W niedzielę pojechaliśmy za miasto, by kontemplować naturę Ligurii i odrobinę odpocząć. Ludzi nad morzem nagromadziło się co niemiara, bo pogoda zachęcała do wycieczek. Niebo było bezchmurne, słońce uśmiechało się z daleka, a jego promienie wyciągały do nas ręce, zachęcając do zabawy. Zauważyłam, spacerując po deptaku, że Gaja ciągnie do dzieci, krzyczy na ich widok i wymachuje rączkami, więc pomyślałam sobie, że może czas najwyższy postarać się o rodzeństwo dla niej. Nie chcę, by była jedynaczką, ale zobaczymy, co życie przyniesie.

  Dzisiaj nasza córeczka skończyła 16 miesięcy, a ja zastanawiam się, kiedy to minęło. Nie tak dawno temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży i do tej pory pamiętam ten stan euforii, nieporównywalny z niczym, jaki mnie wtedy ogarnął. Dziś Gaja to już mała panienka, coraz bardziej świadoma otaczającego ją świata, ciekawa wszystkiego i niecierpliwa jak jej mamusia. Wreszcie doczekałam się wiosny:)!
Obsługiwane przez usługę Blogger.