Tupot małych stóp

  Są chwile, na które się czeka. Bywają momenty, których się nie zapomina i przeżycia, które pozostają w sercu na zawsze. Dla każdej matki pierwsze kroki dziecka są czymś absolutnie wyjątkowym, a dla mnie to również potwierdzenie tego, że Gaja jest zdrowa. Dysplazja stawu biodrowego, którą zdiagnozowano u małej gdy miała zaledwie miesiąc, ciągnęła się za nami przez cały rok i kładła cień na naszym szczęśliwym i spokojnym życiu. Kiedy siedem miesięcy temu ściągnięto Gai aparat ortopedyczny, poczułam się tak, jakby zdjęto mi wielki ciężar z piersi i z utęsknieniem czekałam na postępy w wykonaniu mojej Kluseczki.

  Dziś wreszcie nadszedł ten historyczny dla nas dzień i Gaja, jeszcze dosyć nieporadnie, wykonała swoje pierwsze kroki. Trzymała się przy tym stolika (co dla mnie jest bez znaczenia) i posuwała się wolno w stronę mamusi, a ja nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Zaraz też obdzwoniłam męża i wszystkich bliższych członków rodziny, którzy - w zupełności rozumiejąc mój entuzjazm - cieszyli się razem ze mną. Nic też nie mogło mnie bardziej uradować, bo mimo że wada bioderka Gai nie była nieuleczalna, to jednak skomplikowała nam trochę byt. Chyba nikt nie chciałby widzieć dziecka w szpitalu z nóżkami na wyciągu, ani tym bardziej zagipsowanego praktycznie od pasa w dół przez okrągły miesiąc i nie mogącego poruszać nóżkami.  Dla kochającej mamy nawet zwykły katar jest nie do zniesienia, a co dopiero poważniejsze schorzenie. Ostatnio byłam odrobinę zdołowana i przygnieciona różnymi sprawami, ale widok Gai chodzącej prawie samodzielnie, oddalił brzydkie wizje i zrekompensował mi wszystko. Jestem pewna, że za niedługo będzie biegać po domu, a ja nie dam rady  jej dogonić. Już teraz, gdy raczkuje, robi to zdecydowanie za szybko, a kiedy odkryje, że na własnych nóżkach można psocić jeszcze bardziej, marny mój los:).

  Weekend zaczął się pięknie, a pogoda oddaje moje samopoczucie - niebo od rana jest błękitne, a jego splendoru nie zakłóca najmniejsza chmurka. Tak też jest i u mnie! Trywialne myśli wyparowały, a w zamian za to pojawiły się nowe, niezbrukane pustymi marzeniami o dobrach materialnych. Wiem, że ten wpis jest trochę egzaltowany, ale wybaczcie mi to! Miałam do napisania tyle innych rzeczy (między innymi o tym, że przestaliśmy się wreszcie kłócić o telewizor), zdecydowałam jednak, że opowiem Wam o nich w przyszłym tygodniu.

  Warto było czekać!

P.S. Ciekawość Gai nie zna granic:).
Obsługiwane przez usługę Blogger.