Kręte ścieżki miłości

  Nie lubię się do tego przyznawać, ale romantyczna ze mnie dusza. Nie czytam tanich książek o miłości, bo zamiast wzruszenia wywołują u mnie salwy śmiechu, za to uwielbiam oglądać "wyciskacze łez", na widok których mężczyźni uciekają w popłochu. Kiedyś marzyłam o księciu nie tyle na białym koniu, co z gitarą elektryczną w ręku i błyskiem w oku, ponieważ mam słabość do muzyków. Jestem wielką fanką rocka, więc długowłosy i odpowiednio wydziergany facet zawsze był ucieleśnieniem mych pragnień i nie wyobrażałam sobie spędzić życia z kimś, kto znacznie odbiega od tej charakterystyki. Byłam pewna, że przyjdzie dzień, gdy znajdziemy się w tłumie i wybuchnie między nami piorun sycylijski, który będzie trwać wiecznie. Jak bardzo się myliłam!

  Miłość ma niewiele wspólnego z naszymi fantazjami i zazwyczaj zaskakuje nas, dając nam do kochania osoby, którym daleko do ideału. Kiedy poznałam Pana P. przez myśl mi nie przeszło, że ten (wydawałoby się) niepozorny i skromny doktorant wydziału inżynierii, zostanie moim mężem. Muzyka nie interesowała go wcale (tak jest do teraz, nad czym ubolewam) i po raz ostatni miał z nią do czynienia 30 lat temu, gdy śpiewał w chórze kościelnym. Z tatuażami też mu nie po drodze i nie zna nawet języka polskiego, a mimo to go pokochałam. To chyba czary, czy to możliwe? Ano tak, bo miłość z zasady jest irracjonalna.

  Nigdy nie wierzyłam, że przeciwieństwa się przyciągają, ale to jednak prawda. Doświadczyłam tego na własnej skórze i sądzę, że takie związki są bardzo trwałe. Nasze małżeństwo nie jest idyllą, lecz dobrze nam razem, a to najważniejsze. I choć przy małym dziecku, pracy i prozie życia trudno o romantyzm, to robimy, co w naszej mocy, by się nie nudzić. Nie chcę bowiem za jakiś czas zdać sobie sprawę z tego, że powoli zamieniam się w swoją mamę, która odkąd pamiętam, notorycznie narzeka na ojca. O męża trzeba dbać, a związek należy pielęgnować, inaczej po prostu wyschnie.

  Kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, byłam narażona na pokusy, ale potrafiłam się im opierać, więc Pan P. mógł spać spokojnie. Raz tylko zabiło mi serce, gdy siedziałam z koleżanką w galerii handlowej i podszedł do nas jakiś mężczyzna. Spojrzał na mnie tak, że przeszły mnie ciarki i powiedział: "mógłbym przeglądać się w pani oczach codziennie", a ja przez małą chwilę miałam ochotę się zapomnieć. Zobaczyłam jednak na palcu tego człowieka obrączkę i zauroczenie przeszło mi w okamgnieniu. Nie interesują mnie żonaci, bo nie znoszę się dzielić! A książę na białym koniu? To mrzonki, proszę Państwa:).

Obsługiwane przez usługę Blogger.