Wspomnień czar

  Miałam ostatnio nietypowy sen- śniło mi się, że tańczył mi brzuch. Co więcej, skakał tak bardzo, że obudziłam się w środku nocy, zastanawiając się czy to był sen czy działo się naprawdę? Nie jestem w ciąży, to akurat wykluczone, choć mimowolnie przypomniały mi się wszystkie programy, w których bohaterki do rozwiązania nie wiedziały, że są w błogosławionym stanie.

  Oglądając "Ciążę z zaskoczenia", wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że kobieta może nie wiedzieć o tym, iż oczekuje dziecka? Mąż stwierdził kategorycznie, że to nieprawdopodobne, a programy dla kobiet to stek bzdur i lepiej ich unikać. Ekspert się znalazł! Jest naukowcem i ma ścisły umysł, lecz wierzy w życie pozaziemskie tudzież kosmitów, za to trudno zaakceptować mu inne oczywistości. Każda ciąża przebiega inaczej, a my jak na razie mamy tylko Gaję, więc żadni z nas specjaliści w tej kwestii. Kluseczka ruszała się we mnie do samego końca, a kiedy znudziło jej się swoje malutkie M-1, była tak zmęczona, że postanowiła więcej się nie wysilać i zostawiła całą robotę lekarzom. Na pięć minut przed porodem dowiedziałam się, że będzie on cesarski i nawet nie miałam czasu się zestresować. Gdy Gaja pojawiła się na świecie, byłam tak oszołomiona, że w kółko pytałam wszystkich: "czy to dziewczynka", choć dobrze wiedziałam, że urodzę córeczkę.

  Poród odbył się oczywiście we Włoszech i muszę przyznać, że opieka tutaj jest doskonała. Moja siostra, która również miała cesarskie cięcie opowiadała mi, jaki stres jej zgotowano i odetchnęłam z ulgą, że nie stało się to moim udziałem. Nerwy przyszły co prawda później i bynajmniej z powodów szpitalnych warunków. Karmienie piersią okazało się koszmarem, bo moja córeczka od początku nie umiała się do mnie przyssać. Jako posiadaczka dużego biustu naiwnie sądziłam, że karmienie małej będzie spacerkiem. Nic bardziej mylnego! Rozmiar piersi nie ma znaczenia, a nawet odrobinę przeszkadza. Mleko nie lało się strumieniami, co potęgowało moją frustrację i doprowadziło mnie prawie do załamania nerwowego. Na domiar tego pielęgniarki radziły mi nie karmić Gai piersią nocą, bo bały się, że ją uduszę. Szczęśliwie obyło się bez ofiary, ponieważ sprawę karmienia załatwił za mnie laktator, o którego użyteczności nie miałam wcześniej zielonego pojęcia.

  Moje pierwsze nieśmiałe próby ujarzmienia tego urządzenia nie były zbyt łatwe, gdyż natrafiły na małą "przeszkodę". We Włoszech bardzo się dba o intymność mam i oprócz ojca dziecka reszta rodziny ma do pokoju wstęp absolutnie wzbroniony (maluszka mogą zobaczyć przez szybę w określonych godzinach). Niestety, koleżanka z łóżka obok nie respektowała tego zakazu i sprowadzała do sali swą matkę, która doprowadzała mnie do szału. Nadal trzęsę się ze złości na samą  myśl o tej babie, choć minęło już prawie półtora roku. Zamiast oglądać swojego wnuka, kobiecina wpatrywała się we mnie tak ostentacyjnie i pokazywała mi ręką, jak prawidłowo pompować mleko, że miałam ochotę ją palnąć laktatorem w łeb. Nie jestem osobą agresywną, ale zapewniam Was, że odciąganie mleka przy obcych ludziach jest niebywale krępujące, a trochę dyskrecji nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Nie mogłam powiedzieć tej "miłej" pani, żeby przestała się gapić, bo nie mówiła po włosku, ale słałam jej tak zabójcze spojrzenia, że w końcu się odwróciła. Po tych niemiłych doświadczeniach moje piersi zaczęły całkiem nieźle współpracować z laktatorem, niemniej jednak po pół roku wytężonej pracy odmówiły posłuszeństwa, a ja nie ukrywam, że ucieszyło mnie to. Gaja pije sztuczne mleko, które bardzo jej smakuje, a to jest przecież najważniejsze.

  Jak widać, wzięło mnie dzisiaj na wspomnienia:). W brzuchu już mi nie skacze, lecz jak zwykle burczy, czyli wszystko wróciło do normy. Tylko pogoda nie chce współgrać z mym dobrym humorem i znów zapowiada się deszczowy weekend, ale nie przejmuję się tym. Od czego bowiem są parasole? Bawcie się dobrze:)!
Obsługiwane przez usługę Blogger.