Bitwa o smoczek, wojna o kredki

  I znów rozpoczynamy batalię pod tytułem: "przetrwać do końca tygodnia bez ojca i męża". Brzmi patetycznie, ale wieczna nieobecność Pana P. działa na mnie deprymująco, a i Gaja odczuwa dotkliwie brak tatusia. W weekendy nie odstępuje go na krok i mąż przez pół dnia się z nią bawi, a ja idę w odstawkę. Nie ukrywam, że ten stan rzeczy mi odpowiada, ponieważ mogę znaleźć chwilę czasu dla siebie i naładować akumulatory. Gaja jest niezwykle żywą dziewczynką i choć sprawia mi mało problemów wychowawczych, to daje mi niezły wycisk latając po domu niczym mała rakieta. Dziwię się, że przy tym nieustającym treningu jeszcze nie schudłam, lecz widocznie za wolno biegam, dlatego nie widać efektów mojego wysiłku.

  W ubiegły piątek po raz pierwszy od dłuższego czasu przeżyliśmy bardzo niespokojną noc. A wszystko z powodu smoczka, który Gaja zniszczyła swymi wystającymi ząbkami, więc musieliśmy go wyrzucić. Mamy w domu zapas gryzaków i sądziłam, że nowy załatwi sprawę, ale niestety się pomyliłam. Smoczek, który dałam małej, miał inną formę niż poprzedni i Gaja natychmiast to zauważyła. Wypluła go, po czym wpadła w czarną rozpacz, płacząc za swym starym smoczkiem, a my nie potrafiliśmy jej uspokoić. Nosiłam ją, kołysałam, śpiewałam piosenki, a gdy wszystkie te próby zawiodły, w przypływie desperacji zdecydowałam się puścić małej Peppę. Byłam pewna, że gdy zobaczy swą ukochaną świnkę, uspokoi się w okamgnieniu, jednak tak się nie stało. Gaja nie chciała nawet patrzeć na Peppę, tylko wrzeszczała coraz głośniej, doprowadzając i mnie do płaczu. Udało mi się ją ujarzmić dopiero grubo po północy i zmęczona Kluseczka zasnęła mi na rękach. Myślałam, że noc okaże się koszmarna, a mała będzie się często budzić i domagać się smoczka, lecz ku mojej wielkiej radości, nic takiego nie miało miejsca. Córeczka nie tylko spała jak kamień aż do rana, ale też się nie poruszyła, mimo że przeważnie wierci się bez przerwy. Mąż od razu stwierdził, że możemy powoli zacząć proces odsmoczkowania małej, chociaż moim zdaniem jest na to zdecydowanie za wcześnie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a Kluseczka bez smoczka nie da jeszcze rady zasnąć. Pan P. uważa inaczej i zamierza wprowadzić swój plan w życie, bo według niego dawno temu przyszedł na to najwyższy czas, więc nie będę go powstrzymywać. Sam się przekona, że Gaja nie jest gotowa na odstawienie swojego gryzaczka i jak zwykle po fakcie przyzna mi rację, już ja go znam.

  Wczoraj Pan P. wpadł na pomysł nowej zabawy z Gają, który okazał się brzemienny w skutkach, ponieważ mąż ich nie przewidział. Dał małej kredki i kartkę, spodziewając się, że spodoba się jej rysowanie. I owszem, Gaja była zachwycona kredkami, lecz za planszę dla swej twórczości obrała sobie nie kartkę, a ścianę. Co prawda za wiele nie pobazgrała, ale coś tam narysować jej się udało i teraz mamy kłopot, czym to zmyć. Kluseczka jest praworęczna, choć lewą ręką też udało się jej kreślić i mąż oczywiście jest przekonany, że to zwiastuje wielką artystkę. On sam bardzo pięknie rysuje, a ja jestem dumna z jego osiągnięć w tym kierunku i chciałabym, żeby Gaja odziedziczyła po nim talent. Czy tak się stanie, przekonamy się za kilka lat, o ile nie później. Jedno jest pewne- jeśli Gaja wda się w mamę, Pan P. będzie ogromnie rozczarowany.

  Tymczasem wyszło na jaw, że wyjazd do Niemiec nie odbędzie się w czerwcu, a w lipcu i w związku z tym będziemy zmuszeni przesunąć wakacje w Polsce. Delegacja męża zbiega się z wizytą teściów i gdyby nie ich przyjazd, pojechałabym sama do kraju z Gają. Tego jednak nie zrobię, ponieważ teściowa nie może doczekać się, kiedy zobaczy wnuczkę i już odlicza dni w kalendarzu. Nie będę ściemniać, że jest mi to na rękę, gdyż wolałabym spędzić tydzień dłużej z moją rodziną, ale obiecałam mężowi, że go nie zawiodę i ugoszczę jego rodziców. I jak tu narzekać na taką żonę;)?



Jedna z prac Pana P. Ładny kotek, prawda?

Obsługiwane przez usługę Blogger.