Najważniejsza rola

  Kolejny weekend minął nie wiadomo kiedy i upłynął pod znakiem pracującego męża oraz wyborów do Parlamentu Europejskiego. Od razu się przyznam, że nie głosowałam, bo przestałam to robić już dawno temu, mniej więcej wtedy, gdy słowo "polityka" stało się dla mnie synonimem nieuczciwości. Tylko garstka ludzi ma się teraz dobrze, a reszta musi walczyć o byt. Przepaść dzieląca bogatych od biednych jest ogromna, a miłościwie nam rządzący problemów społecznych nie rozumieją.

  Niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że "za komuny było lepiej" i czasem rozumiem tych, którzy tak twierdzą. Dla mnie były to niezapomniane czasy, ponieważ byłam małą dziewczynką i ustrój, jaki panował, nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Byłam zadowolona i wolna od trosk, logiczne jest więc to, że odczuwam nostalgię. Moi rodzice za komuny dostali przydział na czteropokojowe mieszkanie i nie musieli na ten cel zaciągać kredytu na kilkadziesiąt lat. Nas natomiast nie stać na własne cztery kąty i nawet nie możemy się zapożyczyć, bo się nie kwalifikujemy. Mąż nie ma umowy na czas nieokreślony, więc w bankach jest "persona non grata" i jedyne, co nam pozostało, to wynajem. Jeśli tak ma wyglądać wolność, polegająca na uwolnieniu cen i sprzyjaniu bankom, to ja dziękuję. Czy Polska, czy Włochy, wszędzie jest tak samo. Kiedyś człowiek po studiach był kimś, a dzisiaj nawet doktorat nie jest gwarantem na to, że coś się osiągnie. Nie jestem zwolenniczką komunizmu, lecz myślę po prostu, że to, co dzieje się teraz, przybrało jakiś dziwny obrót. Chyba każdy zna zdanie:"Prawo jest równe dla wszystkich" i nie wiem, jak Wy, ale ja sądzę, że jest to największe kłamstwo w dziejach ludzkości.

  Mąż przez ostatnie dwa dni pracował na najwyższych obrotach i nie miałyśmy z Kluseczką okazji cieszyć się jego obecnością w domu (szczególnie mała była załamana). W sobotę zrobiliśmy szybkie zakupy, a później zostałam sama z Gają, bo Pan P. zamknął się u siebie. Przyzwyczaiłam się do tego, że w ciągu tygodnia go nie ma, ale samotne weekendy niezbyt mi się podobają. Tymczasem mąż musiał robić te swoje projekty, a do tego miał do poprawienia masę kartkówek i wychodził z pokoju tylko po to, by coś zjeść. Kiedy zaś skończył, zamiast pognać do nas, poleciał na wybory. W przeciwieństwie do mnie Pan P. wierzy, że jeszcze coś się zmieni na lepsze, więc nie mógł przepuścić okazji i poszedł zagłosować. Nic zatem dziwnego, że jestem odrobinę sfrustrowana i czasami mam dość Italii, mimo że pobyt tutaj ma i swoje dobre strony.

  Jedną z nich jest niewątpliwie ta, że Dzień Matki mogę obchodzić podwójnie. Po raz piewszy świętowałam go dwa tygodnie temu i dziś znowu spotkał mnie ten zaszczyt. Wyraz "świętować" jest oczywiście na wyrost, ponieważ nic szczególnego nie robię, ale czuję się jakoś inaczej i mimo zgryzot wszelakich, jestem cała w skowronkach. Patrzę na Gaję, która jeszcze niewiele pojmuje i wzruszam się na sam jej widok. Moje życie dzieli się na dwa etapy- ten mniej ważny, przed narodzinami Kluseczki i ten fundamentalny, czyli od momentu pojawienia się małej. Moim zdaniem wraz z dzieckiem kobieta rodzi się na nowo i dopiero wtedy odkrywa sens istnienia. Dzień, w którym zostałam mamą, zmienił wszystko, a moja córeczka wprowadziła światło do mej jałowej egzystencj. Liczy się dla mnie tylko to, by Gaja była szczęśliwa, a potrzeby moje i męża zeszły na drugi plan. I może jestem egzaltowana, ale postrzegam macierzyństwo jako rewolucję, która spowodowała, że nic już nie jest takie, jak było dawniej. Spoglądam na świat przez pryzmat małej istotki i wiem, że nia ma takiej rzeczy, której bym dla niej nie zrobiła. Drogie mamy, w dniu tak szczególnym życzę Wam, aby każdy dzień spędzony z dziećmi, był dla Was radością i nieustającą przygodą!



 Fragment dzieła mojego męża, które nazwałam "Róże dla mam":). Mam nadzieję, że wybaczycie mi to ględzenie na początku wpisu;).

Obsługiwane przez usługę Blogger.