(Nie)zakazane piosenki

  Wielkimi krokami zbliża się lato i jest coraz cieplej, więc w telewizji królują reklamy strojów kąpielowych, które wyjątkowo działają mi na nerwy. Kiedy widzę idealną modelkę bez śladu cellulitu i gramu tłuszczu na ciele, po prostu źle się czuję. Moje zmagania z dietą najprawdopodobniej nigdy się nie skończą, a widok dziewczyn w bikini powoduje, że jestem piekielnie zazdrosna. Wiele bym dała, by móc wyjść w kostiumie i nie przejmować się niczym, a jakoś nie mogę na siebie w tym stroju patrzeć. Mąż twierdzi, że jak zwykle przesadzam i zamiast skorzystać z tego, że w pobliżu jest morze, to wybrzydzam jak małe dziecko. Według niego powinnam mieć do siebie dystans i oczywiście ma rację, lecz jest to dla mnie zdecydowanie za trudne. Patrzę na kobiety, które mimo widocznej nadwagi nie wstydzą się siebie i nie ukrywam, że podziwiam je za odwagę. Też bym chciała być taka przebojowa, ale moja droga do samoakceptacji nadal jest zbyt wyboista i na razie nie widzę wyjścia z tunelu. Może kiedyś to nastąpi, czego sobie życzę.

  Przetestowałam wreszcie nową spacerówkę, która sprawiła się bez zarzutu i nic z niej nie odpadło, toteż odetchnęłam z ulgą. Gaja czuła się w niej dobrze i grzecznie przesiedziała cały spacer, nie widząc chyba żadnej różnicy między nowym, a starym wózkiem. Przed wyjściem z domu zdarzyło się coś wspaniałego- Kluseczka pierwszy raz wykonała samodzielnie trzy pierwsze kroki, po czym wylądowała zgrabnie w ramionach mamusi. Byłam dumna jak paw, bo do tej pory Gaja podczas chodzenia zawsze się czegoś trzymała. Myślę, że z każdym dniem będzie widać postępy i z niecierpliwością czekam na koniec lipca, ponieważ mamy wtedy kontrolę nieszczęsnego stawu biodrowego małej. To badanie jest podobno tylko formalnością i mam nadzieję, że wszystko okaże się w porządku, niemniej jednak uspokoję się wówczas, gdy będzie już po wszystkim. Jako pesymistka z natury wolę dmuchać na zimne.

  Tymczasem Gaja upodobała sobie nowy rodzaj zasypiania- w moich ramionach, lecz jedynie pod warunkiem, że coś jej zanucę. Wieczory w naszym domu są więc wesołe i śpiewam małej piosenki mojego dzieciństwa, takie jak:"Puszek Okruszek" czy "Pszczółkę Maję", którą dla własnych potrzeb przerobiłam na "Pszczółkę Gaję". Podejrzewam, że słyszą mnie również sąsiedzi, co bynajmniej mnie nie martwi. Niech łykną trochę niezwykłej polskiej kultury i przekonają się, jak niepowtarzalny jest nasz język!

  Doczekałam się szczęśliwych wieści- w nadchodzący weekend mąż nie musi pracować i zamierza poświęcić czas rodzinie. W przyszły poniedziałek we Włoszech znów jest święto (nie mam pojęcia jakie) i czekają nas aż trzy szalone dni. Nie wiem, co zrobimy z taką ilością wolnego czasu, ale ufam, że dobrze go wykorzystamy. Nie pozwolę nawet przez minutę zajrzeć mężowi do książek i wstęp do małego pokoju będzie miał surowo wzbroniony. Gaja zresztą zadba o to, żeby tatuś się nie nudził i jestem pewna, że nie opuści go nawet na chwilę. Ja zaś będę miała czas nieco odsapnąć, ponieważ moja córeczka czasem daje mi popalić. Jak to możliwe, że choć nie spuszczam jej z oczu, to i tak robi sobie krzywdę? Kluseczka ma manię stukania głową o pogłodę, mimo że wiecznie ją upominam, by tego nie robiła. Parę razy nabiła sobie guza i płakała, a wczoraj w ten sposób rąbnęła się w nosek. Nic poważnego jej się nie stało, ale najadłam się strachu, bo upadek wyglądał na groźny. Dobro Gai jest dla mnie sprawą nadrzędną, dlatego wyrzucam sobie moją nieuwagę i wiem, ile w tym względzie czeka mnie jeszcze nauki. Mała jest bowiem tak rozbrykana, że Tygrysek w starciu z nią nie miałby żadnych szans, a co dopiero powolna jak żółw matka. Wracaj do formy, kobito, córka cię potrzebuje:).


Morze, morze, może się skuszę...


Obsługiwane przez usługę Blogger.