Powrót królowej

  Dni znów pędzą. Jeszcze wczoraj zaczynał się weekend, a za chwilę kolejny zapuka do drzwi. Nie wiem, kiedy to minęło, ale faktem jest, że życie leci do przodu zdecydowanie za szybko. Gaja rośnie, powtarza za nami słówka (na razie tylko włoskie), a ja doszłam do wniosku, że zaczynam się starzeć. Byłam niedawno temu u fryzjera, gdzie jak zwykle ucięłam sobie pogawędkę z moją stylistką (wybaczcie mi egzaltację), która jest bardzo bezpośrednią osobą. Spytała mnie, ile mam lat, a gdy dowiedziała się, że 35, stwierdziła z absolutnym przekonaniem, że "dobrze się trzymam, jak na swój wiek".

  I dla mnie nadszedł więc moment, w którym kobieta balansuje na krawędzi- nie uważa się za starą, ale wie, że młodość odpłynęła w jakiś magiczny i niewytłumaczalny sposób. Nie czuję się nastolatką, lecz nie jestem też matroną i nie chcę, by mnie tak traktowano. Słowa fryzjerki nie zabolały mnie, aczkolwiek sądzę, że sformułowanie, którego użyła, było niestosowne. I obojętnie, czy mówi się to do osoby młodej, czy do starszej pani. Prawda jest taka, że my, kobiety, jesteśmy w kwestii wieku przewrażliwione i upływający czas trochę nas niepokoi. Mnie także, mimo że obiektywnie rzecz biorąc, daleko mi do starości. Czasy zresztą się zmieniły i niech ktoś spróbuje nazwać kobietę po pięćdziesiątce starą. Chciałabym za kilkanaście lat być przebojową i pewną siebie damulką, która nie zamyka się w czterech ścianach i chodzi po domu w kapciach, ale kontempluje każdą chwilę. Mam też nadzieję, że nie będę już względem siebie taka rygorystyczna i spuszczę nieco z tonu. Patrzę w lustro i widzę mało zmarszczek, a prawdę mówiąc, nie widzę ich wcale. Trzymam się więc całkiem nieźle jak na kobietę w pewnym wieku:).

  Mąż za niedługo wyjeżdża do Niemiec, teściowie zwalą mi się na głowę i odrobinę się obawiam, czy dam radę sama z nimi wytrzymać. Pewnie tak, bo mam fajnych teściów, ale bez męża obcowanie z nimi może być dla mnie wyzwaniem. Pan P. zazwyczaj temperuje swą mamę i gdyby nie on, rozniosłaby nam dom w pył. Chce tylko piec, sprzątać i gotować, a ja się na to nie zgadzam, ponieważ jest gościem w naszym domu. Nie chcę się nią wyręczać, ale problem w tym, że teściowa cierpi, gdy musi siedzieć i nic nie robić. Podczas ostatniej wizyty zapowiedziała nam, że jeśli nadal będziemy ją zmuszać do wypoczynku, już do nas nie przyjedzie. Pierwszy raz spotykam się z tak aktywną osobą, która w ciągu dnia nie jest w stanie wykrzesać nawet pięciu minut dla siebie. Podziwiam ją, gdyż ja nie umiałabym być bez przerwy na nogach. Wiele razy zastanawiałam się, po kim Gaja odziedziczyła niespożytą energię, a przecież odpowiedź jest oczywista.

  Babcia Kluseczki jest mistrzynią wypieków, chociaż ostatnio jest zdołowana i narzeka na wszystko. Dzwoniła do mnie parę dni temu, by poskarżyć się, że nie robi już tak dobrych tortów jak kiedyś i spędza jej to sen z powiek. Była nazywana "królową kremu", ale to przezwisko według niej już nie ma racji bytu. Oczywiście ani na jotę jej nie uwierzyłam, bo niejednokrotnie miałam okazję jeść jej specjały i mogę powiedzieć tyle, że to niebo w gębie! Teściowa nigdy nie jest zadowolona z tego, co robi, a ja myślę, że po prostu przesadza. Moim zdaniem dawno temu powinna była otworzyć ciastkarnię i zarabiać na tym interesie całkiem przyzwoitą kasę. Od lat zaś piecze charytatywnie i dzieli się swymi słodkościami ze wszystkimi, co niezbyt się podoba mojemu mężowi. Nie jest skąpcem, ale dobroczynność jego mamy go denerwuje. Daje innym to, co najlepsze, lecz nie dostaje nic w zamian i to właśnie wkurza Pana P. No cóż, tacy są ludzie...

  Wczoraj teściowa znów zadzwoniła do nas, tym razem po to, aby podzielić się radosną nowiną. Mąż odebrał telefon i zrobił zdzwioną minę, słysząc krzyk: "Królowa kremu powróciła". Zdezorientowany nie zrozumiał, o co chodzi jego mamie, ponieważ nie był odbiorcą jej rozterek. "Jaka królowa, o czym ty bredzisz"- zapytał, a mama go opieprzyła. "Nie wiesz, kto w rodzinie jest królową kremu? To ja i właśnie wróciłam z dalekiej podróży"! Kurczę, dobre i to:).

  

  Tort na chrzest Gai (małe nawiązanie do poprzedniej notki), który przygotowała nasza "królowa kremu":). Co tu dużo mówić, nie tylko krem był pyszny!


Obsługiwane przez usługę Blogger.