Butik, galeria i żądza pieniądza

  Znowu piątek. Tydzień minął jak z bicza strzelił, mimo że dni są do siebie okrutnie podobne. Dzieje się dużo i nie dzieje się nic, a ja od stanu euforii przechodzę do irracjonalnej zupełnie rozpaczy. Ni z tego, ni z owego dopada mnie nostalgia i czuję się tak, jakby niebo zwaliło mi się na głowę.Wczorajszy wybuch melancholii spowodował, że musiałam pocieszyć się lodami i nawet nie miałam wyrzutów sumienia pałaszując je. Gaja też dostała kilka łyżeczek do skosztowania i lody bardzo jej smakowały, choć miny, jakie przy tym robiła, raczej na to nie wskazywały. Były naprawdę komiczne i jedyne w swoim rodzaju, a mnie przywróciły mnie do równowagi. Dzięki Kluseczce wszystko jest łatwiejsze do zniesienia, bo to mój mały, prywatny promyczek słońca, rozświetlający i te najciemniejsze dni!

  Dziś humor znacznie mi się poprawił, być może dlatego, że dotarły do mnie wreszcie sandały, które zakupiłam drogą on-line. Rzadko kiedy kupuję przez internet, lecz tym razem nie miałam wyjścia, ponieważ najbliższy Deichmann oddalony jest o jakieś 50 kilometrów stąd. Zawsze śmieję się z faktu, że w Genui brakuje sklepów, do których się przyzwyczaiłam, a galerii handlowych jest tu jak na lekarstwo. Można za to znaleźć tutaj markowe butiki, takie jak Louis Vuitton, Prada czy Versace, ale ze zrozumiałych względów do nich nie wchodzę. Jestem pewna, że nie byłabym tam mile widziana, gdyż na pierwszy rzut oka widać, iż nie jestem bogata. Wyobrażam sobie, że gdybym weszła do środka, zostałabym potraktowana mniej więcej tak, jak Julia Roberts w "Pretty Woman". Pamiętacie tą scenę? Jest dosyć wymowna. Nie masz kasy, więc cię nie obsłużymy, bo jesteś nikim. Nie mam wątpliwości, że to pieniądz rządzi światem i wcale mi się to nie podoba.

  W przyszłym tygodniu czekają mnie gruntowne porządki. Moja teściowa ma manię na punkcie sprzątania i nie akceptuje brudu, zatem chcąc nie chcąc, dom musi lśnić. Nasze mieszkanie jest czyste, lecz jak na standardy mamy męża może okazać się niezbyt schludne, toteż będę musiała się postarać. Nienawidzę pucować i nie wstydzę się do tego przyznać, ale oczywiście latam ze szmatą i wycieram. Mam naturę pedantki i gdy widzę jakąś rzecz, która nie leży na swoim miejscu, od razu muszę ją przestawić. Kojec Gai porządkuję pięć razy dziennie, co jest bez sensu, bowiem mała rozrzuca non stop swoje zabawki. Nie zasnę spokojnie, jeśli wiem, że coś jest nie tak, więc układam jak rąbnięta, zamiast zająć się czymś pożytecznym.

  Mąż nie otrząsnął się jeszcze po porażce Włoch, chociaż nie jest zagorzałym kibicem, jednak nie potrafi przełknąć faktu, że reprezentacja przyniosła wstyd na arenie międzynarodowej. A że o wszystkie włoskie klęski obwinia Berlusconiego, tym razem też się do niego doczepił. Powiedzieć, że go nie znosi, to mało. Osobiście mam go gdzieś i jest mi obojętny (Berlusconi, nie mąż), lecz czasami nie umiem już słuchać tych narzekań. Pan P. uważa, że boski Silvio jest klęską narodu włoskiego i to z jego powodu Italia zmaga się z kryzysem. Według męża,  kiedy "Il Cavaliere" (Rycerz), był premierem, dbał tylko o swoje sprawy, a naród miał głęboko gdzieś. Naiwny ten mój mężuś, pokażcie mi polityka, który przejmuje się krajem i głosem społeczeństwa. Ja takiego nie znam.

  Berlusconi ma narzeczoną o prawie 50 lat młodszą, która rzecz jasna kochałaby go tak samo, gdyby miał tylko 1000 euro emerytury. Jej miłość jest wprost proporcjonalna do stanu konta, co nawet mnie nie szokuje. Chce pożyć sobie w luksusie, więc kręci ze staruchem i ma dostatnie życie. Nie lubię gdybać i przypuszczać, ale zastanawiałam się ostatnio, jakbym zachowała się w podobnej sytuacji. Czy zaakceptowałym fakt, że Gaja spotyka się z facetem o 40 lat starszym, nie zważając na to, że mógłby być jej dziadkiem? Pierwszą moją reakcją było: "Po moim trupie", mąż zaś określił to dosadniej, stwierdzając: "Nogi z dupy powyrywam". Popuściłam wodze fantazji i wymyśliłam sobie rozmowę z moją dwudziestoletnią córką, oznajmniającą nam, że wychodzi za mąż za człowieka w wieku jej dziadka. Brzmiała ona tak:

-Nie możesz tego zrobić, on jest dla ciebie zdecydowanie za stary, nigdy do tego nie dopuścimy!
-Ale mamo, ja go kocham i chcę z nim być!
-Czy ty wiesz, co mówisz, masz czas na miłość, całe życie przed tobą, a ty chcesz bawić się w opiekunkę tego wstrętnego starucha! Nie, nie i jeszcze raz nie!
-Mamo, kupię wam willę z basenem, będziecie bogaci.
-To kiedy poznamy naszego drogiego, przyszłego zięcia? W głębi duszy na pewno jest tak młody jak ty...

Pieniądz rządzi światem, prawda? Miłego weekendu!



Gaja wyrzuca zabawki i ucieka do kuchni, a mama sprząta jak durna!

Obsługiwane przez usługę Blogger.