Gdyby chłopak piłkę kopał

  Nadszedł nowy tydzień, a wraz z nim nastąpiło załamanie pogody, co niepomiernie mnie ucieszyło. Przyda się parę wietrznych dni, szczególnie w sytuacji, gdy jest się za pan brat z uciążliwymi schodami czy licznymi pagórkami i trzeba je pokonywać niezależnie od warunków klimatycznych. Atmosfera co prawda nadal jest gorąca, ale tylko dzięki temu, że reprezentacja Italii zmiotła Anglików z boiska, wygrywając mecz w wielkim i podobno niebanalnym stylu.

  Transmisję oglądaliśmy o północy z soboty na niedzielę, więc następnego dnia chodziłam zaspana i nieprzytomna jak lunatyczka. Kibice świętowali do rana i przez chwilę wydawało mi się, że Włosi już zdobyli tytuł mistrzowski. Tacy właśnie są Makaroniarze- zwycięstwo potrafią celebrować do upadłego, natomiast przegraną przeżywają następnych kilka lat. Piłka nożna jest tu otoczona swoistym symbolem kultu, a piłkarzy czci się niczym bożków, na co zresztą wcale nie zasługują. Pan P. był kiedyś obrońcą i kariera- jak mówił- stała przed nim otworem, lecz kontuzja uniemożliwiła mu rozwinięcie talentu. Uważam, że dobrze się stało, bo gdyby został piłkarzem, miałby u swego boku śliczną i wiotką modelkę, a na mnie zapewne nigdy nie zwróciłby uwagi. Jestem świadoma tego, że raczej nie wpisuję się w kanon seksownej dziewczyny piłkarza:).

  Kiedy byłam w ciąży i nie znałam jeszcze płci dziecka, toczyłam z mężem spory na temat przyszłości naszego potomka. Wyobrażałam sobie, że zostanie słynnym napastnikiem i będzie najjaśniejszą gwiazdą reprezentacji Polski. Mąż oczywiście ani nie chciał o tym słyszeć i twierdził z całą stanowczością włoskiego uparciucha, że jego syn zasili skład Azzurrich. Na szczęście urodziła się Gaja i pogodziła nas, a my w międzyczasie zrozumieliśmy, że nawet jeśli mała zostanie wybitną sportsmenką, to sama zadecyduje, którą z dwóch ojczyzn wybierze. W tej kwestii nię będziemy mieć nic do gadania, chociaż ja naturalnie zamierzam lobbować na korzyść kraju nad Wisłą. Dziecko, które posiada rodziców o różnych narodowościach, jest w moim przekonaniu uprzywilejowane, ale z tego tytułu mogą też piętrzyć się rozmaite kłopoty. Nie chcę, aby Gaja miała kiedyś problemy z określeniem swej tożsamości i nie zamierzam mieszać jej w głowie. Wychowuje się we Włoszech i ma tatusia "Italiańca", więc to normalne, że i ona będzie czuła się Włoszką. Zrobię jednak wszystko, co w mojej mocy, żeby Kluseczka pokochała krainę, z której wywodzi się mamusia i mam nadzieję, że ta niełatwa skądinąd sztuka mi się uda.

  Weekend nie upłynął tylko i wyłącznie pod znakiem piłki, ponieważ zajmowałam się również kobiecymi sprawami. W sobotę upiekłam Kopiec Kreta, który okazał się tak pyszny, że nie omieszkałam zjeść dwóch kawałków. Mąż chciał poczęstować ciastem sąsiadów (w ramach podziękowania za warzywa z ogródka), lecz gdy skosztował kąsek, od razu się rozmyślił. Moja dieta dzięki jego skąpstwu znów okazała się niewypałem i nie rozumiem dlaczego Pan P. później się dziwi, że to jego obwiniam za niepowodzenia. Przecież to ewidentne- gdyby podzielił się kopcem z sąsiadami, nic nie zostałoby dla mnie i nie byłoby sprawy. A tak po raz kolejny muszę się poświęcić i spałaszować resztki kopca. Co za życie!




 Pan P. ma manię robienia zdjęć moim wypiekom. Wizualnie kopiec może nie wygląda zbyt zachęcająco, niemniej jednak był wyśmienity:).
Obsługiwane przez usługę Blogger.