Odczarować, odklapsować...

  Weekend upłynął nie wiadomo kiedy i znów wszystko wróciło do normy. A nie, chwileczkę, nie tak miałam zacząć. Dziś w naszym domu jest trochę inaczej, o wiele głośniej i weselej. Pan P. nie poszedł do pracy, bo jutro Genua obchodzi święto swojego patrona, więc mąż przedłużył sobie labę. Cieszę się bardzo z jego obecności, lecz trochę przeszkadza mi w pisaniu i nie umiem się skoncentrować. Zazwyczaj staram się coś naskrobać gdy Gaja śpi, ponieważ z rozbrykaną Kluseczką nie jestem w stanie "tworzyć", a z mężem u boku jest podobnie. Rozprasza mnie, pyta o czym piszę i głośno narzeka, że nie może przeczytać mojego bloga. Nie zna polskiego, toteż nie ma szans poznać "głębokich" i "wysublimowanych" myśli żony. Streszczam mu co prawda, o czym zamierzam napisać, ale w jego przekonaniu to nie to samo. W moim zresztą też, bo po włosku nie układam zdań z taką swobodą jak w języku polskim i moja opowieść pozbawiona jest lekkości.
  Gdyby mąż miał więcej czasu, zapewne nauczyłby się polskiego, jednakże nie ma go nawet na swoją pasję, czyli rysowanie. W weekendy robi wiecznie jakieś projekty dla uczelni, a ostatnio zaś ma nowe i pasjonujące zajęcie, mianowicie układa logo dla zespołu przyjaciela. Band zwie się "Devastation" i nazwa ta odrobinę mnie śmieszy, ale jako że grają ciężkiego rocka, już mają we mnie fankę. Byłam na nich trochę wkurzona, gdyż mąż poświęcił im całą niedzielę, lecz skoro dzisiaj jest z nami, łaskawie im wybaczyłam. Mam nadzieję, że kiedy będą już bardzo sławni i obrzydliwie bogaci, nie zapomną o artyście, który stworzył ich fantastyczne logo:).

  Już za niecałe dwa tygodnie mąż wyjeżdża do Niemiec i pojawią się u nas goście- moi drodzy teściowie. Nie wiem jak wytrzymam ponad tygodniowy rozbrat z pisaniem, sądzę jednak, że taka przerwa wyjdzie mi na dobre. Od wirtualnego świata należy odpocząć, żeby wrócić do niego ze zdwojoną chęcią i nowymi pomysłami. Moja teściowa wcale nie korzysta z internetu, mimo że jej akurat by się to przydało, bo oszczędziłaby trochę gotówki. Gdy u nas jest, wydaje kupę kasy na dzwonienie do sióstr i córki, chociaż może to robić za darmo przez skype. Szkopuł w tym, że nie chce i nikt jej nie przekona do zmiany zdania. Przejęła hasło mojej mamy, mówiąc wszem i wobec, że "nie potrafi włączyć internetu" i przyznam, że czasami i ja chciałabym posiadać tą "nieumiejętność".

  Niedawno na pewnym forum miałam okazję poczytać wymianę zdań i poglądów rodziców na temat dawania klapsów. Jedni przekonywali, że klaps to nic takiego, inni natomiast byli tym hasłem oburzeni. Moje zdanie w tej kwestii jest jednoznaczne- klaps to przemoc, koniec i kropka! Z niemałym zdumieniem przeczytałam słowa jednej z mam, która chlapnęła, że swojemu dwuletniemu synkowi daje klapsy i nie widzi w tym nic złego. Chłopczyk lubi dotykać gniazdka, a że tłumaczenia do niego nie docierają, dostaje w tyłek i dopiero wtedy zaczyna słuchać. Kluseczka jest niewiele młodsza i człapie do kontaktów nieustannie, co oczywiście mi się nie podoba, ale ją powstrzymuję. Nie wykładam monologu, że jest to niebezpieczne, ponieważ nic z mojej tyrady i tak nie zrozumie, lecz ze święta cierpliwością (której w życiu mi brakuje, przy małej już nie) powtarzam :"nie wolno". Z dziećmi trzeba rozmawiać, przekonywać je, wyjaśniać, co jest złe, a nie podnosić rękę i bić. Niektórzy mówią, że to tylko klaps, ale dla dziecka to aż klaps i od niego się zaczyna. Co zrobi matka, gdy klaps nie wystarczy i malucha będzie nadal ciągnęło do kontaktów? Sięgnie po pasek, dla powagi sytuacji? Jestem przeciwniczką nawet najmniejszej formy przemocy, dlatego mówię- wyłączmy agresję, odczarujmy klapsy!



Jutro miasto ma swe święto, więc z tej okazji parę fotek. Nigdy nie pokazywałam Genui, a przecież, o zgrozo, tu mieszkam:).










Obsługiwane przez usługę Blogger.