Cycki na cenzurowanym

  Doszłam do siebie. W ciągu ostatnich dwóch dni pogoda była piękna, w związku z czym spędziliśmy weekend dosyć aktywnie i odwiedziliśmy okoliczne place zabaw, których w mieście niemało. Słowo "okoliczne" jest rzecz jasna na wyrost, gdyż najbliższy raj dla malusińskich znajduje się o prawie godzinę drogi od domu, ale to jedyny minus naszych weekendowych ekspedycji. Reszta zaś okazała się samą przyjemnością, szczególnie dla Gai, która była zachwycona tym nowym i niezwykłem miejscem. Bawiła się w najlepsze, obierając sobie za obiekt kultu ślizgawkę i za żadne skarby świata nie chciała z niej zejść. Gdy zabieraliśmy się do wyjścia, mała zaczęła drzeć się wniebogłosy i trochę potrwało, zanim się uspokoiła. Oczka świeciły się jej z przejęcia, policzki miała zaróżowione, a jej kolana były czarne niczym smoła, lecz nic to. W końcu brudne dziecko to szczęśliwe dziecko.

  Brak emocji nadal mnie męczy, chociaż o wiele lżej mi na duszy i, o dziwo, również na ciele. Jakimś cudem udało mi się schudnąć trzy kilogramy, mimo że nie stosowałam żadnej drastycznej diety. Nie miałam też czasu na ćwiczenia, ale widocznie pomogły mi codziennie spacery i stres spowodowany bliższym spotkaniem z kantem stołu przez Gaję. Poza tym zaczęłem regularnie jadać na kolację tuńczyka z groszkiem i sałatą (zamiast ciężkiej pizzy czy innych świństw), więc efekty szybko stały się widoczne. Spadek wagi wpłynął na mnie niezwykle korzystnie, jednak największą radość poczułam dzięki mojemu mężowi. Pan P., choć wybuchowy, rzadko kiedy okazuje uczucia, ponieważ jest człowiekiem niespotykanie wręcz opanowanym. Wszelako i mu zdarza się czasem pokazać swoje drugie oblicze, co bardzo mi się podoba. A wszystko z powodu jakiegoś "dupka, który ośmielił się spojrzeć na mój biust" (cytat z męża). Gdy L. to zobaczył, prawie rzucił się na delikwenta i zaczął się z nim kłócić. Do rękoczynów nie doszło, gdyż nie pozwoliłabym na to, lecz reakcja męża zaimponowała mi. Nie przypuszczałam, że jest tak piekielnie zazdrosny. To, że mężczyźni gapią się na moje piersi, jest dla mnie normalne, bo się do tego przyzwyczaiłam. I nie jest to sprowokowane tym, że noszę obcisłe bluzeczki czy dekolty do samego pasa. Kolokwialnie rzecz ujmując, mam wielkie cycki.

  Nie mam z tym najmniejszego problemu i jestem dumną posiadaczką miseczki D. Natomiast kiedy byłam nastolatką, duży biust był przyczyną moich kompleksów i gdybym mogła, chętnie bym się go wtedy pozbyła. Marzyłam o tym, aby być przysłowiową deską lub choćby jakoś ukryć swój wydatny przód. Niestety nie da się zamaskować piersi, a im bardziej się próbuje, tym trudniejsza to sztuka. Okres dorastania wspominam jako koszmar, ponieważ nienawidziłam płci męskiej za to, że patrzyła mi w dekolt, aczkolwiek jeszcze gorsze okazały się moje "serdeczne" koleżanki. Na każdym kroku mi dogadywały i śmiały się ze mnie, próbując zdyskredytować mnie w oczach chłopaków. Epitety typu:"masz cyce jak donice" były na porządku dziennym, a pytania, czemu nic z tym fantem nie zrobię, dodatkowo sprawiały mi przykrość. Teraz wiem, że przyczyna takich zachowań tkwiła w zwyczajnej zazdrości, ale kilkanaście lat temu nie było to dla mnie aż tak oczywiste. Nie wstydzę się już rozmiaru biustu i moje największe przekleństwo przekształciłam w atut, a przy okazji zrozumiałam, że kobiety czasami są okrutniejsze od mężczyzn (zwłaszcza gdy mowa o przymiotach ciała). Zamiast kpić z hojnie obdarzonych przez naturę koleżanek, polecam zawistnicom udać się na konsultację do chirurga plastycznego, na pewno coś zaradzi. Duże piersi powodują też niespodziewane kłopoty, z którymi ciężko się uporać i nie chodzi mi bynajmniej o durne docinki. Zawiodły mnie raz i to paradoksalnie wtedy, kiedy ich pomocy potrzebowałam najbardziej. Nie dałam rady karmić nimi Gai i poddałam się bez walki, a fakt ten gryzie mnie nieustannie. Najwyraźniej i cycki potrzebują chwili wytchnienia:).


I tak nic nie widać!


Obsługiwane przez usługę Blogger.