Mało zdolna połowica

  Jestem w środku chaosu. Jutro przyjeżdżają teściowie i dziś o tej porze wszystko miało być zapięte na ostatni guzik, ale jak zwykle zawaliłam. Sprzątam powoli, bez pośpiechu, mimo że robię tysiąc rzeczy naraz. Mąż już się spakował, jego walizka stoi dumnie w sypialni i gdy na nią spoglądam, ogarniają mnie wyrzuty sumienia. Jak to możliwe, że Pan P., choć pracuje i rzadko bywa w domu, jest w stanie zrobić to, co do niego należy? Wyznacza sobie cel i go realizuje, natomiast ze mnie jest daremna pani domu. Bycie kurą domową nigdy nie było szczytem moich marzeń i odkąd pamiętam uciekałam od obowiązków, które zwyczajnie mnie nudziły. Mam naturę buntowniczki i najchętniej rzuciłabym w diabły wycieranie, jednak rzecz jasna tego nie zrobię. Potrafię nad sobą panować i zmusić się do roboty, aczkolwiek przychodzi mi to z trudem. Jedno jest pewne- jeśli kiedyś zostanę milionerką (w co wątpię, lecz marzyć mi nikt nie zabroni), zatrudnię gosposię i będę miała problem z głowy.

  Gaja wyrasta na pedantkę, w czym bardzo przypomina męża. Nie tylko jest małą fotokopią tatusia, ale też ma jego charakterek. L. zżyma się i twierdzi, że to nieprawda, bowiem Kluseczka to cała mamusia, na co z kolei nie mogę przystać. Po mnie Gaja odziedziczyła ciekawość do świata, spontaniczność i nerwową ruchliwość, a po mężu całą resztę. Energia małej to zaś wyłącznie zasługa jej babci, gdyż nam ciągle jej brakuje. Coraz częściej zachowujemy się jak dwoje starych zgredów, którym nic już się nie chce. Wiecznie wynajdujemy jakieś problemy (szczególnie ja w tym bryluję) i martwimy się na zapas, a to niestety nie pomaga w pielęgnacji związku. Proza życia również nie jest naszym sprzymierzeńcem, niemniej jednak dzielnie się jej opieramy. Mam nadzieję, że całkowicie nad nami nie zapanuje.

  Często sobie myślę, że nie ma bardziej nietypowej pary niż my. Dobraliśmy się na zasadzie przeciwieństw- mąż jest precyzyjny aż do bólu, a ja nie znoszę planowania, ponieważ wiem, że i tak nic z tego mi nie wyjdzie. Na szczęście mocno odmienne temperamenty nie przeszkadzają funkcjonować naszemu małżeństwu, toteż ciągniemy z uśmiechem ten wózek. Jesteśmy różni, lecz stoimy za sobą murem, a to jest przecież najważniejsze. Mąż zdążył się przyzwyczaić do faktu, że raczej nie zostanę idealną żoną, zresztą nigdy tego ode mnie nie wymagał. To mi zachciało się być wielką damulką, chociaż prawdę mówiąc jest ze mnie zwykła wieśniara. Pan P. uważa, że przesadzam, bo rzeczone damy są według niego szalenie nudne, zatem nie mam się czym przejmować, tylko po prostu cieszyć się chwilą. Odbyliśmy na ten temat pouczającą rozmowę, która wysoce mnie rozśmieszyła, więc pozwolę sobie ją tutaj przytoczyć:

-Co byś powiedział, gdybym dokonała zmiany w moim zachowaniu? Zacznę chodzić po domu w szpilkach, przyrządzać wykwintne potrawy, będę przestrzegać zasad savoir-vivre...

(Rozmarzyłam się).

-Ty już chyba całkiem ogłupiałaś! W szpilkach po mieszkaniu, co za durny pomysł. Poniszczysz płytki i się nie wypłacimy!

(Chwila milczenia).

-A tak w ogóle co to jest ten cały sawułar coś tam? Jakaś francuska zaraza?


Do miłego poczytania!
Obsługiwane przez usługę Blogger.