Wybiórcza tolerancja

  Rutyna powróciła! Znów otacza mnie cisza i mam błogi spokój, nikt nie zakłóca już mojego rytmu dnia, a leniwe poranki są tym, czego potrzebowałam. Spoglądam na panoramę miasta i zastanawiam się, ile czasu jeszcze Genua będzie mnie przytłaczać. Nasze plany zmiany miejsca zamieszkania uzależnione są wyłącznie od męża i jego chęci do znalezienia nowego zajęcia. Jestem mu wdzięczna za wszystko, co mamy, ale zwyczajnie chciałabym przestać wiecznie targać zakupy czy spacerówkę i nie widzieć wreszcie tych przeklętych stopni. Marzę o tym, by mieć plac zabaw blisko domu, a nie parę kilometrów stąd. Schody mnie ograniczają, a kiedy mąż jedzie do pracy autem, w którym jest zapakowany wózek, musimy pożegnać się ze spacerem. Zdarza mi się być z tego powodu przygnębioną i wylewam żale mężowi, który niby mnie rozumie, lecz powtarza mi tylko: "cierpliwości". Problem w tym, że nie mam jej wcale.

  L. chodzi ostatnio rozgoryczony, jego "niemiecka energia" gdzieś wyparowała i przydarzają mu się różne wypadki. Wczoraj przez całe popołudnie nie mogłam się do niego dodzwonić, bo miał wyłączony telefon, co trochę mnie zdziwiło. Myślałam, że coś mu się stało, ponieważ jego komórka jest zawsze na chodzie, więc trochę się niepokoiłam. Niepotrzebnie, bowiem okazało się, że aparat wleciał mężowi do studzienki kanalizacyjnej, a wiadomość ta wprawiła mnie nie tylko w zdumienie, ale też i w doskonały humor. Telefon Pana P. zakończył swój żywot w szambie i do tej pory chce mi się z tego śmiać. Nie muszę dodawać, że mężuś jest załamany i boleje niepomiernie nad utratą swojego cacka.

  Pech prześladuje nas na całego i wygląda na to, że z wakacji w Polsce nici, gdyż paszport będę miała dopiero we wrześniu. W obwodzie zostaje nam co prawda Sardynia, która jest przepiękna, lecz ma jedną, niezaprzeczalną wadę. Nazywa się ona "teściowie", jako że nie jestem pewna, czy chciałabym ich ponownie zobaczyć za 3 tygodnie. Jeśli do tego dodać szaloną resztę rodziny, która by człowiekowi na głowę wlazła, gdyby mogła, tym bardziej mi się odechciewa laby na wyspie. Poza tym cenię sobie normalne żarcie, a moi teściowie mają niekonwencjonalny zwyczaj odżywiania się. Na śniadanie jedzą ciastka, do obiadu chcą dwa bochenki chleba, a kolacja w ich wykonaniu to kaloryczna uczta, składająca się z samych ciężkich potraw (pizza, lasania lub makaron). Włosi celebrują każdy posiłek i siedzą przy stole godzinami, a kiedy skończą jeść główne danie, to wcinają jeszcze owoce, warzywa, sery i jogurt. Mój teść ma ten zwyczaj, w dodatku do wszystkiego dodaje sos pomidorowy (na który chwilowo nie mogę patrzeć) i kiedy podałam raz na obiad rosół, spytał mnie, czemu nie ma w nim koncentratu z pomidorów. Bo to nie pomidorówka, kurczę:)!

  Z innej beczki- przeglądając dzisiaj internet, natknęłam się na historię otyłej dziewczyny, która poskarżyła się mediom, że Instagram usunął jej profil, gdyż pokazywała w nim swoje zdjęcia w bieliźnie. Moim zdaniem to objaw nietolerancji szefów tego portalu i osobiście podałabym ich za to do sądu. Nie przeszkadzają im zdjęcia szczupłych lasek w bikini (są ich miliony), czy wyzywające pozy gwiazd jak Rihanna lub Miley Cyrus, ale gruba nastolatka w staniku już tak. Skoro one mogą, to dlaczego ta dziewczyna już nie- czyżby była od nich gorsza? Tyle się mówi o akceptacji dla odmienności, żyjemy w śmiesznych czasach, gdzie trzeba uważać na słowa i być poprawnym politycznie, jednak dla grubej osoby nikt nie ma szacunku. Powiedz, że sprzeciwiasz się paradom równości- wyzwą cię od homofobów. Spróbuj rzec złe słówko o Zydach- jesteś antysemitą. Nie daj Boże nazwij ciemnoskórego Murzynem- przypną ci łatkę rasisty i ksenofoba. Usuń konto otyłej nastolatki- w żadnym wypadku jesteś nietolerancyjny- dbasz po prostu o dobry wizerunek firmy.

  Wiem, co znaczy cierpieć z powodu nadwagi- przez 8 lat szkoły podstawowej byłam wyśmiewana i szydzono ze mnie. Dzieci nie mają litości, bowiem nie zdawają sobie sprawy z tego, jak słowa mogą ranić. I chociaż od tamtych wydarzeń minęło już ponad 20 lat, to wspomnienia nadal mnie bolą. Przykład tej dziewczyny pokazał mi, że nic się w tej kwestii nie zmieniło i otyli zawsze będą gorsi. A przecież nie musi tak być- wystarczy polubić grubasa, a nie usuwać jego konto. Cieszę się, że nie ma mnie na Instagramie, bo z wybiórczą tolerancją i idealnym światem tego portalu nie chcę mieć nic wspólnego. Słonecznego weekendu!
 


I żeby nie być gołosłowną- mała namiastka tego, co otacza mnie ze wszech stron:).


Obsługiwane przez usługę Blogger.