Chłopcy z placu zabaw

  Mężowski urlop zaczął się na dobre, zatem pogoda postanowiła się popsuć. Mieliśmy dzisiaj rozpocząć nasze podróże małe i duże, ale na razie musimy je odłożyć. Zawsze, gdy coś planujemy, deszcz krzyżuje nam szyki i doprowadza mnie przez to do szału. Liguria jest naprawdę piękna, więc chciałam ponownie zachłysnąć się jej urokiem, lecz pozostało mi obejść się smakiem. Oby słońce jak najszybciej wyjrzało zza chmur, bo zwyczajnie nie chce mi się siedzieć w domu.

  Wraz z mężem funkcjonujemy dosyć poprawnie, choć zazwyczaj polemizujemy na różne tematy, kiedy L. ma urlop. Czepia się bowiem wszystkiego, czym bardzo mnie wkurza, toteż chcąc, nie chcąc, często się kłócimy. W weekend nie było okazji do sprzeczek, ponieważ większość czasu spędziliśmy poza domem, szalejąc z Gają na placu zabaw. Kluseczka uwielbia tam przebywać i bynajmniej nie krępują jej inne dzieci. Podchodzi do nich, gestykuluje i rozmawia na swój sposób, a nawet dotyka swych małych kolegów. Wygląda na to, że córeczka nie będzie nieśmiała, co osobiście mnie cieszy, gdyż odważne osoby mają w życiu łatwiej. Wiem o tym z autopsji, bo wstyd wielokrotnie przeszkadzał mi w relacjach międzyludzkich, a i zawodowo zaprzepaściłam mnóstwo okazji. Na rozmowach kwalifikacyjnych byłam zbyt onieśmielona, dlatego wypadałam kiepsko, aczkolwiek i nerwy grały bezbłędnie swoją rolę. Cóż, pozostaje mi współczuć potencjalnym pracodawcom, którzy nie chcieli mnie zatrudnić (a była ich niestety masa), jako że utracili niezłego pracownika:).

  Plac zabaw jest rozległy i znajdują się na nim nie tylko huśtawki czy ślizgawki, ale również boisko, stoły do gry w ping-ponga, a także ogromna karuzela (taka jak w wesołym miasteczku). Większe dzieci też mają tam raj, mimo to ich obecność w miejscu przeznaczonym dla najmłodszych trochę zbulwersowała Pana P. Dwóch wyrostków usiadło na ślizgawce, zaczęło śpiewać sprośne piosenki i rzucać kamieniami gdzie popadnie, a my byliśmy zmuszeni się przenieść. Nie zdążyliśmy zwrócić im uwagi, gdyż zrobiła to inna mama i w zamian za to dostała solidny opieprz od opiekunów nastolatków. Okazało się, że są oni niepełnosprawni umysłowo, więc ich zachowanie można wytłumaczyć, lecz wychowawcy powinni byli zareagować na to, że kamienie poszły w ruch. Co by się stało, gdyby trafili w głowę jakiegoś malucha? Od tego właśnie są dorośli, żeby powiedzieć im, czego nie mogą robić. Integracja chorych psychicznie ze zdrowymi jest dobrą rzeczą, niemniej jednak pozwalanie im na wszystko nie jest słusznym rozwiązaniem, przynajmniej w moim odczuciu. Czy można przymknąć oko na wybryki tylko dlatego, że agresor nie jest zdrowy? Opiekun nastolatków stwierdził, że są oni nieszkodliwi, natomiast ja uważam, że kamienie w ich rękach były niebezpieczne i o to przede wszystkim chodziło, lecz wychowawcy jakoś się tym nie przejęli. Kobieta, która powiedziała nastolatkom parę zdań do słuchu, została oskarżona o nietolerancję. Niesłusznie, ponieważ każda matka pragnie chronić swoje dziecko przed zagrożeniem, chyba nietrudno to pojąć!


Na dokładkę parę zdjęć z Akwarium w Genui, które zamierzamy odwiedzić po raz setny, ale pierwszy raz z Gają. Dzieci wchodzą tam za darmo, więc trzeba korzystać:).















Obsługiwane przez usługę Blogger.