Kilka słów o...słowach

  Drugi raz, odkąd mieszkam w Genui, nad miastem przeszła trąba powietrzna, a jej możliwości mogliśmy podziwiać wczoraj z okna naszej kuchni i całe szczęście, że tylko stamtąd. Patrząc na to pogodowe zjawisko pomyślałam sobie, że w moim życiu przydałaby się właśnie taka trąba, która zdmuchnęłaby moje kompleksy i przepędziłaby je w cztery diabły. Jest ich zbyt wiele i nie wygląda na to, żeby kiedykolwiek udało mi się z nimi wygrać, bo nadzwyczajniej na świecie nie jest to proste. Łatwo powiedzieć: "pokochaj siebie", trudniej zaś wykonać, szczególnie ja mam z tym kłopot i to niemały. Lata walki z demonami przeszłości zrobiły swoje, a poza tym nadal spotykam osoby, które skutecznie potrafią sprowadzić mnie do nizin, nawet jeśli robią to wirtualnie, a nie twarzą w twarz. Nieważne, ponieważ boli tak samo.

  Nie muszę nikogo przekonywać, że słowa mogą ranić mocniej niż gesty, dlatego zawsze staram się uważać na to, co mówię. Nie jestem złośliwa i nie lubię dokuczać innym, więc często zdarza mi się gryźć się w język, aby nie powiedzieć parę słów za dużo. Mnie natomiast rzadko się oszczędza, a że wrażliwości mi nie brakuje, tym bardziej wszystko biorę do siebie. Tak było i tym razem, gdy niewinne z pozoru zdanie po raz kolejny okazało się brzemienne w skutkach dla autorki bloga. Rozmawiałam, pisząc na fejsie z moją dobrą koleżanką, z którą dawno nie miałam kontaktu, wobec tego trochę sobie poplotkowałyśmy. Znajoma chciała zobaczyć Gaję, bo nie miała jeszcze okazji jej widzieć, zatem była ciekawa, jak prezentuje się Kluseczka. Nie publikuję fotek córeczki, gdyż podjęłam wraz z mężem decyzję, że Gaja ma czas na debiut w wirtualnym świecie. Nawiasem mówiąc, nigdy przedtem nie byliśmy tak jednomyślni w naszym postanowieniu.

  Kiedy posłałam zdjęcie małej, spodziewałam się miłych słów, bowiem Kluseczka podoba się wszystkim bez wyjątku, taki jej urok. I owszem, w stronę małej popłynęły komplementy, natomiast mi koleżanka wbiła szpilę, gdyż nadmiar serdeczności widocznie nie był w stanie przejść jej przez klawiaturę. "No, no, nie przypuszczałam, że akurat ty będziesz miała tak śliczną córeczkę"- gdy to przeczytałam, poczułam się jak najbrzydsza kobieta pod słońcem. "Akurat ty"- dwa słowa, które zrobiły wielką różnicę w jednym, niewinnym z pozoru zdaniu. Nie powinnam się przejmować takimi złośliwościami, lecz zwyczajnie jest mi ciężko. Znajoma zawsze była uszczypliwa i niestety się nie zmieniła, a jej charakter zamiast ewoluować w dobrą stronę, stał się po prostu parszywy i chamski. Nie wiem, czy sprawiło jej to satysfakcję, lecz mąż stwierdził, że mam olać wariatkę i chyba nie mam innego wyjścia. Doszłam też do wniosku, że zacznę lepiej dobierać sobie przyjaciół, nie tylko na facebooku, ale przede wszystkim w życiu. Chwasty trzeba wyrywać, a ja chcę się otaczać wyłącznie radością i nie mam siły wiecznie przyjmować ciosów na klatę. Następnym razem postaram się odpowiedzieć na inwektywy i przestanę się cenzurować, być może przyniesie to wymierne efekty. Sympatia i życzliwość na nikim już wrażenia nie robią, lepiej więc być wrednym. Szkoda słów na słowa!





Obsługiwane przez usługę Blogger.