Matka (prawie) na medal

  Napiszę Wam coś naprawdę odkrywczego- matki też mają gorsze dni! Przeglądam sobie internet i widzę same optymistyczne treści typu- wystarczy się uśmiechnąć i wszystko stanie się prostsze. Bla, bla, bla, czasami zwyczajnie "rzygam tęczą" (choć nie znoszę tego określenia), czytając niektóre artykuły. Nie jestem żadną nad-kobietą tudzież supermamą, mimo że kocham moje dziecko ponad życie. Popełniam jednak błędy, które również uczą macierzyństwa, bywam zmęczona (oj bywam), a rutyna doprowadza mnie niemal do szaleństwa. I co z tego? Nic, bowiem liczne wady nie dyskwalifikują mnie z wyścigu o miano dobrej matki.

  Nie lubię niczego robić na siłę, ani zakładać maski i przyklejać na twarz sztuczny uśmiech, ponieważ tak wypada. "Masz dziecko, więc nie możesz się smucić"- to zdanie obiło mi się niedawno o uszy, lecz nie sądzę, aby miało wiele wspólnego z prawdą. Wręcz przeciwnie, z racji tego, że jestem matką, zdarza mi się być smutną. Martwię się o przyszłość Gai, o jej  zdrowie i o masę innych rzeczy, na które nie mam wpływu. Chciałabym, żeby była zawsze szczęśliwa, choć zdaję sobie sprawę z faktu, że nie uchronię jej przed zawiścią czy złością ludzką. Dzisiejszy świat jest niestety tak skonstruowany, że trzeba mieć twardą skorupę, a wrażliwość schować głęboko do kieszeni. Pomimo to mam nadzieję, że jako zodiakalny Skorpion Gaja nie da sobie w kaszę dmuchać i poradzi sobie w życiu lepiej niż jej mama.

  Kluseczka wprowadziła do mojego jałowego istnienia morze miłości i dzięki niej odgrywam najważniejszą dla mnie rolę- matki. Nie ma nic bardziej stymulującego, a Gaja jest promyczkiem słońca, który oświetla mój codzienny byt. Tysiące razy zadawałam sobie pytanie, jak mogłam przetrwać tyle lat bez mojej małej bestyjki i nie znajduję na nie odpowiedzi. Na własnej skórze przekonałam się, że pojawienie się dziecka zmienia dosłownie wszystko i to rzecz jasna na lepsze. Gdybym nie miała Gai, wciąż byłabym zblazowaną singielką, snującą się jak duch po mieszkaniu, ewentualnie biegającą po galeriach handlowych dla zabicia czasu. Dzięki małej żyję pełną gębą, chociaż nieobce mi są momenty zadumy.

  Oglądałam niedawno wywiad z pewnymi celebrytkami i niezbyt mi się on spodobał, ponieważ z ich słów wynikało, że bycie mamą to strata czasu i tylko kariera gwarantuje spełnienie. A idźcie w cholerę, drogie panie! Nie znoszę takich pustych sformułowań, gdyż mijają się one z prawdą i są wysoce niesprawiedliwe. Można być matką, pracownicą, kucharką, sprzątaczką, a nawet (jeśli któraś chce) kochanką i czerpać moc oraz satysfakcję z całości. Nie ma co zwalać na dzieci i obwiniać je o niepowodzenia, bo autorkami naszych porażek jesteśmy my same. Macierzyństwo jest wspaniałą sprawą- daje szkołę życia (i to darmową), wyzbywa egoizmu, uczy cierpliwości, a nade wszystko pozwala zrozumieć, czym jest bezwarunkowa miłość. Ciężkie chwile natomiast to normalna rzecz, a przyznawanie się do słabości w moim odczuciu jest siłą i właśnie dlatego nie wstydzę się powiedzieć, że czasem jest mi źle. Mama z obrazka to nie ja!
 
Obsługiwane przez usługę Blogger.