Paląca potrzeba (pseudo) mam

  Nowy miesiąc nie przyniósł ze sobą oczekiwanej poprawy pogody, a na domiar tego zaczął się dla mnie dosyć niepokojąco. Ten, kto pisze scenariusz mojego życia za  kluczowe obrał sobie słowo "stres", nie może być inaczej. Jestem nim przepełniona i nie wiem, czy kiedykolwiek się uspokoję, ponieważ na razie się na to nie zanosi. Byliśmy z Gają na kontroli stawu biodrowego i wszystko okazało się w porządku, lecz doktora zdziwiło to, że mała zaczęła chodzić samodzielnie dopiero miesiąc temu, więc zalecił badanie neurologiczne. Nie mam pojęcia, z czym to się je i prawie odchodzę od zmysłów. Mąż twierdzi, że niepotrzebnie, bo gdyby z Gają było coś nie tak, już dawno byśmy zauważyli. Niby tak, aczkolwiek ból głowy, który gnębi mnie od wczoraj, jakoś nie chce ustąpić. Takie wiadomości są dla mnie ciężkie do strawienia i nie mogę myśleć o niczym innym. Dobrze chociaż, że szpital w Genui jest najlepszym ośrodkiem dziecięcym w całej Italii i leczą w nim wybitni specjaliści. Niejeden raz czytałam, jakie mamy problemy z opieką medyczną w Polsce i cieszę się, że nie muszę tego oczuwać na własnej skórze. Doktorzy tutaj są przyjaźnie nastawieni do małych pacjentów, a w stosunku do ich mam bywają też szarmanccy, co bardzo mi się podoba. To zresztą jedyny plus naszych szpitalnych przygód, gdyż o całej reszcie wolałabym jak najszybciej zapomnieć.

  Po raz ostatni odwiedziłam szpital równo rok temu i nic się tam przez ten czas nie zmieniło. Tak jak i kiedyś, tak i teraz, przechodząc obok oddziału dla ciężarnych, zauważyłam grupkę przyszłych mam, bez skrępowania palących papierosy. Nie ukrywam, że ten widok wzbudził we mnie obrzydzenie, bo jestem zdeklarowaną przeciwniczką palenia. Zadbali o to moje rodzice, którzy kopcili jak smoki i zapewnili mi zadymione dzieciństwo, a ja z powodu ich bezmyśności stałam się bierną palaczką. Dziś podobno ludzie są w tej kwestii uświadomieni, a mimo to palą gdzie chcą i nawet na patologii ciąży szerzy się patologia. Szczerze współczuję maluszkom, które nie pojawiły się jeszcze na świecie, a już muszą wdychać to świństwo. Nie rozumiem takiego postępowania, ponieważ macierzyństwo to przede wszystkim odpowiedzialność i trzeba dbać o dziecko nie od chwili, gdy zostaje się matką, ale od momentu, gdy dowiadujemy się o ciąży. Argumenty, że trudno jest rzucić palenie, są moim zdaniem wygodną wymówką i bynajmniej mnie nie przekonują. Osobiście byłoby mi wstyd palić, gdybym była w odmiennym stanie i na pewno nie robiłabym tego w miejscu publicznym. Na terenie szpitala palenie jest zresztą wzbronione, ale widocznie zakaz ten nie obowiązuje ciężarnych. Jeżeliby to ode mnie zależało, wprowadziłabym surowe restrykcje i zakazałabym palenia dosłownie wszędzie. Z palaczami trzeba walczyć radykalnymi metodami, inaczej nigdy nic do nich nie dotrze.

  Jeden z naszych sąsiadów ma manię palenia na klatce schodowej, mimo że ciągle go upominam, by przestał. Według niego nie powinnam mu wcale zwracać uwagi, bowiem jest dorosły i dobrze wie, co robi. Pewnie, że tak i nie chodzi mi wcale o tego typa, lecz na zdrowiu mojej córeczki zależy mi bardzo. Gdy schodzę na spacer, prawie zawsze powietrze jest przesiąknięte dymem, które musi wdychać Gaja, bo jakiś dupek nie stosuje się do przepisów. Co to za różnica zapalić dwie minuty później po wyjściu z klatki? Oczywiście żadna, ale na złość innym zrobić trzeba, a że przy okazji truje się dziecko, to akurat najmniej obchodzi tego palanta. Palacze to najwięksi egoiści, jakich znam- myślą tylko o sobie i dodatkowo czują się pokrzywdzeni przez los (ciekawe z jakiej racji). Kiedy przyjechałam do Italii, byłam pewna, że ludzie palą tu mniej, lecz niestety zmieniłam zdanie. Chyba jedynym rozwiązaniem jest zamieszkanie na prywatnej wyspie, innego wyjścia nie widzę. Ileż można walczyć z wiatrakami? Wkurzam się, że to mnie traktuje się jak wroga publicznego kiedy ośmielę się komuś powiedzieć, żeby nie kopcił w obecności mojego dziecka. Denerwują mnie ludzie, którzy nie widzą nic poza końcem swojego nosa i nie rozumieją, że nie chcę być bierną palaczką. Nie akceptuję kobiet w odmiennym stanie z papierosem w ustach i zwyczajnie je potępiam. Zdarzyło mi się kiedyś spytać dziewczynę w ciąży, dlaczego pali, a ta odpowiedziała mi, że życie jest zbyt ciężkie, więc musi sobie ulżyć. Szkoda tylko, że jej ulga dla dziecka jest już wyłącznie męką.
Obsługiwane przez usługę Blogger.