Ciąża urojona

  Pracuję nad sobą! Jestem na diecie, staram się regularnie ćwiczyć i codziennie schodzę po pieczywo, pokonując znienawidzone przeze mnie schody. Jaki jest tego efekt? Ano żaden, przynajmniej w oczach innych.

  Dziś rano wyszłam jak zwykle po bułki, zahaczając dodatkowo o warzywniaka, bowiem skończyły mi się banany. W sklepie ucięłam sobie pogawędkę ze sprzedawcą (Włosi to straszne gaduły są), który ni z tego, ni z owego zapytał mnie, kiedy ma nastąpić rozwiązanie!

  W pierwszej chwili miałam ochotę wykrzyczeć: "nie jestem w ciąży, matołku", ale jako osoba z natury spokojna, zdołałam się opanować. Grzecznie odpowiedziałam, że nie spodziewam się dziecka, zapłaciłam za owoce i opuściłam lokal. Mina sklepikarza była bezcenna, a ja od razu postanowiłam, że moja noga już w tym sklepie nie postanie. Decyzja ta jest naturalnie zbyt pochopna, lecz na razie nie zamierzam jej zmieniać, bo facet głęboko zranił moją miłość własną.

  Z niewiadomych dla mnie przyczyn historia o "urojonej ciąży" szalenie rozbawiła mojego męża. Tak bardzo się śmiał, że nawet Gaja spoglądała na niego skonsternowana, nie rozumiejąc rzecz jasna powodu dobrego humoru tatusia. Kiedy mąż w końcu łaskawie przestał, zaczął mnie pocieszać i przekonywać, że nic takiego się nie stało, ponieważ mała pomyłka może się przydarzyć każdemu. Bynajmniej mała! Jestem przewrażliwiona na punkcie wagi i gdy ktoś sądzi, że zostanę ponownie mamusią, a wcale tak nie jest, czuję się jak wieloryb. Nie mam płaskiego brzucha, ale nie jest on ogromny jak u kobiet w ciąży, więc nie ogarniam czemu Pan P. bronił delikwenta, zamiast solidaryzować się z żoną. W domu rozważyłam sprawę i doszłam do wniosku, że mam dwa wyjścia- albo olać to, co powiedział "uprzejmy" sprzedawca, albo naprawdę zacząć starać się o dziecko. To jest myśl!

  Nie ukrywam, że chciałabym mieć jeszcze jednego malucha, jednak brak stabilizacji ekonomicznej sprawia, że ambitne plany powiększenia rodziny musimy odłożyć na później. Bobas kosztuje niemało, a z pensji Pana P. trudno będzie wykarmić cztery gęby. Mamy co prawda jakieś zaskórniaki na czarną godzinę, lecz nie są to wielkie pieniądze, poza tym ciułamy je na mieszkanie, tacy z nas niepoprawni optymiści. Z drugiej strony zegar biologiczny tyka, gdyż nie jestem młódką i mam ograniczone pole do ciążowego działania. Cholerna kasa, zawsze musi stać na przeszkodzie i kolidować z naszymi życiowymi zamiarami. Pojawienie się nowego członka familii na pewno postawiłoby mnie na nogi, no i Gaja miałaby się z kim bawić, a to jest argument ciężki do przebicia. Co by nie powiedzieć, mamy niełatwy orzech do zgryzienia, mimo że praca nad nim jest samą przyjemnością. Oby los zdecydował za nas.

  A sprzedawca niech sobie idzie do diabła!


Zdjęcie z czasów ciąży- naprawdę nie mam teraz takiego brzucha!

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.