Mała programistka, spadająca półka

  I znów katastrofa! Stało się już tradycją, że w weekendy w naszym domu coś się psuje i zaburza nam rytm dnia. Tym razem spadła szafka i to w najmniej odpowiednim momencie, kiedy spokojnie jedliśmy niedzielny obiad. Nagle tak mocno huknęło w pokoju, że aż podskoczyłam ze strachu, a pyszne śląskie kluski, zamiast w moich ustach, wylądowały na podłodze. Okazało się, że półka była przymocowana na zbyt małych gwoździach (tu "ukłon" w stronę właścicieli) i nie dała rady udźwignąć wszystkich książek, które na niej stały. Runęła na biurko, niszcząc kilka moich cennych rzeczy przywiezionych z Polski, rozsypując kredki (a jest ich cała masa) męża i tym samym doprowadzając go do szału.

  Ktoś postronny może pomyśleć, że to nic wielkiego, ale gdy wynajmuje się mieszkanie, nawet najmniejsza szkoda urasta do rangii tragedii. Nie uśmiecha nam się płacić więcej niż już bulimy za wynajem, zwłaszcza że pieniądze z nieba nie lecą. Dbamy o mieszkanie, jak o własne, bo niewdzięcznością z naszej strony byłoby je zapuścić. Gaja jest na razie szkodnikiem z gatunku umiarkowanych i nie przysparza domowych stresów, a klęski, które się nam ostatnio przytrafiają, to zwykła złośliwość rzeczy martwych. W związku z tym zastanawiam się, czy nie ubezpieczyć się na wypadek nieuchronnego zdarzenia losu. Zawsze przecież garnek może mi zlecieć na głowę, poślizgnę się na posadzce lub spadnę z łóżka i co wtedy? Trzeba być przygotowanym na najgorsze, chociaż mąż na wzmiankę o moim nowym pomyśle jak zwykle mnie wyśmiał, niewdzięcznik jeden.

  Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Miałam w planach zakup nowych regałów, gdyż wypatrzyłam ładne i niedrogie w jednym ze sklepów, więc teraz mam pretekst, żeby je nabyć. Zamierzałam je kupić dopiero na początku przyszłego roku, tymczasem dzisiejsze zajście przyśpieszyło mój wybór. Mąż nie jest entuzjastycznie nastawiony do kolejnych wydatków, lecz już ja się postaram o to, aby go przekonać. Feralne szafki póki co odstawiliśmy do kąta, a na ich miejsce możemy postawić zgrabny regalik, który doda pokojowi uroku. Z tego powodu zadzwoniłam do teściowej, by zasięgnąć jej rady, a ta oczywiście przyznała mi rację, stwierdzając, że nowe meble są nam niezbędne. No cóż, jak mawiał Dobry Wojak Szwejk- więcej ludzi ma więcej rozumu, zatem L. musiał skapitulować, bo z żoną i teściową raczej nie wygra. Mam tylko nadzieję, że nadmiar pecha w naszym domu został na dobre wyczerpany, przynajmniej w tym miesiącu.

  Wczoraj spędziliśmy uroczy dzień i starym zwyczajem przemierzyliśmy kawał miasta, aż dobrnęliśmy do centrum, gdzie mieści się fontanna, w której Gaja uwielbia zanurzać rączki. Bawiła się tam dobrą godzinę, rozpryskując wodę dookoła nas oraz biegając w te i wewte, a my lataliśmy za nią jak kopnięci. Kluseczka uwielbia miejski gwar, obcy  ludzie jej niestraszni i z każdym chciałaby zamienić parę słów. Niektórzy twierdzą, że to gaduła, a nam nie pozostaje nic innego, jak przyznać im rację. Gai, mimo że mówi niezrozumiale, buzia się nie zamyka i prowadzi interesujące konwersacje, gestykulując przy tym rączkami, jak na pół-Włoszkę przystało. Gdy jakimś cudem udało nam się odciągnąć Kluseczkę od fontanny i wróciliśmy do domu, mężowi zachciało się na kolację placków ziemniaczanych (zrozum Makaroniarza), więc zabrałam się za tarcie ziemniaków, a Pan P. zajął się Gają. Mała zaczęła swoim zwyczajem okrążać mieszkanie, po czym zatrzymała się przy komputerze, by w niego postukać. Mąż przeglądał gazetę, a ja miałam na oku Gaję, która "pisała" w najlepsze na laptopie. Nie kontrolowałam, co robi, bo co najwyżej mogła pootwierać jakieś strony, jednak nie doceniłam możliwości mojej córeczki. Udało jej się skonfigurować komputer (mi ta sztuka nigdy nie wychodzi) i wprawić rodziców w niemałe zdumienie. Mam genialne dziecko, mam genialne dziecko;).











Obsługiwane przez usługę Blogger.