Chwila blogowej prawdy

  Przyznam się do czegoś w ten niedzielny wieczór- nie tak sobie wyobrażałam to całe blogowanie. Odkąd przeniosłam bloga z niszowej platformy, byłam przekonana, że chmara czytelników, którą miałam podąży za mną i będzie mi wierna do upadłego. Nic bardziej mylnego, bowiem okazało się, że zaglądający do mnie jakoś nie przejęli się nowym adresem i zwyczajnie wypięli się na moje wypociny. Statystyki spadły, a ja poczułam, że pisanie nie ma najmniejszego sensu. No bo kurczę, fajnie jest, gdy blog tętni życiem, prawda?

   Przyzwyczaiłam się do odwiedzin i ta cisza w wirtualnym eterze niemile mnie dotknęła, toteż postanowiłam spopularyzować bloga i za wszelką możliwą cenę odnieść sukces. Założyłam funpage i czekałam na masę lajków, a doczekałam się przysłowiowej kropelki w morzu moich ambitnych potrzeb. Zdecydowałam, że udostępnię zdjęcie Gai, wtedy na pewno liczba gości wzrośnie, bo Kluseczka jest śliczna i jej obecność pomogłaby mi wspiąć się na sam szczyt tej niewdzięcznej internetowej góry. Ten pomysł umarł jednak śmiercią naturalną, ponieważ nie jestem zwolenniczką pokazywania małej, przynajmniej do czasu, gdy skończy kilka lat. Wpadłam na następną genialną myśl, ale niezbyt się ona spodobała mężowi, zatem również musiałam ją odrzucić. Chciałam wypiąć cycki na blogu, bo przecież piersi zawsze się sprzedają, zwłaszcza te duże, więc sukces byłby murowany. Pan P., gdy wyłożyłam mu przyczyny, wpadł w szał i zarzucił mi tanią promocję. Poczułam się jak uczennica Kim Kardashian, której mąż szczerze nie znosi i ze zbolałą miną obiecałam, że cycki pozostaną wyłącznie do jego wglądu. I może nadal główkowałabym, co by tu zrobić, żeby zostać kimś, lecz w samą porę przyszło otrzeźwienie.

  Lubię pisać i jestem spełniona, tworząc wpisy, a to jest w końcu najważniejsze. Nie muszę być taka, jak matka pierwsza czy druga, gdyż wolę pozostać sobą, a nie marną kopią kogoś tam. Dzięki blogowaniu poznałam całą masę fajnych osób, które zostawiają tutaj ślad w postaci komentarza, co jest niebywale miłe, a do tego stymulujące. Miałam chwilę zwątpięnia, ponieważ bolało mnie, że nie zostałam zauważona, ale na szczęście szybko mi przeszło. Widocznie nie piszę tak dobrze, jak mi się wydawało i muszę nabrać trochę pokory, jako że często mi jej brakuje. Blog jest moją przestrzenią i jestem z niej zadowolona, a że świat nie upadł mi do stóp, to zmotywowało mnie tylko do dalszej wytężonej pracy. Moim celem jest wartościowy przekaz, a nie pisanie pod publikę i podniecanie się odwiedzinami. Dlatego właśnie pomimo wielu wątpliwości i różnych przeszkód na horyzoncie, nie zamierzam kasować bloga. Robię swoje, czego i życzę każdemu z Was!
Obsługiwane przez usługę Blogger.