W cieniu powodzi

   To miał być weekend pełen wrażeń, no i był.... Miasto po raz kolejny nawiedziła nawałnica, a noc z piątku na sobotę okazała się najcięższą, jaką do tej pory tutaj przeżyłam. Grzmiało i lało tak bardzo, iż spodziewałam się najgorszego. Byłam pewna, że deszcz wedrze się przemocą do mieszkania i nas zaleje, bo tak ogromną miał siłę. Przez całą noc nie zmrużyłam oka i rozważałam różne opcje ewakuacji, chociaż dobrze wiedziałam, że w razie czego nie mielibyśmy w starciu z naturą żadnych szans. Chodziłam od okna do drzwi i wydawało mi się, że za chwilę woda przełamie wrota, a my będziemy zmuszeni bezskutecznie się ratować. Mąż starał się mnie uspokoić, ale na próżno, gdyż wpadłam w panikę i dopiero bladym świtem jakoś udało mi się dojść do siebie. Cieszyłam się, że Kluseczka jest bezpieczna i nic jej nie grozi, bowiem to o nią drżałam najmocniej.

  Nigdy nie ukrywałam tego, że nie przepadam za Genuą i wolałabym żyć gdzie indziej, niemniej jednak widok miasta na kolanach zwyczajnie mnie zasmucił oraz spowodował, że uroniłam kilka łez. Mieszkamy wysoko i nasze osiedle nie poniosło dużych strat, lecz gdy zeszliśmy niżej, zobaczyliśmy potworne skutki powodzi. Genua została bezlitośnie zdewastowana, ponieważ woda wdarła się dosłownie wszędzie. Nie obroniły się przed nią sklepy, parterowe mieszkania, garaże i samochody, które pływały po ulicy, po czym zderzały się z latarnią czy drzewem. Miasto zamieniło się w morze błota i gdyby nie pomoc wolontariuszy, pewnie do tej pory byśmy w nim brodzili. Poruszające było to, że w obliczu klęski ludzie nie narzekali, choć mieli do tego święte prawo, tylko wzięli się do roboty. Nastąpiła powszechna mobilizacja, bo znowu się okazało, że na pomoc władz nie ma co liczyć.

  Jak to możliwe, że druga w ciągu paru lat powódź przyniosła jeszcze większe straty niż poprzednia? Prognozy zapowiadały załamanie pogody, zatem można było się przygotować i zminimalizować skutki katastrofy, zwłaszcza że rząd przeznaczył do tego niemałe środki. Problem w tym, że do tej pory są one zablokowane, bowiem opieszałość włoskiej biurokracji nie ma sobie równych. Trzy lata nie wystarczyły, aby urochomić proces wypłat, mimo że takie sprawy powinny być traktowane priorytetowo. Premier Renzi zapowiedział co prawda, że biurokracyjne błoto zostanie zlikwidowane, nawiązując tym samym do słynnego już błota zalewającego Genuę, wszelako po ptokach może sobie obiecywać do woli.Wczoraj porządkujących centrum zaszczycił obecnością burmistrz miasta, lecz nie spotkał się z miłym przyjęciem społeczeństwa. Chodził między ciężko pracującymi wolontariuszami, chcąc ich duchowo wesprzeć, aż jakiś człowiek krzyknął mu, żeby wziął łopatę i dał obywatelski przykład, zamiast pleść bzdury. Facet z jajami tak właśnie by postąpił, ale nieszczęsny burmistrz wolał wziąć dupę w troki i wynieść się jak najdalej. Wielkie panisko nie chciało sobie pobrudzić swych delikatnych rączek, aczkolwiek asystowanie w odbłoceniu przysporzyłoby mu najwięcej sympatii. Polityków obchodzi wyłącznie ich koryto i z tego powodu szczerze ich nie znoszę.

  Tak, jestem rozgoryczona i nie mam zamiaru tego ukrywać. Zdaję sobie sprawę z tego, że natury nie da się ujarzmić, lecz można załagodzić jej objawy. Podczas powodzi siedziałam w domu, jednak następnym razem mogę już nie mieć takiego szczęścia. Co będzie, gdy spotkamy się bezpośrednio z tak potężnym żywiołem i zastaniemy go jadąc samochodem? Nie mówcie mi, proszę, że mam o tym nie myśleć, bo w takich sytuacjach czarne myśli same wchodzą człowiekowi do głowy. Odkąd jestem mamą, boję się podwójnie, gdyż jestem odpowiedzialna za Gaję, a jej bezpieczeństwo jest dla mnie kluczowe. Tymczasem od piątku spoglądam na zalaną Genuę i nie mogę opanować lęku. Nadal leje jak z cebra, a ponadto wieje silny wiatr i ciężko mi jest skupić się na czymkolwiek. Urodzin nie świętowałam, ponieważ doszłam do wniosku, że nie jest to odpowiedni moment i ucztowanie przełożyłam na czas nieokreślony. Nie daj się, Genuo!
Obsługiwane przez usługę Blogger.