Erotyzm kontrolowany

 Zaczął się nowy tydzień, a wraz z nim przyszły niespodziewane wydatki. Zepsuł się mój prywatny i bardzo styrany laptop, który odziedziczyłam po mężu (czytaj przywłaszczyłam go sobie), więc zalała mnie fala zupełnie wytłumaczalnej agresji. No bo jak tu żyć bez kompa na tym włoskim skrawku samotności? Mamy co prawda jeszcze jedno urządzenie laptopopodobne, lecz nienawidzę na nim pisać, ani sprawdzać poczty, bo ma spóźniony zapłon i zanim odpali, przechodzi mi ochota na jakiekolwiek działania. Mimo to przemogłam się i postanowiłam popełnić notkę, ale istnieje ryzyko, graniczące z pewnością, że nawet jeśli skończę ją dzisiaj, opublikuje się dopiero pojutrze. Mąż pracuje niby na prestiżowej uczelni, niemniej przynosi z niej zawsze same buble, a ja durna się dziwię, czemu Włosi tkwią w kryzysie. Odpowiedź jest prosta- mają na wszystko wyjechane. Odkąd tu pomieszkuję, często mam wrażenie, jakbym przeniosła się do świata Barei, chociaż epoka nie ta. Absurdów jest tu tyle, że pewnie kiedyś naskrobię o nich post, o ile przedtem nie oszaleję, a na to od trzech lat gęsto się zanosi.

  Tymczasem po raz kolejny odwiedziliśmy dentystkę, bo mąż miał zapowiedzianą wizytę, a i nade mną doktorka nie skończyła się znęcać. Pojechaliśmy do pięknego miasteczka, w którym urzęduje pani stomatolog i była to jazda na najwyższych obrotach. Gaja znowu miała sensacje żołądkowe, toteż w gabinecie dentystycznym pojawiłam się zabarwiona jej wymiotami. Osoby siedzące w poczekalni podejrzanie na mnie patrzyły, lecz olałam ich spojrzenia. Cóż mogę poradzić na to, że moje dziecko cierpi na chorobę lokomocyjną? Wzięłam książkę i czekając na moją kolej zaczęłam czytać, a właściwie to tylko udawałam, że to robię, ponieważ przysłuchiwalam się rozmowie pary narzeczonych, gdyż była ona wysoce interesująca. Otóż męska część pary wykładala tej żeńskiej jedynie słuszną teorię o tym, że nie powinna patrzeć na innych mężczyzn, czy tym bardziej z nimi rozmawiać, albowiem pan narzeczony sobie tego nie życzy. No wiecie co! Dla mnie takie zakazy sa czymś nienaturalnym, bo żadna kobieta nie jest własnością mężczyzny, a zamienienie kilku słów z innym facetem bynajmniej nie jest zdradą. Poza tym istnieje coś takiego jak kwestia zaufania, prawda? Gdyby Pan P. żądał ode mnie absolutnego posłuszeństwa i wybierał mi rozmówców, natychmiast bym się z nim rozwiodła. Ufam, że dziewczyna przemyśli sprawę i oleje tego daremnego pana- władcę.

  Jestem zamężna, jednak nie znaczy to, że nie podobają mi się mężczyźni. Nie oglądam się za nimi ostentacyjnie, ale jeśli zauważę kogoś w moim typie,  zawieszę na nim oko. Na atrakcyjnego faceta patrzy się tak, jak na bezcenny obraz- podziwia się jego piękno i tyle, gdyż wobec piękna nie przechodzi się obojętnie. Mąż też zauważa ładne kobiety, choć twierdzi, że to nieprawda, lecz ja wiem swoje. W moim przekonaniu nie ma w tym nic złego, notabene to chyba naturalny odruch każdego faceta. Bywamy o siebie zazdrośni, ale nie robimy z tego tragedii, bo w sumie nie ma o co. Ostatnio oglądalismy razem odcinek "House of Cards", gdzie występuje Kevin Spacey- mój zdecydowanie ukochany aktor. Pan P. wie o mojej slabości do Kevina i raczej go ona nie martwi, a wręcz przeciwnie- śmieje się ze mnie z tego powodu, okrutnik jeden. Nie będę tu opisywać walorów aktorskich Kevina Spacey, za to nakreślę, dlaczego właśnie on tak na mnie działa. Nie jest typowym przystojniakiem, w zasadzie to wcale nie jest przystojny, ale ma w sobie coś takiego, co sprawia, że jest w moich oczach piekielnie seksowny. Posiada, jak to nazywam, umiejętnie kontrolowany erotyzm, a jego spojrzenie jest wprost zabójcze. Lubię mężczyzn, u których wzrok mówi o wiele więcej niż słowa, a kiedy owładnięci są jakąś tajemniczą energią, tym bardziej nie ma zmiłuj. Zastanawiam się przy okazji, czym owładnięty jest Pan P. i jak na razie nic nie przychodzi mi do głowy:).

  Wracając do prozaicznych spraw- kochana teściowa poniewczasie zdecydowała, że musi być na urodzinach wnuczki, jednak jest już po ptokach. Bilety lotnicze podrożały o 250 euro i nie opłaca się tyle wydawać na kilka dni odwiedzin. Serio nie nadążam za teściową, ponieważ zmienia zdanie jak w kalejdoskopie, mimo że mąż tysiąc razy jej powtarzał, aby bilety rezerwowała prędzej. Dalej nalega na to, żebyśmy to my przyjechali na Sardynię, ale poniesione koszty u dentysty i zakup nowego laptopa nie pozwalają nam na wyjazd, zwłaszcza że podróż promem nie jest tania. Nic to, mąż się wkurzył i nabył online bilety samolotowe dla dziadków, więc za trzy tygodnie zacznie się szaleństwo z teściową w roli głównej. Nie wiem kto komu da mocniej popalić- babcia Kluseczce, czy Kluseczka babci, lecz na pewno będzie wesoło. Takie już są te włoskie, nieujarzmione natury...
Obsługiwane przez usługę Blogger.