Zakupy, plotki i inne szaleństwa

  Znowu sami. Teściowie wyjechali po paru intensywnych dniach, w ciągu których dom stanął na głowie. Tak sobie myślę a propos tej wizyty, że nasze życie to jeden wielki splot przywitań i pożegnań, bo ledwo pojechaliśmy na lotnisko, by odebrać rodziców męża, a już wróciliśmy tam, żeby ich odwieźć. Te nieustanne rozłąki powodują, że czasami czuję się tak, jakbym tkwiła na przymusowym odwyku od rodziny. Teściowa nakłania nas do spędzenia świąt na Sardynii, ale nie bierzemy tej opcji pod uwagę, ponieważ nie damy finansowo rady. Oszczędności, które są już mocno okrojone, maleją w zatrważająco szybkim tempie, a wygląda na to, że to nie koniec wydatków. Wzięłam się za siebie, co niestety kosztuje, lecz nie mam innego wyjścia. Na pewnych rzeczach nie powinno się oszczędzać, więc po raz kolejny wyskoczę z gotówki. Na razie nie ujawnię,  jakie to sprawy mnie zajmują, gdyż nie chcę zapeszać, niemniej zapewniam, że nie chodzi o ciążę.

  Ostatnie dni minęły nam pod rządami niezastąpionej teściowej, która natychmiast po przyjeździe zadomowiła się w kuchni i już z niej nie wychodziła. Dałam jej wolną rękę i trochę tego żałuję, bowiem nie po to do nas przyjechała, aby bawić się w służącą. Zamiast spędzać czas z wnuczką, wiecznie stała przy garach, mimo że nikt tego od niej nie wymagał oraz nadskakiwała teściowi, przyklejonemu do telewizora. Od rana do wieczora oglądał wiadomości, a kiedy zdarzało mu się wyjść po zakupy, przynosił tony niepotrzebnej żywności. I tak na przykład teściowa posłała go tylko po drożdże, a wrócił obładowany niczym tragarz, przynosząc ze sobą 4 kilogramy pomidorów, 30 jajek, 5 kilo mąki i 4 główki sałaty. Pomidory jemy teraz na okrągło, a część z nich służy Gai jako piłeczki, natomiast sałata zamieniła się w gąbkę i musieliśmy ją wyrzucić. Jajek mamy ponad 50 i chyba będę robiła dzienne omlety i jajecznicę, bo inaczej też wylądują w koszu na śmieci. Jestem wdzięczna teściowi, że stara się nas zaopatrzyć, ale jak już kupuje produkty, niech wybiera te o długim terminie ważności. Ubiegłym razem, gdy był u nas, kupił w promocji worek cebuli i kilka główek kapusty, z których rzecz jasna nie wyczarowałam kiszonej. I jak tu nie zwariować przy tej niezbyt logicznej nadgorliwości konsumpcyjnej?

  Teściowa przez te kilka dni pobytu u nas nie zrezygnowała ze swej ukochanej pasji, czyli dzwonienia do rodziny i znajomych. Patrząc na nią zastanawiałam się, czy aby na pewno nie ma przyklejonej do uszu komórki, bo non stop z kimś gadała. A że ma tuzin przyjaciółek, które dzielą się na „zwykłe” i „specjalne", nie omieszkała im opowiedzieć, jak sobie radzimy i jakie, według niej, popełniamy błędy w wychowywaniu Gai. Nie ukrywam, że dosyć mnie to ruszyło, ponieważ niektóre historie wolę zachować dla nas, ale teściowa nie dała rady utrzymać na wodzy swej manii plotkowania. Często wychodziła na balkon, beblała godzinami z byle kim i nie zdawała sobie sprawy z tego, że słyszeliśmy, o czym rozprawiała. Mąż miał do mamy pretensje o to, czemu prywatne rzeczy opowiada przyjaciółce, lecz teściowa na to odpowiedziała, że to jest "specjalna przyjaciółka" i Pan P. ma się zamknąć. Następnym razem już nic jej nie powiemy, gdyż nie chcemy, żeby obgadywała nas sardyńska część rodziny. Najlepsze jest to, że babcia Gai robi to w dobrej wierze i nie uważa, że obmawianie przyniesie nam szkody. Może i nie, ale prawda jest taka, że nie lubię być na językach, zwłaszcza osób, które niewiele o mnie wiedzą.

  Goście na szczęście są już u siebie, a my wróciliśmy do normalności. Genua jest pochmurna i deszcz nie przestaje padać, w związku z czym miasto jest praktycznie zablokowane. Wczoraj odwieźliśmy teściów na lotnisko w Cuneo i później okazało się, że oni wylądowali na Sardynii, a my nadal tkwiliśmy bezradnie w korku. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu obędzie się bez pogodowych rewolucji, bowiem czeka nas kontrola Gai i bardzo istotne dla mnie spotkanie. Oby sprawy ułożyły się po mojej myśli i będę mogła spełnić jedno z największych marzeń. Jeśli nie, życie oczywiście się na tym nie skończy, chociaż rozczarowanie będzie ogromne. Co by nie powiedzieć, sprawy idą ku lepszemu!

Obsługiwane przez usługę Blogger.