Zły doradca

 Wczoraj wieczorem nastąpiło nieoczekiwane wydarzenie-mąż domator wybył! Poszedł odnieść drabinę sąsiadowi i tyle go widziano. Nie zaniepokoiło mnie to wcale, ponieważ Pan P. to ułożony człowiek i ani mu w głowie hulanki. Krótko mówiąc, mam do niego zaufanie. 

  Światełko czujności zapaliło się jednak! Co prawda nie ja się martwiłam, gdyż dobrze wiedziałam, że nie mam o co, ale za to życzliwa koleżanka, z którą utrzymuję kontakt drogą wirtualną, zaczęła coś podejrzewać. Jej argumenty były dosyć łopatologiczne i nie wróżę jej kariery detektywa, bo węszyć romans tam, gdzie go nie ma, jest zupełnie bez sensu. Według kumpeli mąż nie poszedł do sąsiada, lecz udał się na potajemne spotkanie z kochanką, a drabina była wyłącznie pretekstem do tego, by wyjść z domu i zaszaleć. To ewidentne, że każdy partner zdradza, a już zwłaszcza Włoch ma do tego naturalne predyspozycje. Krążą takie stereotypy, niemniej są wyjątki od reguły i z dumą mogę stwierdzić, że mąż do nich należy, dlatego olałam te niezbyt lotne przypuszczenia. Zdumiała mnie za to postawa znajomej, albowiem była wyraźnie rozczarowana tym, że nie przytakiwałam jej rewelacjom. Doszło do mnie, że laska chciałaby rzekomego romansu mojego męża, bo miałaby radochę z tego, że przyprawia mi rogi. Jest takie powiedzenie, że nic nie cieszy tak ludzi, jak problemy innych i na przykładzie koleżanki dobitnie widać, iż nie są to czcze słowa. Miedzy mną a mężem nie zawsze bywa idealnie, przyznaję, ale jesteśmy szczęśliwi i kryzys nam nie grozi. Widocznie niektórym przeszkadza ta symbioza i chętnie widzieliby mnie powracającą we łzach do Polski, jednak nie zamierzam nikomu dawać satysfakcji. Jeśli wrócę do kraju, to w towarzystwie moich bliskich i jedynie taką opcję biorę pod uwagę. A znajoma niech lepiej zajmie się swoim życiem i małżeństwem. Nie wnikam w to, co robi jej ukochany, mimo że jego wyskoki są niemal legendarne i wiedzą o nich nawet sędziwe matrony. Pan P. nie kroczy tą samą drogą i może właśnie to ją tak boli? W dwójkę byłoby nam przecież raźniej przeżywać zdrady naszych szanownych małżonków:). 

 Cóż zatem porabiał ten mój „niewierny Tomasz”, kiedy go nie było? Ano spędził wieczór w towarzystwie sąsiadów, którzy zaprosili go na kolację. Sąsiedzi również pochodzą z Sardynii i tylko z nimi utrzymujemy jako taki kontakt tutaj, więc mężuś nieco się u nich zasiedział. Gdy wrócił, obie z Gają spałyśmy w najlepsze i dopiero rano uświadomiłam sobie, że nie skorzystałam z rady kumpeli i nie obwąchałam dokładnie Pana P. Nie przeszukałam też jego komórki i nie sprawdziłam poczty w komputerze, jako że nie mam takiego zwyczaju. A propos dobrych rad, to nie lubię ich udzielać, ale tym razem zrobię wyjątek. Droga koleżanko, nie mierz cudzych mężów miarą Twojego, a ponadto pamiętaj, że zazdrość jest złym doradcą. Przypomniało mi się także kolejne przysłowie- "chroń mnie, Boże od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sama". Nic dodać, nic ująć!

  Przygotowania do urodzin Kluseczki idą pełną parą! Tort zamówiłam, baloniki i dziecinne gadżety zakupiłam, a po prezent jedziemy jutro. Zdecydowaliśmy, że podarujemy Gai zestaw Duplo, ponieważ mała uwielbia klocki i jest w stanie bawić się nimi godzinami. Brałam jeszcze pod uwagę mini perkusję, lecz chyba pomyślimy o niej na Gwiazdkę. Mam nadziejęże Gaja zje chociaż malutki kawałek tortu, bo jak na razie ucieka od słodkości jak diabeł od święconej wody i nie zanosi się na poprawę. Pożyjemy, zobaczymy, a tymczasem Birthday Planner (o ile istnieje), pilnie poszukiwany!


Obsługiwane przez usługę Blogger.