W pogoni za...Bridget Jones

  Pamiętacie Bridget Jones i jej coroczne plany noworoczne? Też tak mam! Pod koniec każdego roku snuję dalekosiężne zamysły, a kiedy przychodzi co do czego, czyli nadchodzi kolejny grudzień, zauważam przygnębiona, że znowu zawaliłam. Nie udało mi się schudnąć ani wzbogacić, nadal nie wyrwałam się z mrocznej Genui, kariera nie stanęła przede mną otworem i nie osiągnęłam blogowej nirwany, o której skrycie marzyłam. Nie zrobiłam nic, z czego mogłabym być dumna, aczkolwiek mały cud biegający po domu pozwala mi przypuszczać, że nie jestem jeszcze na straconej pozycji, skoro mam taką śliczną córeczkę. A jako że nie płaczę długo za rozlanym mlekiem, to nie będę się nad sobą rozczulać, tylko wzorem panny Jones stworzę swoją prywatną listę postanowień na przyszły rok. Na ich wykonanie mam 12 długich miesięcy i jestem przekonana, że tym razem mi się uda, a jeśli tak się nie stanie, na pewno nie będzie w tym wiele mojej winy. Co ja mogę poradzić na to, że los zawsze sprzysięga się przeciwko mnie i nie pozwala na realizację mych wysublimowanych pragnień?„To nie los, ale żelazna niekonsekwencja plata ci figle”- szepcze mi do ucha okrutny chochlik. Poczekamy, zobaczymy, dręczycielu! Rok 2015 okaże się przełomowy, czuję to w kościach, a wyobraźnia już podpowiada mi najbardziej genialne i rewolucyjne scenariusze. Oto skromne zamierzenia autorki bloga (proszę się nie śmiać, od tego mam męża):

Będę:
-szczuplejsza o dziesięć kilo, a w zasadzie to o dwanaście
-ograniczać konsumpcję pizzy, pizzy oraz pizzy
-chodzić wyprostowana, a nie garbić się niczym stuletnia staruszka
-próbować czytać literaturę włoską w oryginale
-kombinować jak tu zarobić dużo i szybko (chyba jedynie mafia wchodzi w grę)
-wspaniałą blogerką
-pisarką na jawie
-uczyć się angielskiego w wolnych chwilach
-gotować coraz lepiej i tworzyć wymyślne potrawy
-paradować po ulicy w szpilkach Louboutin, aż zazdrosnym babom oczy z orbit wyskoczą
-pewną siebie i przebojową wielką panią
-częściej w Polsce
-milutka dla teściowej
-korzystać z faktu, że mieszkam nad morzem (czytaj pływać)
-ćwiczyć jak natchniona
-motywować męża do działania
-idealną kurą domową
-starała się zostać ponownie mamusią

Nie będę:
-zmierzła i złośliwa
-robić sobie niepotrzebnych złudzeń
-wstawać lewą nogą
-sympatyczną panią spod trójki
-popularyzować fanpega bloga, ponieważ sam się spopularyzuje
-zazdrościć sławnym blogerkom
-przeklinać na głos, żeby Gaja nie słyszała
-umierać z miłości za każdym razem, gdy obejrzę film z Kevinem Spacey
-fanką durnych programów w stylu „Wyspa celebrytów”
-więcej wchodziła na Pudelka i inne debilne strony
-podjadać słodyczy
-martwić się na zapas
-unikała pójścia do mięsnego, gdyż nie odpowiada mi pan sprzedawca
-pisać na siłę
-chodzić z głową w chmurach
-poprawna politycznie, bo tak wypada
-robiła planów na następny rok



  Trochę się zagalopowałam, ale to nieważne, bo jak zacząć, to z grubej rury. Bridget Jones to jedna z moich ulubionych bohaterek książkowych tudzież filmowych (coś Ty ze sobą zrobiła, Zellweger?), toteż napisanie tego posta było czystą przyjemnością. Idą święta i nie chce mi się wiecznie narzekać, zatem dla odmiany ułożyłam sobie dziwne plany, które historia niewątpliwe zweryfikuje. Tym jednak nie zamierzam się martwić, przynajmniej w starym roku. Jakoś to będzie, prawda?
Obsługiwane przez usługę Blogger.