O sobie samej

  Obiecałam światu (czytaj mężowi), że wraz z nadejściem nowego roku przestanę się niepotrzebnie złościć i popracuję nad charakterem, ale wcale nie jest mi łatwo dotrzymać słowa. Wszystko przez to, że przedszkole Gai nieprzerwanie serwuje nam "przeziębieniowy" stres, a ja powoli wychodzę z siebie. Nie mam jednak zamiaru ponownie zastanawiać się, dlaczego rodzice ciągle przyprowadzają chore dzieci do przedszkola, gdyż i tak nie uzyskam zadowalającej odpowiedzi, a poza tym nie chcę wylewać zjadliwej żółci. W zamian za to przygotowałam kilka faktów o sobie samej, mniej lub bardziej durnych, którymi (z różnych przyczyn) dotąd się nie chwaliłam. Oto parę ciekawostek z mało spektakularnego, lecz szczęśliwego i ułożonego życia autorki bloga:

1. Nie posiadam prawa jazdy i raczej się to nie zmieni. Nie potrafię prowadzić, nie nadaję się do tego, a za kierownicą siedzę jak na jajcach. Myster Pi parokrotnie podejmował próby nauczenia żony ujarzmienia samochodu, lecz z wysoce miernym skutkiem (delikatnie prawiąc). Gdyby nie jego zimna krew, prawdopodobnie niejeden raz wylądowałabym na drzewie lub przydrożnym słupie. Po moich kaskaderskich wyczynach mąż stwierdził z absolutną pewnością, że na jego pomoc nie mogę więcej liczyć. Szczerze mówiąc mam to gdzieś, bo widząc śmigające skutery i chaos na włoskich drogach, ostatnią rzeczą, o której myślę, jest ściganie się z wariatami.

2. Przygodę z edukacją zakończyłam na poziomie szkoły średniej, ponieważ zabrakło mi motywacji do dalszej nauki. Studiowałam co prawda najpierw pedagogikę resocjalizacyjną, ale szybko mnie ten kierunek znudził, by później przenieść się na kulturoznawstwo, lecz okazało się to jeszcze głupszym rozwiązaniem. Kiedy bowiem przekonałam się, że i tam nie da mi spokoju romantyczna "spółka" Słowacki-Mickiewicz razem z ich podniosłą twórczością, niezwłocznie się stamtąd wyniosłam. Dzisiaj wiem, że to była jedna z najgłupszych decyzji, jakie kiedykolwiek podjęłam i bardzo żałuję, że nie uzyskałam dyplomu. Może na starość pójdę na Uniwersytet Trzeciego Wieku, a na razie wystarczy mi to, że Myster Pi był tak pilnym studentem. Jest wykształcony za nas oboje, co powtarzam zawsze, gdy chcę dodać sobie animuszu.

3. Mam słabość do szpilek na niebotycznych obcasach, tymczasem odkąd mieszkam w Genui, stały się dla mnie obuwiem zakazanym. Od prawie czterech lat schody zabierają mi kobiecy pierwiastek i nie jestem tym faktem zachwycona, niemniej mając do wyboru seksowny wygląd czy sprawne kończyny, wolę to drugie.

4. Dawno temu pojechałam na randkę w ciemno aż na Sycylię i do tej pory nie ogarniam, jak mogłam być tak beztroska. Co sobie pooglądałam, to moje, aczkolwiek nie polecam nikomu takiej formy zalotów.

5. Języka włoskiego nauczyłam się sama, oglądając teleturniej "L'eredita". Siedząc na załamującym bezrobociu, zapragnęłam jakoś spożytkować te przydługie wakacje i udowodnić innym, że "chcieć to móc", więc zaczęłam wkuwać. Kształcenie się zajęło mi trzy lata i przyniosło dużo satysfakcji, nie tylko osobistych, lecz również zawodowych, bo dzięki znajomości włoskiego wreszcie podjęłam pracę.

6. Uwielbiam złotą erę Hollywood i wielkie gwiazdy kina tamtych czasów, a za najwspanialszą filmową parę uważam Vivien Leigh i Clarka Gable'a. Nikt nie przebije Scarlett i Rhetta!

7. Byłam zatrudniona w Call Center i to chyba najgorsza praca, jaką wykonywałam. Terror psychiczny, wieczna presja i nieustanne pretensje klientów spowodowały, że zamieniłam się w kłębek nerwów. A gdy do tego dodać nieprzyjemną atmosferę i szefową z piekła rodem, nie ma się czemu dziwić, że długo tam nie wytrzymałam.

8. Nie umiem się malować, co przyznaję ze wstydem. Na szczęście w razie potrzeby są od tego makijażystki, z których pomocy chętnie korzystam. Na wesele siostry jedna dziewczyna tak mnie odpicowała, że zdumiony Myster Pi nie przestawał mi się przyglądać. Dopiero po ślubie miał odwagę wyznać, iż nie spodobałam mu się wymalowana, bo przypominałam mu jego groteskowe kuzynki. Cóż, przynajmniej na kosmetykach zaoszczędzimy.

9 . Nie cierpię żółtego sera i sam jego widok przyprawia mnie o mdłości, a czasem nawet o wymiotny odruch. Myster Pi jest tym mocno zdegustowany, ponieważ jest wielkim amatorem każdej odmiany sera i mógłby go jeść na okrągło.

10. Nie czytałam żadnej książki Kominka. Amen!
Obsługiwane przez usługę Blogger.