Takie sobie sentymenty

  "Zycie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na co trafisz"- mawiał Forrest Gump, którego mądrości uwielbiam i cytuję przy każdej nadarzającej się okazji. Moje życie to splot rozmaitych zdarzeń, niekoniecznie najszczęśliwszych, niemniej dzisiaj chciałabym się skupić na piękniejszej części tego nieodgadnionego pudełka i wymienić chwile, na wspomnienie których szeroko się uśmiecham. A wszystko dlatego, że jedna z zaprzyjaźnionych blogerek- Ilona, znana bardziej jako Pani Rolnik, zaprosiła mnie do sympatycznej zabawy "Dobre myśli", więc nie przepuszczę okazji, by trochę posmęcić. Pretensje po przeczytaniu wpisu proszę jednak kierować nie do autorki bloga, lecz do Pani Rolnik właśnie, bowiem to ona jest spiritus movens notki, także ja umywam ręce:).

Pierwsza dobra myśl:
Miałam trzy lata i po raz pierwszy ubierałam z tatą choinkę. Wszystko wokół wydawało mi się magiczne i takie inne, a nasze mieszkanie w starym familoku wraz z pojawieniem się drzewka nabrało splendoru. Często mam przed oczami moment wieszania tych gigantycznych bombek i tęsknota za dzieciństwem staje się coraz silniejsza.

Druga dobra myśl:
Chodziłam do zerówki i podobno byłam niezwykle pojętną małą uczennicą. Razu pewnego nauczycielka powiedziała mojemu tacie, że jestem fenomenalna i bez wątpienia zajdę w życiu daleko (faktycznie zaszłam- do kraju pizzy i makaronu). Nie rozumiałam wtedy, co znaczyło to skomplikowane słowo i za bardzo się nim nie przejęłam, ale za to do teraz pamiętam reakcję rodziców na osąd wychowawczyni. To był jedyny raz, kiedy byli ze mnie wyraźnie dumni.

Trzecia dobra myśl:
Długie blond włosy, luzacki styl bycia, łobuzerskie spojrzenie, zniewalający uśmiech i emanująca charyzma, czyli niezapomniana licealna miłość, niestety nieodwzajemniona. Domyślam się, że powodem tej obojętności ze strony szkolnego bożyszcza była moja widoczna nadwaga i szereg innych kompleksów, jak również ponury wyraz twarzy, którym maskowałam zakłopotanie.

Czwarta dobra myśl:
Katowicki "Spodek", tysiące młodych fanów rocka i pierwszy wielki koncert, na którym się bawiłam- legendarne Odjazdy. Po tym festiwalu przeobraziłam się w maniaczkę ciężkiego brzmienia (co zostało mi do tej pory), stałam się pseudo znawczynią różnych gatunków muzyki oraz miłośniczką wytatuowanych wokalistów.

Piąta dobra myśl:
Kilkanaście minut przed pisemną maturą z jezyka polskiego pojawił się przed salą profesor ekonomii i składając mi życzenia optymistycznie stwierdził, iż jeśli napiszę na piątkę, gotów jest pozbyć się swych sumiastych wąsów. Na jego lekcjach raczej się nie wyrywałam do odpowiedzi, gdyż nie przepadałam za ekonomią, zatem facet na tej podstawie wyrobił sobie na mój temat kiepską opinię. I choć maturę zdałam na piątkę, jakoś nie widziałam później, żeby zgolił te koszmarne wąsiska, za to jego pełna niedowierzania mina całkowicie mnie usatysfakcjonowała.

Szósta dobra myśl:
Po prawie roku korespondencji wirtualnej Myster Pi wreszcie zdecydował się przyjechać do Polski. Z niecierpliwością oczekiwałam na lotnisku w Pyrzowicach i kiedy po raz pierwszy zobaczyłam go na żywo, pomyślałam sobie: "ale chłopczyk z niego". Gdyby ktoś mi powiedział, że patrzę na przyszłego męża i ojca mojej córeczki, najprawdopodobniej popukałabym się w czoło. A jednak!

Siódma dobra myśl:
Będąc już w Italii, obudziłam się w pewien mroźny lutowy poranek i zamiast zwykłego przygnębienia ogarnęła mnie fala radości. Poczułam się tak, jakbym wypiła eliksir szczęścia i natychmiast zorietntowałam się, co mogło być tego przyczyną. Oczywiście to ciąża dodała mi skrzydeł.

Osma dobra myśl:
Skromny ślub cywilny w Urzędzie Stanu Cywilnego. Trwał chwilę i nie zdążyłam się wzruszyć, a mimo to bardzo mi się podobał. Humoru nie popsuło mi nawet pojawienie się szefa Mystera Pi, którego wzięłam za ochroniarza budynku i tak też go przedstawiłam oczekującym na nasze zaślubiny. Myster Pi mieniąc się na twarzy wyjaśnił mi, że to nie ochroniarz, tylko profesor jego wydziału (notabene wielka szycha). Niewinna pomyłka może każdemu się przytrafić:).

Dziewiąta dobra myśl:
Powitanie na świecie Kluseczki i więcej dodawać nie trzeba.

Dziesiąta dobra myśl:
Debiut przedszkolny Gai przeszedł moje najśmielsze oczekiwania- mała szybko rzuciła się w wir zabawy, nie przestraszyła się innych dzieci, a na mnie w ogóle nie zwracała uwagi. Oby tak dalej!


Zaczęłam cytatem z Forresta i w ten sam sposób spróbuję podsumować wszystkie przyjemne rzeczy, które spotkały mnie na przełomie ponad trzydziestu lat niezwykłej wędrówki zwanej życiem. Forrest Gump sypał aforyzmami jak z rękawa, ale tylko jedno z nich doskonale odzwierciedla cały mój dotychczasowy dorobek: "Poznasz głupiego po czynach jego." Ano!


Obsługiwane przez usługę Blogger.