Wyznania małej blogerki

  Lubię pisać. Mój blog powstał z potrzeby pisania, a także po to, żeby zapełnić pustkę w moim szczęśliwym, aczkolwiek trochę samotnym życiu na emigracji. Bloguję od ponad roku, ale dopiero odkąd przeniosłam bloga z bardzo źle działającej platformy na solidniejszą, zaczęłam się orientować, kto jest kim w blogosferze i jakie durne prawa w niej rządzą. Z przykrością zauważyłam, że również w wirtualnym świecie dzieli się ludzi na lepszych i gorszych, a prawie każdego blogera wrzuca się do jednego worka- cwaniaka chcącego zarabiać na blogu krocie oraz desperata próbującego się wybić na plecach popularniejszego kolegi. Czy aby na pewno tak jest? Bynajmniej!

  Nie zależy mi na darmowych gadżetach, bo stać mnie na ich zakup. Moje dziecko nie musi być modne, toteż mam gdzieś stylizacje maluchów. Gaja ma dwa lata i ciuchy są jej obojętne, zatem nawet gdyby miała na sobie łaszek od samego Versace, to i tak by go nie uszanowała. Ubieram ją ładnie, lecz nie ma dla mnie znaczenia, czy ubranka dla Kluseczki są z najnowszej kolekcji. Przyjdzie czas, kiedy sama zacznie się interesować modą, a na razie nie zaprzątam sobie tym myśli. Dlatego wkurzam się, gdy czytam, że nieznane blogerki są zwykłymi jędzami, które zazdroszczą innym owocnych współprac. Czyżby? Nie zabiegam o sponsorów i nie zamierzam tego robić. Na blogu nie ma zakładki „współpraca”, ponieważ nie jest mi ona do niczego potrzebna. Pisanie o smoczkach i butelkach to nie moja bajka, gdyż wolę opowiadać o rodzinie. Poza tym sponsorowane posty wiążą się z fotorelacją, a tutaj zdjęć jest jak lekarstwo, zwłaszcza tych z Gają. Nieprawdą więc jest, że wszyscy jak jeden mąż marzą o blogowych interesach. 

  Anonimowe blogerki, z racji niewielkiej ilości wejść nazywane są „małymi” tudzież „płotkami”, a ich zdanie warte jest tyle, co zeszłoroczny śnieg. Jesteśmy niczym plaga, która nie daje żyć słynnym blogującym mamom, bombarduje ich linkami i narzuca się, jak tylko potrafi. W tym wypadku też nie podoba mi się to generalizowanie, bowiem nie linkuję moich postów, ani nie zamęczam nikogo swoją osobą. Czytam parę topowych blogów, lecz nie zostawiam komentarzy pod wpisami, jako że nie chcę być oskarżana o lans czyimś kosztem. Odwiedzam niektórych „asów” blogosfery nie dlatego, że są sławni, bo to mnie nie rusza, lecz z powodu ich literackiego kunsztu. Lubię blogi, gdzie dobra treść przewyższa wszystko i chętnie do nich zaglądam, ponadto ich autorzy mają całkiem nietuzinkowe poglądy. Odnoszę jednak wrażenie, że wytworzyła się pewna blogerska elita (szczelnie zamknięta we własnym kręgu), a głównym zadaniem tych „małych” jest bicie im pokłonów i wychwalanie pod niebiosa. Żaden ze znanych blogerów nie zniży się do mojego poziomu i nie odwiedzi bloga takiej miernoty, jak ja. Wiadomo przecież, że oni nie muszą się wysilać.

  Nie piszę najgorzej, niemniej jestem krytycznie nastawiona do moich notek i większość z nich najchętniej wywaliłabym z bloga. Nie zrobię tego, ponieważ chcę mieć pamiątkę na starość i mam nadzieję, że Gaja zostanie w przyszłości  fanką numer 1 stylu pisania mamy. Mam świadomość tego, że wiele nauki przede mną, a droga do perfekcji jest jeszcze odległa i niesłychanie kręta. Chciałabym posiadać w sobie butę i móc powiedzieć, że stworzyłam masę rewelacyjnych wpisów, lecz byłoby to sporą przesadą. Nie jest źle, chociaż mogłoby być dużo lepiej, więc sporo blogowej pracy mnie czeka. I wiecie co? Nieważne, że nikt mnie nie kojarzy lub przypnie łatkę rozgoryczonej internetowej „płotki”. Mogę sobie nią być, a korona z głowy i tak mi nie spadnie. Pisać będę zawsze, bo to zwyczajnie lubię. Nie musicie w to wierzyć, ale tak jest.



Obsługiwane przez usługę Blogger.