Łagodząc obyczaje

  To już dwadzieścia lat z hakiem, odkąd muzyka zajmuje w moim życiu niepowtarzalne miejsce. Pasjonuję się nią od momentu, kiedy jako nastolatka odkryłam kanał MTV (wówczas nie miał nic wspólnego z dzisiejszym upadkiem stacji) i świat teledysków stanął przede mną otworem. Wiele razy chciałam napisać tekst o tym, co mi w duszy (i odtwarzaczu) gra, ale dopiero wpis Tomka z bloga Dziecinne Problemy Taty zmusił mnie do działania. Postanowiłam pójść jego śladem i wymienić dziesięć utworów, które uważam za wyjątkowe. Nie było to łatwe, ponieważ wybrać procent spośród tysięcy graniczy z cudem, niemniej po kilku tygodniach wykreślania, wkurzania się i dopisywania nowych kawałków, w końcu wyłoniłam finałową dziesiątkę. Z niekłamaną radością przedstawiam zatem moje ukochane Muzyczne Top Ten:

1. Pearl Jam "Alive"

 Kiedy po raz pierwszy usłyszałam Pearl Jam, zwyczajnie przepadłam i mój muzyczny gust na dobre się ukształtował (przedtem byłam fanką New Kids On The Block). Frontman zespołu, Eddie Vedder jest moją wielką rockową miłością, ucieleśnieniem męskich marzeń i przede wszystkim wspaniałym wokalistą. Miałam przyjemność posłuchać go na żywo i był to jeden z najlepszych koncertów, w których uczestniczyłam. Płyty "Ten" mogę słuchać do obrzydzenia, a i tak mi się nie znudzi, no bo to przecież dzieło Pearl Jam. Utwór "Alive" zaś ubóstwiam (zwłaszcza gdy Eddie śpiewa "yeeeeaaaahh"), więc prezentuję go tutaj:



2. Hey "Z rejestru strasznych słów"

Zespół Hey kocham miłością bezkrytyczną, a Kasia Nosowska to dla mnie wybitna postać polskiej sceny muzycznej. Jej teksty to czysta poezja i bardzo się z nimi identyfikuję, dlatego też znajdzie się na liście dwa razy, bo jej kariera solowa nie ma nic wspólnego z Heyem. "Z rejestru strasznych słów" ma w sobie niezwykły klimat, a słowa piosenki są wisienką na torcie.



3. The Doors "Riders on the Storm"

The Doors poznałam przypadkiem- mój szkolny obiekt wetchnień nosił koszulkę z nazwą kapeli i tym samym, nieświadomie zainteresował mnie zespołem. Nie przypuszczałam jednak, że Jim Morrison stanie się moją obsesją, a muzyka "doorsów" będzie mi towarzyszyć przez całą młodość. Niespełnione miłości czasem mogą przynieść pożytek, prawda? "Riders on the Storm" pochodzi z najbardziej dojrzałego albumu The doors: "L.A. Woman", do którego dosyć często wracam, ku utrapieniu Mystera Pi (nie zna się borok). Kto nie słuchał, ten trąba!



4. PJ Harvey "This Is Love"

PJ Harvey to bez wątpienia genialna wokalistka, a jej piosenki działają na mnie jak balsam. Przy tej pozycji siedziałam najdłużej, ponieważ nie mogłam się zdecydować na żaden utwór. Wszystkie są przepiękne i mają w sobie to coś, co powoduje. że przechodzą mnie ciarki, kiedy ich słucham. Większość piosenkarek może PJ Harvey czyścić buty, ale ona chyba niespecjalnie o sławę zabiega, bo to mądra kobieta jest. Numeru "This Is Love" mogłabym słuchać w nieskończoność, a poza tym przypomina mi niektóre magiczne chwile z dawnych lat.




5. Type O Negative "My girlfriend's girlfriend"

Nieodżałowany Peter Steele, piękny Typ O Negatywny... Do tej pory nie mogę uwierzyć, że już go nie ma wśród nas i czasem sobie myślę, że śmierć Petera to jakiś makabryczny żart z jego strony (byłby do tego zdolny). Każda fanka ciężkiego brzmienia kochała się w Peterze, marzyła o nim po nocach i obowiązkowo wieszała jego plakat nad łóżkiem. Tak, tak, Steele był obiektem westchnień niejednej małolaty, a większość facetów w porównaniu z nim wypadała wtedy blado. Dzisiaj, słuchając Type O Negative, zwracam uwagę jedynie na muzykę, choć Petera zawsze będę ciepło wspominać. Myster Pi dogaduje mi, że miałam kiepski gust, bo według niego Steele śpiewał i wyglądał jak wampir, ale co on tam wie.



6. Nirvana "Where Did You Sleep Last Night"

O liderze Nirvany, Kurcie Cobain napisano i powiedziano już wszystko, a mimo to nadal pozostaje dla mnie artystą nieodgadnionym. Szalałam za Nirvaną, nosiłam koszulki z podobizną Kurta i namiętnie oglądałam teledyski zespołu. Pamiętam, że moja mama, która ma jednego tylko idola na wieki- Elvisa Presleya, była w stanie zapamiętać imię i nazwisko Cobaina, jako że katowałam nim całą rodzinę. Kiedy dołączył do legendarnego, choć tak przeklętego Klubu 27, wprost nie mogłam w to uwierzyć, ba, czułam się oszukana! Kurt odszedł zbyt szybko, ale zostawił po sobie niemałą spuściznę. Płytę "Unplugged" Nirvany uważam za arcydzieło, a kawałkiem, za którym najbardziej przepadam, jest "Where Did You Sleep Last Night".



7. Nosowska "Kokaina"

Uwielbiam solowe płyty Nosowskiej, a każda jest lepsza od następnej. Wokalistka posiada cenny dar ubierania myśli w słowa w taki sposób, że zwyczajnie jej tego zazdroszczę. Jak pisałam powyżej, to nie są zwykłe teksty, lecz prawdziwa poezja. Tym razem jednak wybrałam piosenkę, której autorką nie jest Nosowka, a inna wielka postać polskiej kultury- Agnieszka Osiecka. Płyty "Nosowska- Osiecka" słucha się wyśmienicie, gdyż jest bardzo nastrojowa, a utwór "Kokaina" należy do moich faworytów. Uwaga- nie polecam na ukojenie smutków!




8. Nick Cave "Into My Arms"

Kolejny wykonawca z piekła rodem. Oczywiście to jedynie pozory, bo Nick Cave to naprawdę wrażliwy artysta. "Into My Arms" jest jednym z tych utworów, wobec których nie można przejść obojętnie. Bywa, że słucham go wiele razy w ciągu dnia, a i tak mam mało. Na szczęście Myster Pi wtenczas jest w pracy.



9. Mike Patton "Ti offro da bere"

Bez włoskiej muzyki ten zestaw obyć się nie może. Co prawda miałam poważny dylemat, kogo by tu umieścić, bowiem konkurencja była spora. W grę wchodzili Vasco Rossi, Claudio Baglioni, Biagio Antonacci (mam do niego słabość), czy Negramaro, ale zdystansował ich Amerykanin z krwi i kości- Mike Patton. Jego płyta z włoskimi utworami "Mondo Cane" jest fantastyczna, a stare numery w nowych aranżacjach brzmią szczególnie interesująco. A gdy do tego dodać świetny wokal Mike'a, który śpiewa po włosku z tym swoim seksownym jankeskim akcentem, to nie ma się czemu dziwić, że zmiótł kandydatów z powierzchni bloga. Łagodniejsza odmiana wokalisty Faith No More zrobiła na mnie ogromne wrażenie i pluję sobie w brodę, że płytę zostawiłam w kraju. "Ti offro da bere" to przedsmak tego, co wyprawia z włoską muzą  Mike Patton i nawet Myster Pi nie miał nic do gadania.



10. Frank Sinatra "My Way"

Co w tym dzikim i depresyjnym towarzystwie robi poczciwy Frank Sinatra? Ano robi, ponieważ postać ta fascynuje mnie nie od dziś, a uwtór "My Way" to klasyka w najlepszym wydaniu (no i ten głos). Słuchając tej piosenki, zawsze się wzruszam i niejednokrotnie ocieram ukradkiem łzę. Gdyby ktoś mnie zapytał, jaką piosenką chciałabym podsumować życie, byłaby to właśnie "My Way".






I to by było na tyle. Nie sposób wymienić wszystkich artystów, którzy wywarli na mnie wpływ, niemniej jestem zadowolona z wyboru. Przypomniałam sobie szaleństwa młodości  i ta podróż do przeszłości wiele mi dała. Nie zamierzam nikogo zmuszać do udziału w zabawie, lecz mam nadzieję, że parę osób również się na to porwie, bo chętnie bym poznała gusta moich blogowych znajomych. Do muzycznego usłyszenia!

P.S. Gwoli formalności- posiłkowałam się YouTube.





Obsługiwane przez usługę Blogger.