Wszyscy święci

  Od paru dni w gazetach, internetach, toaletach i wszędzie, gdzie się da, wałkowany jest tylko jeden temat- medialny (i bardzo spektakularny) upadek Kamila Durczoka. Jeszcze nie wiadomo, czy to właśnie on molestował swoje podwładne, ale znakomita większość rodaków najchętniej już dziś postawiłaby go przed plutonem egzekucyjnym i rozstrzelała bez skrupułów, nie czekając na wyrok. Nie zamierzam bronić Durczoka, ponieważ od tego ma prawników, jednak przyznam, że to, co opublikował tygodnik szmatławiec "Wprost", wywołało we mnie obrzydzenie. Zasugerowano, że dziennikarz jest dziwkarzem, narkomanem i zoofilem, chociaż nie przyłapano go in flagranti, a dowody w tej sprawie są mocno podejrzane. Moim zdaniem facet komuś podpadł, więc zwyczajnie ma przesrane.

  Nie będę ściemniać- lubię i cenię Durczoka, zatem trudno mi uwierzyć, że składał pracownicom niemoralne propozycje. Dziwi mnie także, czemu molestowana dziennikarka nie zgłosiła sprawy na policję, lecz poniewczasie poleciała z tym do prasy. Oliwy do ognia dodała znana pogodynka, jakoby orędowniczka praw kobiet, która stwierdziła, że "wszyscy wiedzą o kogo chodzi", ale winowajcy nie odważyła się wskazać. Cholera jasna, kobito! Na miejscu Twoich przełożonych wezwałabym Cię na dywanik i zmusiła do ujawnienia nazwiska zboczeńca. Jeśli się powiedziało "a", trzeba powiedzieć też "b", zwłaszcza że oskarżenia są zbyt poważne, aby bawić się w kotka i myszkę. Podobno w skandal zamieszana jest gruba ryba rodzimego dziennikarstwa, niemniej nikt nie przemówił wprost (nomen omen)- napastował mnie Kamil Durczok. Z tego powodu uważam, że przedwcześnie skazano go na publiczny lincz.

 Czego konkretnie dowiedzieliśmy się z sensacyjnego materiału na temat Durczoka? Jedynie tego, że w miejscu, gdzie przebywał, znaleziono narkotyki i niskich lotów porno. Czy to od razu robi z niego ćpuna i miłośnika seksu z końmi? Co komu do tego, jak spędza czas po pracy, przecież to jego prywatna rzecz. Dlaczego właściciel zasyfionego mieszkania najpierw zadzwonił do redakcji "Wprost", a dopiero później zaalarmował władze? Nie trzeba być myślicielem, by zauważyć, że coś tu brzydko pachnie, a cała afera jest grubymi nićmi szyta. Ktoś chciał pogrążyć Durczoka i mu się to udało, jako że za dużo ciężkich dział wytoczono przeciw niemu. Błyskotliwa kariera runęła jak domek z kart i jestem przekonana, że szef "Faktów"(chyba już niedługo) po tej kompromitacji się nie podniesie. Jak to ładnie określił mój kumpel z dawnych lat- dobre imię, tak jak dziewictwo, traci się tylko raz.

  Do napisania wpisu skłoniły mnie komentarze, jakie przeczytałam krótko po wybuchnięciu "Durczokgate". Opinie w stylu: "wiedziałem, że to menda jest, zawsze źle mu z oczu patrzyło", świadczą o tym, iż łatwo jest ludźmi manipulować (brawo "Wprost"). Z najbardziej podziwianego i popularnego dziennikarza, Durczok stał się wrogiem społecznym numer jeden, a osądzają go sami abstynenci i żyjący w czystości obywatele. Nie twierdzę, że jest niewinny (albo winny) i gdyby się okazało, że wykorzystywał swoją uprzywilejowaną pozycję, powinien z wylecieć z pracy i to z wielkim hukiem. Do tego czasu wstrzymam się z wylewaniem pomyj i wyładowywaniem emocji na bogu ducha winnej klawiaturze. Leżącego się nie kopie, choćby polskim Greyem był (tak mówią). Sprawdźcie, czy Wasze stoły przypadkiem nie są "upierdolone", bo nie znacie dnia, ani godziny, wszak stojący na straży prawa i porządku tygodnik czuwa.




Obsługiwane przez usługę Blogger.