Złodziej na horyzoncie

by 30 marca
  Tak, wiem, miałam zrobić sobie długą przerwę i nie pisać. Wczoraj jednak wydarzyło się coś, co spowodowało, że muszę dać upust swym emocjom na blogu, bo inaczej będę chodziła wkurzona aż do Wielkanocy (albo i dłużej). Otóż moja mama została napadnięta, kiedy wracała z niedzielnego spaceru. Złodziej zaszedł ją od tyłu i wyrwał torebkę (prawie że z ręką), a potem błyskawicznie się ulotnił. Działo się to koło jedenastej rano i jakieś pięćdziesiąt metrów od naszego domu. Osiedle, gdzie mieszkają moi rodzice jest w miarę bezpieczne i takie rzeczy nigdy nie miały tam miejsca, zwłaszcza w biały dzień. A tu nagle pojawił się złodziejaszek i zaatakował znienacka moją mamę. Dużo nie udało mu się ukraść, ale pech chciał, że w torebce był dowód osobisty i gnojek zna teraz nasz adres zamieszkania.

  Mama nie należy do strachliwych kobiet i jak na swój wiek jest bardzo energiczna, lecz nie dała rady młodemu dryblasowi. Po dokonaniu przez niego kradzieży zaczęła krzyczeć, ile sił w płucach: "łapać złodzieja", ale nikt na jej wrzaski nie zareagował. Muszę przyznać, że to rozsierdziło mnie najbardziej, gdyż większość osób mieszkających w pobliżu zdarzenia dobrze zna moją mamę, więc mogło się trochę wysilić. Zero odzewu z ich strony było dosyć wymowne, choć jestem przekonana, że niektórzy kukali zza firanki i nawet jeśli nie widzieli ataku, to słyszeli później wydzierającą się mamę. Cóż, takie są teraz czasy, że każdy boi się o siebie i ma w dupie innych. Naprawdę ciężko było zapytać mamy, czy nie potrzebuje pomocy, lub zadzwonić na policję? Najwyraźniej...

  Ponad dwadzieścia lat temu na naszej ulicy grasował zboczeniec, który pokazywał to i owo małym dziewczynkom. Mama i trzy słusznej postury sąsiadki przyczaiły się na niego w klatce schodowej i tak okładły delikwenta miotłami, że wyniósł się jak niepyszny, głośno złorzecząc na "durne baby", które go zaatakowały. Interwencja policji nie była potrzebna, dzielne panie zostały ogłoszone lokalnymi bohaterkami, a pedofil więcej nie pojawił się w okolicy, widocznie jego plecy (i nie tylko) naprawdę ucierpiały. Dzisiaj zaś panuje znieczulica i porządni obywatele wolą się nie wychylać. Nie ma solidarności i koleżeńskiej współpracy, a na współczucie ludzi nie nie można liczyć. To bardzo przykre.

 Emigracja wiążę się z tym, że żyję w ustawicznym niepokoju o bliskich. Rodzice nie są najmłodsi i zwyczajnie się o nich martwię. Byłabym spokojniejsza, gdybym wiedziała, że otacza ich życzliwość, a nie obojętność. Mamie co prawda nic się nie stało, ale następnym razem może nie mieć takiego szczęścia. Uczuliłam ją na to, żeby w miarę możliwości nie wychodziła sama z domu i nie nosiła ze sobą większej gotówki. Mam nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy i rzezimieszek wkrótce zostanie złapany. Ulubionej torebki mamy odzyskać się nie da i jest to dla mnie niepowetowana strata. Bo wiecie, jestem maniczką torebek, szczególnie tych, które podarowałam. Co za parszywe czasy!


źródło

Wypalona

by 27 marca
źródło
 
  Od dłuższego czasu blogowanie nie sprawia mi radości. Owszem, nadal lubię pisać, ale czuję się wypalona.Wzięłam udział w dwóch fantastycznych projektach Klubu Polki na Obczyźnie, po czym zadałam sobie pytanie: "co dalej"? Kogo właściwie interesuje, co mam takiego do powiedzenia? Moje życie to nie gotowy scenariusz filmowy, ani nawet nie telenowela, tylko najzwyklejsza i mało porywająca codzienność. Jestem szczęśliwa i nie przeszkadza mi status kury domowej, niemniej czytelnicy pragną czegoś innego, niż zwierzeń zwyczajnej mamy i pani domu. A tego nie jestem w stanie im zapewnić...

  Jeszcze niedawno tworzyłam notki jak natchniona- miałam w folderach roboczych kilkanaście gotowych postów i siłą powstrzymywałam się od tego, aby nie publikować wpisów dzień po dniu. Słowa same spływały mi na wirtualny papier i czasem ich nie doganiałam, ponieważ tyle myśli kłębiło mi się w głowie. Wpisy starałam się dopieszczać i sprawdzałam wielokrotnie, czy są do rzeczy oraz wyłapywałam liczne niedociągnięcia. A teraz? Piszę bez emocji, dosyć sztampowo i machinalnie, jakbym czuła się do tego przymuszona. Zgubiłam sens blogowania i nie widzę wyjścia z tunelu...

  Do tego, aby pisać bloga trzeba mieć twardą skorupę i umieć przyjmować krytykę. Ja tego nie potrafię, przyznaję się bez bicia. Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkim nie dogodzę i zawsze znajdzie się malkotent, który zmiesza z błotem mój styl, lecz za bardzo to przeżywam. Kiedyś wspomniałam, że czuję się blogowo niespełniona i dostałam za to baty. A co w tym złego, że pragnęłam być doceniona, powiedzcie mi? Dzisiaj ten cały blogowy blichtr po prostu mi zwisa, bowiem zrozumiałam, że wcale o nim nie marzę. Gryzłam się taką pierdołą, choć w tej chwili chciałabym mieć podobny problem. Bo to o wiele prostsze od wypalenia...

  Dzięki blogowaniu udało mi się zagłuszyć tęsknotę za krajem, poznałam też grono wspaniałych osób, z którymi nawiązałam serdeczne relacje. Zadanie zostało wykonane, wiosna w pełni, więc spokojnie mogę poświęcić czas Gai. Mała nie opuszcza mnie na krok, często wychodzimy na plac zabaw i cieszę się z każdego postępu mojej Kluseczki. Razem się bawimy, Gaja uczy się polskiego i to mi daje prawdziwego kopa, a także motywację do życia. Pisanie bloga natomiast stało się przymusem i gdyby nie Myster Pi, już dawno by mnie tu nie było. Jego zapał i niezwykła wiara w możliwości żony pozwalają mi ciągnąć blogowy wózek, aczkolwiek z coraz większą niechęcią, niestety. Funkcja "delete" wydaje mi się wyłącznie wybawieniem. Dam sobie ostatnią szansę, a potem...będzie, co ma być. Wypaliłam się...

Smutek z Plotkarą Polki odwiedzają

by 25 marca

No i dotarliśmy, obudź się Smutku!
Czyżby wyprawa już doszła do skutku?

Jesteś jak zwykle rozczochrany
Uczesz się chociaż, bo mam wielkie plany!

A co chcesz robić, miła Plotkaro
Zwiedzać muzea o szóstej rano?

Nie, mój kochany, stworzyłam postulat!
Co powiedziałaś, masz dożyć do stu lat?

Mam zamiar pomóc innym owadom
Ażeby więcej nie nosiły dziadostw!

Złożyłam więc wniosek dwóch mądrych głów
O pięknym tytule "Równouprawnienie much"!

U mnie jest kiepsko z poprawną wymową
Wytłumacz mi jasno, kto jest drugą głową?

No jak to, na umysł ci padło dziś?
Moim wspólnikiem jest Karl LagerMiś!

Ale Plotkaro, to jawna podpucha
Na oko widać, że ja to nie mucha!

Cicho bądź Smutku, nic tu nie neguj
Twoja postura to marny szczegół!

Nieważne zabytki, góry czy wody
Będziemy odwiedzać słynne domy mody!

Coś ty tam znowu Plotkaro uknuła?
Przecież naszym celem jest port Genua!

Muszę zobaczyć stylowe ubrania
Chodź ze mną Smutku, do Dolce&Gabbana!

Tam pod pretestem akcji "Ciuch"
Zapytam czemu nie ubiera się much!

Bo widzisz Plotkaro, prawda jest krucha
Z ciebie jest tylko pospolita mucha.

Mój drogi Misiu, mam się czym chlubić
Ja jestem mucha z rodu Von Rubik!

Moją prababcią była Królowa
Przy niej Versace może się schować!

A na pokazach wciąż mi się kłania
Sama przesławna modelka Anja!

Ze mnie jest mucha całkiem fajowa
Zrobiłam się przez to trochę nerwowa

Lepiej zaparzę sobie miętę!
Ja to bym wolał makaron al dente!

Smutku nie marudź, ruszamy do boju
Chyba nie pójdziesz do Dolce w tym stroju?

Tam wszyscy są tacy faszion i trendy
Bardzo są dziwne te ich obrzędy!

Niezłą opowieść ześ tu zesnuła
Przez to przepadła nam Genua.

Nie mamy czasu na zwiedzanie
Zwłaszcza że marzy mi się spanie.

Nic nie rozumiesz, mój przyjacielu
We Włoszech jest stylistów wielu!

Wyrecytuję im me postulaty
I dojdą one nawet w zaświaty!

Nie będzie się much traktować jak bydła
Zaraz rozwinę moje skrzydła!

I wiem, jak wielka jest we mnie nadzieja
Bo się radziłam wróżbity Macieja!

Pośpiesz się Mucho, na nas już pora!
Gdy będę we Francji, polecę do Diora...

Bajki Tysiąca i Jednej Polki- Szmaragdowy Naszyjnik

by 22 marca
  Poniższy tekst powstał w ramach projektu "Bajki Tysiąca i Jednej Polki" Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości, by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.
  

  "Istnieje mapa bez krańców świata- są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.

  Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty Wielką Rafą Kolarową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. 

  Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy- nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze, mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał."

                                                   SZMARAGDOWY NASZYJNIK

-Obudź się Alu, coś tu szeleści!

-To pewnie mapa, ale gdzie ona się podziała?

-Jest tutaj...świeci się!

-Zobacz, światełka układają się w jakieś słowa.

-Czekaj, przeczytam. O raju, tam jest napisane: POMOCY!

-Szybko, musimy się zbierać, wskakuj na mapę!

-Teraz? Przecież jest środek nocy. Co powie mama, gdy rano nas nie zobaczy?

-Wrócimy przed świtem, nie martw się. Na mapę czas nie działa.

  Dziewczynki usiadły na mapie i wyruszyły w drogę. Po chwili były już na miejscu, ale tym razem odrobinę się przeraziły. Znalazły się bowiem na malutkiej łódce, która dryfowała spokojnie po nieco wzburzonym morzu.


-Co to ma znaczyć- zapytała Ala- i komu mamy pomóc, przecież nikogo tutaj nie ma!

-W porządku- odpowiedział męski głos, wydobywający się jakby spod łódki- zaraz wam wszystko wytłumaczę. Przedtem jednak muszę się dowiedzieć, czy jesteście na tyle odważne, by wykonać trudne zadanie.

-Pewnie, że jesteśmy- wykrzyknęła Karina- co mamy zrobić?

-Na moje "trzy" wskoczycie do wody i o nic więcej nie pytajcie.Wyjaśnię wam później, a teraz zaczynam liczyć. Uwaga: raz, dwa, trzy...

  Nie zastanawiając się ani sekundy, siostry chwyciły się za ręce i skoczyły do morza niczym profesjonalne pływaczki. Będąc już pod wodą, spojrzały na siebie i aż otworzyły buzie ze zdumienia! Jak to możliwe, że były całkiem suche?

-Karina- wyszeptała Ala- doskonale cię widzę, w twoich oczach odbija się moja twarz.

-Ja też- uśmiechnęła się Karina- a poza tym rozmawiamy i oddychamy. To czary, mówię ci!

-Wynurzcie się na powierzchnię- przerwał dziewczynkom tajemniczy głos- przeszłyście test śpiewająco.

  Dziewczynki wróciły na łódkę i zaskoczone zauważyły, że nie są same. Naprzeciwko nich siedział młody, cudacznie ubrany człowiek, a w ręku trzymał połyskujące korale.

-Kim jesteś?- zapytała Ala. Nie czuła strachu, ponieważ wiedziała, że to on przemawiał z oddali.

-Mam na imię Juan i od trzystu lat szukam kogoś, kto pomoże mi wydostać ukochaną z głębin. Przez przypadek odkryłem, że mapa, którą posiadacie, ma magiczną moc i udało mi się was tutaj wezwać. Tylko wy możecie odwrócić klątwę Szmaragdowego Naszyjnika i spowodować, że znów będę...szczęśliwy.

  W głowach dziewczynek zaczęły się kłębić setki pytań. Trzysta lat, klątwa, Szmaragdowy Naszyjnik... Czy to się działo naprawdę?

-Dlaczego właśnie my- spytała nieznajomego Karina- nie jesteśmy pełnoletnie, nie umiemy za dużo, więc jak mamy ci pomóc?

-Mylicie się! Posiadacie wielką siłę, z której nie zdajecie sobie sprawy, to jest siłę serca. Dorośli nie potrafią oprzeć się urokowi Szmaragdowego Naszyjnika i patrzą na niego jak na bezcenną zdobycz, zaś wy wzięłyście go za zwyczajne korale.

-Czytasz w naszych myślach?

-Nie do końca. Mogę wedrzeć się do waszej duszy tylko wtedy, gdy patrzycie na naszyjnik.

-Faktycznie masz trzysta lat?- wypaliła Ala- Czemu się nie starzejesz?

-To długa historia i opowie wam o niej Smutna Księżniczka. Za chwilę popłyniecie na samo dno morza. Tam w Perłowej Komnacie uwięziona jest moja ukochana niewiasta. Jedna z was musi założyć Szmaragdowy Naszyjnik, natomiast zadaniem drugiej będzie chronienie siostry przed piękną Elisabeth. Nie możecie dopuścić do tego, by ukradła wam naszyjnik, ani tym bardziej dobrowolnie go jej oddać. Jeśli tak się stanie i Smutna Księżniczka dotknie szmaragdów, wrócicie spokojnie do domu, a ja... będę czekał na wsparcie przez następne sto lat. A teraz zdecydujcie, która z was zaopiekuje się Szmaragdowym Naszyjnikiem.

-Ja- dziarsko stanęła przed Juanem Karina- daj mi go!

-Dobrze! A ty- zwrócił się Juan do Ali- nie pozwól księżniczce omotać siostry. Proszę, oto Szmaragdowy Naszyjnik.

  "Waży chyba tonę"- pomyślała Karina, lecz gdy założyła go na szyję, wcale tego nie poczuła. Był lekki jak piórko, ciepły w dotyku i mienił się różnymi odcieniami.

-Pasuje- stwierdził z ulgą Juan- gotowe do drogi?

-Oczywiście- odpowiedziała Ala- gdzie dokładnie jest ta komnata?

-Tym się nie przejmuj, moi przyjaciele was tam zawiodą. Liczę na was, dzielne siostry! Do zobaczenia!

-Do zobaczenia, Juanie- zawołały Karina z Alą i ponownie wskoczyły do wody.

  Podwodna podróż okazała się fascynująca. Dziewczynki płynęły, beztrosko rozmawiając i pozdrawiając przepływające obok nich ssaki morskie. Nagle ujrzały przed sobą syreny, które pomachały im radośnie i zaprosiły do swego grona.

-Popłyniecie z nami- powiedziała śpiewająco jedna z nich- a później opiekę nad wami przejmie inny przewodnik.

-A kto nim będzie?- odważyła się zapytać Karina- Potwór?

-Nie, moja kochana- zaszczebiotała zielonowłosa syrena- dalej poprowadzi was rekin.

  Karina nie zdążyła zareagować, bo zauważyła płynącego ku niej i Ali rekina. Dziewczyny zamarły, spodziewając się najgorszego, ale rekin tylko mrugnął im porozumiewawczo i roześmiał się szeroko.

-Wskakujcie na mnie- powiedział- będzie szybciej.

-Nie zjesz nas?-  krzyknęła Ala, a z jej ust wydobyły się bąble, układające się w wyraz: "wow".

-Mowy nie ma- uspokoił ją rekin- jestem weganem. Trzymajcie się mocno!


 Minęło kilka minut, po czym dziewczynki pożegnały się z rekinem i wsiadły na grzbiet ogromnego konika morskiego, który okazał się wielkim gadułą. Zabawiał ich rozmową, opowiadał rozmaite anegdotki na temat życia morskiego i narzekał na piratów. Kiedy dopłynęli na miejsce, na dnie morza czekało na dziewczyny stado ośmiornic.

-Nie przejmujcie się nimi- powiedział konik morski- groźnie wyglądają, ale nie zrobią wam krzywdy. No to żegnajcie, miłe siostrzyczki, zawsze jestem do waszej dyspozycji.

 Ośmiornice umilały sobie czas, grając w Monopol. Ich przywódczyni powitała dziewczynki i nakazała podwładnym się usunąć. Gdy to zrobiły, przed Kariną i Alą otworzyły się niezwykłe drzwi. Były całe ze złota i spływały po nich rzęsiste krople.

-To łzy Smutnej Księżniczki- wytłumaczyła ośmiornica- płacze nieprzerwanie od trzystu lat. Wejdzcie do niej, może się ucieszy.

-Idziemy- zadecydowała Ala- cześć, ośmiornice!

  Siostry przekroczyły próg potężnych drzwi i ruszyły przed siebie. Znalazły się w pokoju wypełnionym szafirami, rubinami i innymi cudnymi klejnotami, a jego ściany pokryte były perłami.

-Perłowa Komnata- wyszeptała zachwycona Karina- jest zjawiskowa!

  Na środku komnaty królował wspaniały tron. Siedziała na nim przepiękna dziewczyna. Miała długie blond włosy i fiołkowe oczy, a jej bladoniebieska suknia idealnie współgrała z subtelną urodą księżniczki. Tylko jej spojrzenie nie pasowało do reszty, ponieważ było przepełnione smutkiem.

-Witaj, Smutna Księżniczko, przybyłyśmy tutaj, by cię uratować- przywitała ją Ala.

  Księżniczka jej jednak nie słuchała, gdyż jak urzeczona wpatrywała się w Szmaragdowy Naszyjnik, który wisiał na szyi Kariny.

-Skąd go masz?- zapytała- Nie powinnaś go nosić, jest mój!

  Chciała podejść do Kariny i odebrać jej naszyjnik, lecz Ala stanęła między nimi.

-Nie możesz tego zrobić Elisabeth, nie pozwolę ci na to!

  Smutna Księżniczka rozpłakała się. Płakała i płakała, a dziewczyny spoglądały na nią przerażone. Po kilkunastu minutach Karina zrozumiała, że musi oddać naszyjnik księżniczce, bo inaczej ta nie przestanie płakać. Popatrzyła na siostrę, która miała zamknięte oczy i wszystko wskazywało na to, że zasnęła. Karina zapomniała więc o przestrodze Juana i powoli ściągała naszyjnik, a Smutna Księżniczka już wyciągała po niego rękę, gdy...obudziła się Ala.

-Nie waż się go dotykać! Karina, ona specjalnie płacze, chciała nas urzec i prawie jej się to udało. Przyrzekłyśmy Juanowi, że go nie dostanie i dotrzymamy obietnicy.

-Juanowi- ocknęła się księżniczka- mojemu księciu Juanowi? To on tu jest?

-Jest- odpowiedziała Ala- czeka na ciebie od trzystu lat! Jak się tutaj znalazłaś?

-Opętało mnie pragnienie posiadania Szmaragdowego Naszyjnika. Jego właścicielką była stara i bardzo majętna dama. Zaklinałam ją, aby mi go sprzedała, ale nie chciała się zgodzić. Powiedziała mi, że naszyjnik po jej śmierci zostanie przekazany jako eksponat do miejsca, które wy, ludzie współcześni nazywacie muzeum. Nie mogłam na to pozwolić. Poprosiłam narzeczonego, żeby zdobył dla mnie naszyjnik. Juan był szlachetnym mężczyzną i w jego naturze nie leżały niecne występki, lecz miłość do mnie była silniejsza. Zakradł się do dworu starej damy i podstępem odebrał jej Szmaragdowy Naszyjnik. Wtedy rzuciła na niego klątwę, a jej czary spowodowały, że przeniosłam się tutaj. "Czy stąd wyjdziesz, to zależy tylko od ciebie. Nie podpowiem ci, co masz zrobić, musisz sama do tego dojść"- usłyszałam od niej. Nigdy więcej nie zobaczyłam już mojego Juana, ale brak Szmaragdowego Naszyjnika tak samo mi doskwierał.

-I nadal go pragniesz?- spytała Ala, która zaczęła rozumieć, na czym polegał podstęp starej damy.

-Tak! To mój skarb, dzięki niemu będę jeszcze piękniejsza!

-Ale nie najszczęśliwsza! Marnujesz życie przebywając w Perłowej Komnacie i marząc o tym starym naszyjniku. Co ci to da? Na zewnątrz ktoś na ciebie czeka i to od wieków. Juan cię kocha, a ty wolisz klejnot, który uczynił cię niewolnicą. Ile łez już wylałaś, księżniczko?

  Elisabeth spojrzała najpierw na Alę, po czym jej wzrok zatrzymał się na Karinie.

-Chcesz go dla siebie?

-Nie- odpowiedziała młodsza z sióstr- ten naszyjnik nic dla mnie nie znaczy.

-Dzięki niemu możesz być bogata.

-Ja jestem bogata! Mam kochającą rodzinę i przyjaciół, najukochańszą siostrę, mogę patrzeć w niebo, liczyć gniazdy, spoglądać na księżyc. Jestem wolna, księżniczko!

-Pomóżcie mi uciec z Perłowej Komnaty, chcę wrócić do Juana.

  Ala wraz z Kariną popatrzyły na siebie. Karina podeszła do Smutnej Księżniczki i zdjęła Szmaragdowy Naszyjnik.

-Masz- powiedziała- weź go sobie, jest twój.

  Elisabeth wyciągnęła rękę, by pochwycić naszyjnik, lecz...ręka zatrzymała się w powietrzu i nie była w stanie dotknąć Szmaragdowego Naszyjnika. Smutna Księżniczka kolejny raz zaczęła płakać, jednak tym razem jej płacz był prawdziwy. Zrozumiała bowiem, że to chore pragnienie zamknęło ją na wieki w Perłowej Komnacie, a przez swą głupotę zaprzepaściła szansę na miłość. Szmaragdowy Naszyjnik nic dla niej nie znaczył, wreszcie to do niej dotarło.


-Nie chcę go!- wykrzyknęła rozpaczliwie.

  W tym momencie stało się coś dziwnego. Szmaragdowy Naszyjnik znikł, Perłowa Komnata zaczęła się rozpadać perła po perle, a dziewczyny razem z księżniczką nieoczekiwanie znalazły się na łące, wokół której unosiła się niezwykła poświata. W ich kierunku szedł majestatycznym krokiem książę Juan, a gdy się zbliżył, Elisabeth wyszeptała:

-Juanie, wybacz mi, już więcej cię nie zawiodę!

  Książę ucałował jej rękę, po czym uklęknął przed onieśmielonymi siostrami:

-Jestem wam dozgonnie wdzięczny! Wskazałyście księżniczce właściwą drogę, nikt przed wami tego nie dokonał.

-Co się stało z naszyjnikiem?- zapytała Ala.

-Jest tam, gdzie być powinien, a klątwa przestała działać.

-Co teraz z wami będzie- zaniepokoiła się Karina- zostaniecie w naszym świecie? Tutaj jest fajnie, odkryjecie rzeczy, których nie było jeszcze w waszych czasach.

-Nie, moja droga- uśmiechnął się łagodnie książę Juan- wasz świat jest dla nas niezrozumiały i czujemy się w nim obco. Wrócimy do naszego życia sprzed trzystu laty i zaczniemy wszystko od początku.

-Dziękuję wam z całego serca- odezwała się Elisabeth- Nigdy o was nie zapomnimy!

  Książę Juan i Elisabeth ostatni raz pokłonili się siostrom. Tajemnicza łuna zamigotała i zamieniła się w ogromne wrota. Dziewczyny zdołały dostrzec ręce unoszące się w geście pozdrowienia i książę wraz z ukochaną odeszli. Wrota zamknęły się za nimi.

*********************************************************************************

-Alu, obudź się, miałam niesamowity sen!

-Czyżby śnił ci się książę Juan i Smutna Księżniczka?

-A skąd o tym wiesz?

-Też o nich śniłam, widocznie ktoś chciał zrobić nam niespodziankę i zaczarował nas nocą.

-Szkoda, że to był tyłko sen.

-No właś...

  Karina nie dokończyła, gdyż jej wzrok padł na przedmiot leżący na biurku. Był nim duży naszyjnik ze szmaragdów, a obok niego znajdował się list. Ala błyskawicznie rozerwała kopertę i przeczytała na głos te oto słowa:

"Zasłużyłyście na nagrodę
  Szmaragdowy Naszyjnik należy do was!"
             Książę Asturii Juan

-I co z nim zrobimy?- zastanowiła się Karina.

-Dobrze wiesz- odpowiedziała siostra- spełnimy wolę starej damy.

I tym sposobem Szmaragdowy Naszyjnik znalazł się w muzeum!

KONIEC

Share Week 2015

by 16 marca
  Kilka tygodni temu temu na jednym z fanpege jego autorka zadała pytanie: "Jakie interesujące blogi czytacie?". Z lekkim zażenowaniem zauważyłam, że większość odpowiadających bez żadnych skrupułów poleciła siebie. Kurka wodna ludziska, czy naprawdę tak trudno jest zareklamować konkurencję? Ja nie mam z tym problemów, bo nie rywalizuję z innymi blogami, a te, do których zaglądam, zawsze z chęcią rekomenduję. Dlatego gdy przeczytałam o czwartej odsłonie zabawy Share Week, nie wahałam się ani chwili i postanowiłam wziąć w niej udział.

  Akcję wymyślił Andrzej Tucholski z jestkultura.pl. Jeśli o niej słyszeliście, na pewno wiecie, na czym polega, a jeśli nie, biegnijcie do Tucholskiego, tam autor wszystko zgrabnie wyjaśnił. Gwoli ścisłości pokrótce dodam, że typuje się trzy blogi, które uważa się za inspirujące i uzasadnia się swój wybór. Sama przyjemność, prawda? 


  Gdybym mogła, wymieniłabym cały blogroll, niemniej zasady są jasne. Pozdrawiam więc licznych blogowych znajomych i przedstawiam blogi, z którymi ostatnio jest mi wyjątkowo po drodze. Oto moje polecenia:




  Blog Gosi czytam regularnie, a każdy post utwierdza mnie w przekonaniu, że ma on to magiczne "coś". Autorka porusza wiele tematów, przede wszystkim rodzicielskich, a  jej wpisy czyta się jednym tchem. U Antyterrorystki nie znajdziecie zdjęć córki i wystrzałowych szablonów, ale za to fantastyczną i godną uwagi treść. Często jednak odnoszę wrażenie, że Gosia nie dostrzega swojego potencjału i zbyt nisko się ocenia. Mam nadzieję, że rozwinie blogowe skrzydła, bo na to zasługuje. To wspaniała, skromna, oraz skora do pomocy dziewczyna i życzę jej jak najlepiej!




  Blog Kasi poznałam dzięki Antyterrorystce, no i przepadłam! Pisany jest pięknym jezykiem, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, bowiem autorka jest pisarką. Cenię ją nie tylko za dobre pióro i talent, ale również za to, że po prostu szanuje swoich czytelników. Wobec Kasi nie można przejść obojętnie, a jej blog jest dla mnie niepowtarzalny. Patrząc zaś na jej zdjęcia, jestem przekonana, że bez problemu mogłaby zostać blogerką modową. W oczekiwaniu na nową książkę Kasi, zapraszam Was do świata Matki na Szczycie!


3. Muffin Case



  To jeden z nielicznych blogów "lajfstajlowych", które czytam. Autorka bloga jest nietuzinkową osobą, a jej styl pisania bardzo mi odpowiada. Na jej filmowe wpisy czekam z niecierpliwością, aczkolwiek reszta podejmowanych przez nią spraw także jest mi bliska. Sara ma zdrowe podejście do blogowania i twardo stąpa po wirtualnym świecie, mimo że to wrażliwa dziewczyna. Moim zdaniem blog "Muffinki" jest niedoceniony i fajnie by było, gdyby się wybiła. Zasługuje na to bez dwóch zdań. Powodzenia, Saro!

Męża urojenia, żony podejrzenia

by 13 marca
 Myster Pi chyba zapatrzył się w Maradonę! Wczoraj pojawił się w domu opuchnięty, a ja od razu nabrałam podejrzeń. No bo tak:

-jeśli wstrzyknął sobie botoks, na bank to oznacza, że zawróciła mu w głowie jakaś małolata i chce się dla niej na siłę odmłodzić

-a może całował się gdzieś nad morzem o wieczorowej porze, co prowadzi do tego, że to nie ze mną się tam obściskiwał

-ostatnio kupił mi parę drobiazgów (a rzadko kiedy to robi), w tym śliczną sukienkę, która za bardzo opinała się w biuście, czyli, powiedzmy to wprost, była przeznaczona dla tamtej, ale widocznie się jej nie spodobała

  Wszystko jasne, prawda? Skromny, cichy, poważny i (rzekomo) nie zwracający uwagi na inne kobiety Myster Pi ma kochankę! Niecałe trzy lata po ślubie znudziła mu się wierna żona i zaczął szukać uniesień poza małżeństwem, to niebywałe! Jak mógł mi to zrobić, przecież tyle dla niego poświęciłam, a on okazał się typowym Włochem. Postanowiłam zadzwonić z pretensjami do teściowej i wyrzucić jej, że nie wychowała dobrze synalka, lecz na przeszkodzie stanął mi właśnie Myster Pi:

-Czyś ty oszalała? Nie mam żadnej baby! Jak chcesz, to zadzwoń do mojej mamy, a pojawi się tu jutro i nie opuści nas przynajmniej przez miesiąc.

  O tym nie pomyślałam. Nadgorliwa teściowa w domu jest gorsza od niejednego kataklizmu, chociaż na pewno pomogłaby mi dojść do prawdy. Wolę jednak mieć spokój, a że nie brak mi przebiegłości i tak się dowiem, co wyczynia Myster Pi. Zaatakowałam go ponownie:

-Skąd zatem się wzięły te twoje obrzmiałe usta? Tylko nie wmawiaj mi bzdur, że osa cię użądliła, bo i tak w to nie uwierzę!

-Przez pomyłkę w pracy wypiłem kawę z kubka kolegi i zaraz potem to coś mi wyskoczyło. Poza tobą nie interesuje mnie żadna kobieta, kiedy to w końcu do ciebie dotrze?

  Fakt, Myster Pi to nie Casanova i inne kobiety są mu najzupełniej obojętne, co dosyć mnie dziwi. Wytłumaczenie, którym mnie uraczył, niby trzyma się kupy (raczej kubka), aczkolwiek jest zbyt pospolite. Mógłby się mężuś wysilić i powiedzieć, że dostał w mordę, ponieważ ktoś mnie znieważył, wobec tego walczył w obronie dobrego imienia żony, wtedy byłabym zachwycona. Nie omieszkałam mu tego wypomnieć, na co Myster Pi zareagował tak:

-Masz wybujałą fantazję, wykorzystaj ją lepiej na blogu.

No więc wykorzystałam.



P.S. Myster Pi skarży się, że mało go tutaj. Niech ma!





Piętno otyłości

by 09 marca
  Byłam grubym dzieckiem. Staram się nie myśleć o szkolnych czasach, bowiem nadal, pomimo upływu lat, ciężko mi się wspomina ten piękny wiek niewinności. Niekiedy jednak bywa tak, że przeszłość sama do mnie wraca i daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy rany otwierają się na nowo, a ja czuję się znowu małą dziewczynką, która doznawała samych upokorzeń i nie wiedziała, co to szczęśliwa młodość.

  Tym razem zmory dzieciństwa dopadły mnie nieoczekiwanie w Lidlu, gdzie stałam w długiej kolejce do kasy, nudząc się przy tym niemiłosiernie. W pewnym momencie doszła do mych uszu rozmowa pomiędzy matką, a jej kilkuletnią córeczką:

-Mamo, kup mi czekoladę, proszę cię.

-Nie, nie kupię, daj mi święty spokój!

-Ale mamo, ja tak lubię czekoladę.

-Nie kupię ci i już! Przypatrz się tej dziewczynce- lubi jeść słodycze, więc jest gruba i brzydka. Ty za niedługo też taka będziesz.

  Dziewczynka, którą "miła" mamusia podała za niechlubny wzór, niestety to usłyszała i z głośnym płaczem wybiegła ze sklepu. Wówczas nie wytrzymałam i zwróciłam się do kobiety, nie owijając w bawełnę:

-Nie wstyd pani, że doprowadziła dziecko do łez? Ładny przykład daje pani córce!

-Co się pani oburza, ta dziewczynka na pewno jest przyzwyczajona do takiego traktowania.

-Ta dziewczynka i tak ma w życiu pod górkę, a pani jest dorosłą osobą i nie powinna jej publicznie obrażać.

  Do kobiety chyba coś dotarło, bo mocno się zarumieniła i bąknęła pod nosem, że nie chciała tej małej urazić. Dlaczego ludzie mają wyrzuty sumienia zawsze dopiero po fakcie? Do obelg nie można się przyzwyczaić, nawet jeśli się je słyszy nieprzerwanie przez całą podstawówkę czy gimnazjum. Niezmiennie bolą tak samo, a każdy wyraz "gruba" tnie niczym brzytwa i zostawia trwały ślad w zakamarkach duszy.

  Znieważając dziewczynkę w obecności córeczki, matka tym samym dała jej prawo do tego, by również tak postępowała. Często się mówi, że dzieci potrafią być okrutne, lecz zastanówmy się, kto jest tego przyczyną? Przede wszystkim rodzice, ponieważ maluchy naśladują ich zachowania, a dokuczanie rówieśnikom traktują jako dobrą zabawę. Skoro pozwala na to mama, to przecież nie ma w tym nic złego. Dawno temu jedna z sąsiadek, patrząc na mnie triumfalnie, powiedziała do mojej mamy takie słowa:

-Czemu nie odchudzisz pannicy? Wszak bycie grubym to obciach.

  Nie, droga eks sąsiadko! Obciachem jest nabijanie się ze słabszych i podcinanie im skrzydeł. Obciachem jest to, że wytyka się komuś wady, ale swoich się nie zauważa. Obciachem jest to, że świadomie rani się uczucia wrażliwej dziewczyny i czerpie się z tego chorą satysfakcję. Obciachem jest to, że latając codziennie do Kościoła, wciąż się nie rozumie, na czym tak naprawdę polega wiara.

  Zamierzam nauczyć Gaję szacunku dla ludzi, niezależnie od tego, kim są, co robią, ile ważą i jaki mają kolor skóry. Będę jej wpajać, że nie należy się wyśmiewać z kolegów, tylko pomóc im w razie potrzeby i obronić przed okrucieństwem ze strony innych dzieciaków. Grubszy nie znaczy gorszy, piegowaty nie znaczy paskudny, a rudy nie znaczy szpetny. Gdyby pamiętali o tym dorośli, nie byłoby tyle małoletnich dramatów. Wszędzie się trąbi na temat tolerancji, empatii i akceptacji dla odmienności, lecz śmiem twierdzić, że to zaledwie puste slogany, a człowieczeństwo coraz bardziej schodzi na psy.

  Byłam grubym dzieckiem, jestem dojrzałą, mentalną grubaską...

Dolce vita według Polki

by 05 marca
  Dobra, przyznam się! Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie moja blogowa koleżanka i poniekąd towarzyszka emigracyjnej "niedoli"- Ewa. Przeczytałam jej świetny wpis o tym, co każdy wybierający się do Włoch turysta wiedzieć powinien i pomyślałam sobie, że czas zmierzyć się z podobnym tematem. Nie będę go jednak powielać całkowicie, tylko przedstawię własną wizję Italii z perspektywy prawie czterech lat pobytu w tym kraju. Oto jedyny w swoim niebanalnym (akurat) rodzaju Alfabet Tułaczki:

A jak Amore- gdyby nie miłość, nie byłoby mnie tutaj. Każdy Włoch na sto sposobów potrafi powiedzieć "ti amo", ale w większości przypadków to raczej bajer, niż prawdziwe wyznanie.

B jak bidet- w porządnej włoskiej łazience bez bidetu ani rusz! Osobiście nie korzystam z tego urządzenia, co więcej, śmieszy mnie do tego stopnia, że Myster Pi czuje się mocno urażony moim niefrasobliwym podejściem. Nie zauważyłam jednak, by szanowny mąż był amatorem mycia w bidecie, ponieważ często zarasta on kurzem (rzecz jasna bidet, nie Myster Pi).

C jak całuski- we Włoszech mężczyźni całują się na przywitanie (lub pożegnanie) między sobą i nikogo to nie szokuje. Mnie również nie, choć na początku drwiłam z tych nieco dziwacznych obyczajów. Wyobrażałam sobie przy tym miny mojego ojca lub brata, zmuszonych pocałować jakiegoś kumpla. Po ich trupie!

D jak drożyzna- życie we Włoszech do tanich nie należy i większość przyjemności musimy sobie odmawiać. Myster Pi twierdzi, że dzieje się tak odkąd w obieg weszło...

E jak euro- ...bowiem opłaty i ceny wzrosły podwójnie, a pensje zostały na poziomie lira. Stąd też wziął się kryzys, który cały czas daje się społeczeństwu we znaki. Wniosek z tego jeden- strzeżcie się euro!

F jak Francuzi- Włosi nie przepadają za Francuzami i vice versa. Stale konkurują o to, które sery są lepsze, wina sławniejsze, jakie kino jest ambitniejsze, domy mody bardziej prestiżowe, kobiety piękniejsze i co tam jeszcze.

G jak Genua- miasto, które kocham i nienawidzę zarazem.

H jak hałas- już się do niego przyzwyczaiłam, aczkolwiek miałam z tym ciężką przeprawę, bo krzyki wszędzie, gdzie się da, wyprowadzały mnie z równowagi. Zdaniem Mystera Pi pretensje żony to nic innego, jak wiele hałasu o nic...

I jak imię- Myster Pi imię dostał po dziadku, jego siostra po babci, więc gdy urodziła się Gaja, cała rodzina była przekonana, że nazwiemy małą Lucia. Podążyliśmy inną drogą i wybraliśmy imię, które najbardziej nam przypadłu do gustu, ku wielkiej obrazie majestatu niektórych członków familii.

J jak jabol- czyli słynne wino teścia. Może się nie znam, ale skojarzyło mi się ono z tanim polskim winem.

K jak kapusta kiszona- albo prędzej jej brak. We Włoszech kapusty nikt nie kisi i daremnie szukać jej po targach. To samo tyczy się ogórków kiszonych, co bardzo mnie smuci. No bo jak żyć bez tych delicji, powiedzcie mi?

L jak lasania- która nigdy mi nie wychodzi, mimo że staram się, jak mogę. Moja teściowa zawiesiła poprzeczkę tak wysoko, że nie dam rady jej dorównać. Ja tam mogę lasanii nie jeść wcale, ale pech chce, że Myster Pi za nią przepada.

Ł jak łatwość- nawiązywania kontaktów. To niesłychanie towarzyski naród, lubujący się w co drugiej cudzoziemce.

M jak mimoza- kwiat mimozy wręcza się kobietom w Dzień Kobiet, chociaż ja uczuliłam Mystera Pi, by dał sobie z tym spokój. Intensywny zapach mimozy powoduje u mnie mdłości i nic na to nie poradzę.

N jak nostalgia- niezmiennie ją odczuwam, chociaż potrafię ją ujarzmić.

O jak oliwa- roboty teścia. Gdyby produkował ją hurtowo, byłby milionerem.

P jak panika- Myster Pi jest mistrzem panikowania i nawet największa głupota w jego oczach urasta do rangii dramatu w jednym akcie. Nie różni się zbytnio od swoich rodaków, którzy gen histeryzowania mają we krwi.

R jak Rai- niby publiczna telewizja, a nadawane filmy są przerywane reklamami. U Mystera Pi Rai od dawna jest na cenzurowanym i wreszcie zaczynam rozumieć, czemu tak jest.

S jak Sardynia- wyspa mojego męża. Mam wielką nadzieję, że kiedyś tam zamieszkamy.

T jak tiramisu- najsłynniejszy włoski deser. Kto nie jadł, musi go koniecznie spróbować. Nazwa tiramisu wzięła się z połączenia słów : tira mi su, to jest: podnieś mnie do góry. Swe zadanie deser spełnia w stu procentach!

U jak upały- bywają nieznośne i często trudno wytrzymać maraton wysokich temperatur, lecz ja je po prostu kocham!

W jak woda- w tym roku planujemy wypady nad morze i już nie zamierzam się gryźć tym, że mam parę kilogramów za dużo, co to, to nie!

Z jak zanzara- za niedługo zacznie się sezon na komary, które skutecznie potrafią mi uprzykrzyć życie. Niedawno stworzyłam na blogu sensacyjną opowieść o żabie, a za niedługo przyjdzie chyba czas na "Odę do komara". Włoskie gadziny spędzają mi bowiem sen z powiek.

Odwołane marzenia

by 02 marca
  Moja wiara w ludzi po raz kolejny została nadszarpnięta. Akcja "Bolek i Lolek wśród Polek" jeszcze na dobre się nie rozkręciła, a już musiała się zakończyć, ponieważ ktoś dopatrzył się w niej nieczystych intencji. Spadkobierczyni praw do postaci Bolka i Lolka, powołując się na przeróżne paragrafy oraz strasząc sądem autorkę akcji, kategorycznie sprzeciwiła się temu, żeby zabawa była kontynuowana.

  Nie znam się na prawie autorskim (na żadnym innym zresztą też nie), zatem nie zamierzam z siebie robić następnej przemądrzałej ekspertki-amatorki od wszystkiego. Niemniej jednak wydaje mi się, że zainspirowanie się sylwetkami z bajki i stworzenie na ich podstawie szydełkowych maskotek nie jest kradzieżą, ani przestępstwem. Nikt nie wykorzystał wizerunku chłopców do materialnych celów, nikomu do głowy nie przyszło, że podróż Bolka i Lolka po świecie może być nielegalna, więc dlatego nie zasięgnięto porady prawnika. Piękna inicjatywa, która miała pomóc konkretnemu człowiekowi, przerodziła się w polskie piekiełko, ku ogólnemu rozczarowaniu członkiń klubu. To bardzo smutne i dołujące.

  Do mnie Bolek i Lolek na szczęście przyjechali. Bawiłam się świetnie, latając z nimi po Genui, a później tworząc relację z ich pobytu i nie spodziewałam się, że mogło to być niezgodne z prawem. Być może niektórym osobom pomysł wydawał się porojony i uśmiechali się pod nosem z wariatek fotografujących maskotki na tle zabytków, wszakże zapewniam, że warto było. Na emigracji każde dotknięcie polskości jest niezwykle cenne, a kiedy ma się w ręku symbol krajowej animacji, czuje się podwójną moc. Wielka szkoda, że szlachetne przedsięwzięcie runęło w okamgnieniu, chociaż prawdę mówiąc, nie do końca tak się stało. Bolka i Lolka zastąpi bowiem inna pocieszna para, ale na razie o tym cicho sza!

  Od dzisiaj natomiast Klub Polki na Obczyźnie zaprasza na nowy projekt, czyli Bajki Tysiąca i Jednej Polki. Idea dedykowana jest siostrom z Poznania- Karince i Ali, które dzięki tej zabawie (mam nadzieję) przeżyją niesamowitą i pełną napięcia przygodę.





  Cykl jest nie lada wyzwaniem, przynajmniej dla mnie, jako że nigdy nie napisałam żadnej bajki. Postaram się nie zawieść oczekiwań i stworzyć interesującą opowieść, aczkolwiek przyznam, że trochę się stresuję. Jeśli Was ciekawi, co tym razem zmajstruję, musicie uzbroić się w cierpliwość, gdyż dopiero pod koniec marca opublikuję moją bajeczkę. A na klubowym blogu już teraz możecie znaleźć pierwszy (naprawdę fantastyczny) rozdział książki. Gorąco polecam!

Więcej szczegółów na temat projektu znajdziecie tutaj:

Klub Polki na Obczyźnie




Obsługiwane przez usługę Blogger.