Dolce vita według Polki

  Dobra, przyznam się! Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie moja blogowa koleżanka i poniekąd towarzyszka emigracyjnej "niedoli"- Ewa. Przeczytałam jej świetny wpis o tym, co każdy wybierający się do Włoch turysta wiedzieć powinien i pomyślałam sobie, że czas zmierzyć się z podobnym tematem. Nie będę go jednak powielać całkowicie, tylko przedstawię własną wizję Italii z perspektywy prawie czterech lat pobytu w tym kraju. Oto jedyny w swoim niebanalnym (akurat) rodzaju Alfabet Tułaczki:

A jak Amore- gdyby nie miłość, nie byłoby mnie tutaj. Każdy Włoch na sto sposobów potrafi powiedzieć "ti amo", ale w większości przypadków to raczej bajer, niż prawdziwe wyznanie.

B jak bidet- w porządnej włoskiej łazience bez bidetu ani rusz! Osobiście nie korzystam z tego urządzenia, co więcej, śmieszy mnie do tego stopnia, że Myster Pi czuje się mocno urażony moim niefrasobliwym podejściem. Nie zauważyłam jednak, by szanowny mąż był amatorem mycia w bidecie, ponieważ często zarasta on kurzem (rzecz jasna bidet, nie Myster Pi).

C jak całuski- we Włoszech mężczyźni całują się na przywitanie (lub pożegnanie) między sobą i nikogo to nie szokuje. Mnie również nie, choć na początku drwiłam z tych nieco dziwacznych obyczajów. Wyobrażałam sobie przy tym miny mojego ojca lub brata, zmuszonych pocałować jakiegoś kumpla. Po ich trupie!

D jak drożyzna- życie we Włoszech do tanich nie należy i większość przyjemności musimy sobie odmawiać. Myster Pi twierdzi, że dzieje się tak odkąd w obieg weszło...

E jak euro- ...bowiem opłaty i ceny wzrosły podwójnie, a pensje zostały na poziomie lira. Stąd też wziął się kryzys, który cały czas daje się społeczeństwu we znaki. Wniosek z tego jeden- strzeżcie się euro!

F jak Francuzi- Włosi nie przepadają za Francuzami i vice versa. Stale konkurują o to, które sery są lepsze, wina sławniejsze, jakie kino jest ambitniejsze, domy mody bardziej prestiżowe, kobiety piękniejsze i co tam jeszcze.

G jak Genua- miasto, które kocham i nienawidzę zarazem.

H jak hałas- już się do niego przyzwyczaiłam, aczkolwiek miałam z tym ciężką przeprawę, bo krzyki wszędzie, gdzie się da, wyprowadzały mnie z równowagi. Zdaniem Mystera Pi pretensje żony to nic innego, jak wiele hałasu o nic...

I jak imię- Myster Pi imię dostał po dziadku, jego siostra po babci, więc gdy urodziła się Gaja, cała rodzina była przekonana, że nazwiemy małą Lucia. Podążyliśmy inną drogą i wybraliśmy imię, które najbardziej nam przypadłu do gustu, ku wielkiej obrazie majestatu niektórych członków familii.

J jak jabol- czyli słynne wino teścia. Może się nie znam, ale skojarzyło mi się ono z tanim polskim winem.

K jak kapusta kiszona- albo prędzej jej brak. We Włoszech kapusty nikt nie kisi i daremnie szukać jej po targach. To samo tyczy się ogórków kiszonych, co bardzo mnie smuci. No bo jak żyć bez tych delicji, powiedzcie mi?

L jak lasania- która nigdy mi nie wychodzi, mimo że staram się, jak mogę. Moja teściowa zawiesiła poprzeczkę tak wysoko, że nie dam rady jej dorównać. Ja tam mogę lasanii nie jeść wcale, ale pech chce, że Myster Pi za nią przepada.

Ł jak łatwość- nawiązywania kontaktów. To niesłychanie towarzyski naród, lubujący się w co drugiej cudzoziemce.

M jak mimoza- kwiat mimozy wręcza się kobietom w Dzień Kobiet, chociaż ja uczuliłam Mystera Pi, by dał sobie z tym spokój. Intensywny zapach mimozy powoduje u mnie mdłości i nic na to nie poradzę.

N jak nostalgia- niezmiennie ją odczuwam, chociaż potrafię ją ujarzmić.

O jak oliwa- roboty teścia. Gdyby produkował ją hurtowo, byłby milionerem.

P jak panika- Myster Pi jest mistrzem panikowania i nawet największa głupota w jego oczach urasta do rangii dramatu w jednym akcie. Nie różni się zbytnio od swoich rodaków, którzy gen histeryzowania mają we krwi.

R jak Rai- niby publiczna telewizja, a nadawane filmy są przerywane reklamami. U Mystera Pi Rai od dawna jest na cenzurowanym i wreszcie zaczynam rozumieć, czemu tak jest.

S jak Sardynia- wyspa mojego męża. Mam wielką nadzieję, że kiedyś tam zamieszkamy.

T jak tiramisu- najsłynniejszy włoski deser. Kto nie jadł, musi go koniecznie spróbować. Nazwa tiramisu wzięła się z połączenia słów : tira mi su, to jest: podnieś mnie do góry. Swe zadanie deser spełnia w stu procentach!

U jak upały- bywają nieznośne i często trudno wytrzymać maraton wysokich temperatur, lecz ja je po prostu kocham!

W jak woda- w tym roku planujemy wypady nad morze i już nie zamierzam się gryźć tym, że mam parę kilogramów za dużo, co to, to nie!

Z jak zanzara- za niedługo zacznie się sezon na komary, które skutecznie potrafią mi uprzykrzyć życie. Niedawno stworzyłam na blogu sensacyjną opowieść o żabie, a za niedługo przyjdzie chyba czas na "Odę do komara". Włoskie gadziny spędzają mi bowiem sen z powiek.
Obsługiwane przez usługę Blogger.