Wyjątkowy czas

  Ogarnęło mnie przedświąteczne leserstwo, więc siedzę sobie przed kompem i dumam, o czym ciekawym by tu napisać. Znowu spędzimy Wielkanoc sami i trochę mi smutno, bowiem cholerna nostalgia dopadła mnie ze zdwojoną mocą. Jestem przyzwyczajona do rozłąki z rodziną, chociaż nutka żalu gdzieś tam we mnie drzemie. Postanowiłam jednak o tym nie myśleć, ponieważ święta to czas radości, a ja mam wiele powodów do tego, by cieszyć się życiem. Mój kochany mąż znalazł mi w internecie pięć skutecznych sposobów na pozbycie się cellulitu i jest głęboko przekonany, że poskutkują, córeczka zaś nic sobie nie robi z ambitnych zapędów mamusi do bycia idealną panią domu, zatem bałagani, ile wlezie. Zakupy zrobiłam, mieszkanie zajajcowałam do potęgi entej i zastanawiam się, kto zje całą czekoladę, gdy już otworzymy wszystkie słodkości? Na pewno nie ja, bo tradycyjnie jestem na diecie, która (też tradycyjnie) jest mało skuteczna.

  Teściowa zadbała o to, aby było mi naprawdę ciężko, gdyż posłała nam paczkę ze specjałami jej kuchni w roli głównej. Dzięki niej nie muszę co prawda już nic gotować, ani piec, ale nie wiem, czy dam radę wytrzymać z moją prywatną uchwałą na temat zakazu słodyczy. Babcia Gai jak zwykle skomplikowała mi byt, aczkolwiek zrobiła to w dobrej wierze. Za każdym razem, gdy spojrzę na te delicje, będę powtarzać: "do lata niedługo, sukienki czekają" i może to poskutkuje. We wiosennych ubraniach wyglądam jak tykająca bomba zegarowa, toteż staram się nie przeglądać w lustrze, jako że wydaje mi się, iż widzę podwójnie, a nawet potrójnie. Pobyt w Italii nie sprzyja w odchudzaniu, bo makaroniarskie żarcie to niebo w gębie. Kto by się oparł pokusie zjedzenia pizzy przygotowanej własnoręcznie przez najbliższą osobę? Myster Pi robi tak dobrą pizzę, że ślinka cieknie na sam jej widok. Kupiłam dzisiaj drożdże i chyba źle zrobiłam.

  Zamiast złożyć życzenia świąteczne, to smolę o pierdołach. Tak się zastanawiam, czego by tu życzyć i doszłam do wniosku, że dwie sprawy nie dają mi spokoju, mianowice hejt i empatia. Tak więc życzę wszystkim użytkownikom internetów mniej hejtów i więcej empatii, a wtedy świat wirtualny będzie piękniejszy. Akurat mam to szczęście, że poznałam same życzliwe dusze, dzięki którym blogowanie ciągle ma dla mnie sens, mimo kryzysów wszelakich. Widzę jednak, co dzieje się wokół i niepokoi mnie to powszechne zjawisko nienawiści. Nie byłoby lepiej zająć się czymś bardziej kreatywnym, drodzy hejterzy?

  A poza tym życzę Wam takich jajek: 



oraz

Chwili wytchnienia 
Odrobiny refleksji
Szczypty spokoju
Pięknych momentów
W rodzinnym gronie

Wesołego Alleluja, kochani!

Mama Kluseczki
Kluseczka
Myster Pi
Obsługiwane przez usługę Blogger.