Być jak blogerka modowa

  Myster Pi twierdzi, że ubieram się z klasą. Nie wiem, na czym opiera te swoje przypuszczenia, niemniej wychodzę z założenia, że mężowi wypada (a nawet trzeba) wierzyć. Nie zauważyłam co prawda, żeby był jakoś szczególnie zakręcony na punkcie mody i miał o niej jakąkolwiek wiedzę, ale co tam. Ubieram się z klasą i tego się trzymajmy. W związku z tym postanowiłam zrobić z siebie blogerkę modową, a była ku temu wspaniała okazja, ponieważ wybrałam się wczoraj do stolicy mody, czyli Mediolanu. Pojechałam tam, żeby odebrać wreszcie paszport, a nie zdobywać wybiegi, lecz to nieistotny szczegół. Odwiedziłam Mediolan, więc jakby nie patrzeć, mam zadatki na blogerkę modową i to taką z prawdziwego zdarzenia. No bo tak:

1. Blogerki modowe robią sobie selfie przed wystawami sklepowami, czy przymierzalniami, a później publikują zdjęcia na blogu. Chcąc pójść ich śladem, stanęłam przed butikiem Prady, wysunęłam pierś do przodu (nie było to trudne) i z ważną miną zapozowałam do zdjęcia. Pech chciał, że co chwila przeszkadzali mi turyści z Japonii- niby niewysocy, a jednak dali mi się we znaki do tego stopnia, iż musiałam zrezygnować ze szpanerskiej fotki. Myster Pi mnie ponaglał, bowiem Konsulat był otwarty tylko do pierwszej (toż to prawdziwy skandal, żeby Polacy we Włoszech pracowali jak Włosi).



2. U blogerek modowych pełno jest rozmaitych stylówek. Wpadłam na pomysł, aby również coś tutaj zaprezentować i udowodnić, że mam faktycznie dobry gust. Weszłam do pierwszego lepszego butiku, wzięłam parę ciuchów, lecz zamiast je przymierzyć, zaczęłam komponować stylizacje. Nieskromnie przyznam, że bardzo pięknie mi wychodziły (samorodny talent ze mnie), aczkolwiek chyba nie spodobały się pani ekspedientce. Patrzyła na mnie z dezaprobatą, a jej wyraz twarzy mówił- wyłaź kobieto, i tak wiem, że nic nie kupisz. Chwileczkę, przecież blogerki modowe dostają ubrania gratis, dlaczego więc ja mam za nie płacić? Dobra, jestem początkującą szafiarką, ale mam naprawdę wielki potencjał. No i klasę.


3. Blogerki modowe zawsze noszą ze sobą torby z zakupami, a im więcej, tym lepiej. Tak się składa, że posiadam masę takich toreb, więc zabrałam kilka ze sobą. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo paradując po Mediolanie z torbami wypełnionymi starymi papierami, przyciągałam spojrzenia przechodniów i czułam się jak topowa blogerka modowa. Według Mystera Pi ludzie gapili się na mnie jak na wariatkę, a nie wyznawczynię trendów, ale jego słowa to nic innego, jak zwykła męska zazdrość, już ja go znam!



4. Szafiarki noszą modne dodatki- okulary przeciwsłoneczne, chustki i koraliki, a buty na wysokich obcasach to ich znak firmowy. Jadąc do Mediolanu, ubrałam czerwone szpilki, co odbiło mi się czkawką już po piętnastu minutach przechadzki. Nie wróży to najlepiej mojej karierze szafiarki, bo widział ktoś kulejeącą blogerkę modową? Chodzą wyprostowane i pewne siebie, a bąbli na nogach raczej nie mają.



5. Ażeby zostać blogerką modową, będę musiała zmienić nazwę mojego bloga. Mam w zanadrzu dwa wspaniałe tytuły: "tanie ubranie w Mediolanie" lub "śląska moda urody ci doda". Pojęcia nie mam, który wybrać, gdyż oba są genialne.



6. Blogerki modowe nie gubią się w stolicy mody, a ja wraz z Mysterem Pi po wyjściu z konsulatu bezskutecznie szukałam parkingu, na którym wylądowała nasza zasłużona mydelniczka. Zguba odnalazła się po długich poszukiwaniach i z tego powodu nie zdążyliśmy załapać się na EXPO, tylko pognaliśmy do Genui, aż się za nami kurzyło. 

  

Dobra, nie zostanę blogerką modową (jak widać, nie każdy się nadaje), ale za to mam paszport!

zdjęcia- internet  
Obsługiwane przez usługę Blogger.