Tajemnice Poli Szynel

  Znowu to samo- pomyślała Pola Szynel, gdy czekała na koleżankę, która wczesnym rankiem miała przyjechać po nią do pracy. Od ponad tygodnia Natalia, czyli Panna Punktualna, jak nazywała ją Pola, zjawiała się przed jej domem punkt ósma rano, zawsze przesadnie miła i nieskończenie empatyczna.Wspaniałomyślnie zgodziła się podrzucać Polę gratis do redakcji, chociaż nasza bohaterka wcale tam nie pracowała. Tak naprawdę była pomocą dentystyczną w gabinecie doktora Piły, ale w życiu by się do tego nie przyznała. Wolała uchodzić za przebojową dziennikarkę, która robi zawrotną karierę i ma przed sobą świetlaną przyszłość, a wszystkie stołeczne rauty stoją przed nią otworem. To niewinne kłamstwo trochę jej szkodziło, bowiem redakcję od gabinetu Piły dzieliło pół godziny drogi, ale czego się nie robi dla dobra sprawy? Najważniejsze, że Punktualna połknęła haczyk i była przekonana, że ma do czynienia z samą redaktor naczelną poczytnego miesięcznika "Damą się bywa".

-Mam zapełniony po brzegi grafik- powiedziała Pola, gdy tylko wsiadła do auta- o dziesiątej mam naradę, o dwunastej lancz z Kluczykiem, wiesz, tym bogaczem z listy Porsza, a o trzeciej przeprowadzam wywiad z Maciejem Szczurem. Do szóstej powinnam się wyrobić, więc nie będziesz na mnie długo czekać. Cholerne skurczybyki, którzy porwali mi auto, nogi bym im powyrywała wiadomo skąd!
  
  Auto Poli stało zaparkowane w garażu i nikt go, rzecz jasna nie porwał. Po prostu odebrano jej prawo jazdy, bo potrąciła przechodnia na pasach. Wracała z imprezy nieco podchmielona i nie zauważyła gościa, który przechodził na zielonym świetle. Ofiara nie doznała poważnych obrażeń, lecz okazała się wybitnie mściwa i nawet Piła nie zdołał nic zrobić, chociaż jego wpływowe macki sięgały daleko. Pola tkała zatem sieć kłamstw i nie przyjmowała do wiadomości, że jej tajemnice mogą wyjść na światło dzienne. Gdyby wiedziała, że za niedługo zdemaskuje ją ksiądz, nie byłaby taka pewna siebie. Tymczasem pożegnała się z Punktualną i pognała jak wicher do gabinetu Piły, który nie tolerował spóźnialstwa.

-Jesteś wreszcie- zaczął swoją codzienną tyradę- mamy kupę roboty dzisiaj, księdzu Rudzikowi podczas mszy wyleciala proteza i jego parafianki od rana okupują mój gabinet. Przychodzą, dają datki, chcą, żebym je skontrolował i błagają o pomoc dla ich proboszcza. Tłumaczę, że protezy wylatują, jeśli nie używa się odpowiedniej ilości kleju, lecz jak grochem o ścianę. Jedna chciała przekazać Rudzikowi w darze swoją szczękę, ale odesłałałem ją do diabła, znaczy do psychiatry. Poza tym od godziny wydzwania tu jakiś delikwent i pyta o Apolonię Chanel. Odkąd się tak nazywasz, co?

  Pola zrobiła się czerwona jak piwonia. Od niedawna spotykała się potajemnie z fantastycznym mężczyzną, którego poznała na czacie dla spragnionych gorących wrażeń. Gromek był chodzącym ideałem, ale problem w tym, że miał żonę, do czego przyznał się Poli po miesiącu intensywnej znajomości. Ustalili między sobą, że sprawy będą odbywać się po cichu i nikt się nie dowie o ich romansie, zwłaszcza szanowna małżonka Gromosława. Bardzo mu na tym zależało, lecz mimo to odważył się zadzwonić do pracy Poli, ryzykując to, że ktoś ich zdemaskuje. Nie zwlekając ani chwili, Pola postanowiła do niego oddzwonić, jednak nie zdążyła wziąć do ręki aparatu, gdyż Gromek właśnie przekroczył próg gabinetu. 

-Apolonio, kochanie- zagruchał, kompletnie ignorując Piłę- mamy kłopoty, moja żona wynajęła detektywa i dowiedziała się o nas. Zagroziła mi rozwodem, a tego nie chcę za żadne skarby świata, bo odetnie mnie od gotówki i będę musiał iść do pracy.

-Ale przecież ty pracujesz- odpowiedziała Pola- grasz na giełdzie, czy coś w tym stylu.

-Niestety Apolonio, minąłem się z prawdą. Jestem bezrobotny, a do tego uzależniony od hazardu. Gram, lecz nie tak, jakbyś chciała.

  W tym momencie do gabinetu wszedł ksiądz Rudzik z uszkodzoną protezą. Spojrzał na Polę i Gromosława, a później zwrócił się do Piły:

-Mógłbyś przyjąć najpierw moją siostrzenicę? Skarży się biedaczka na ból zęba, więc byłbym wdzięczny, gdybyś się zajął nią pierwszy. Jest ze mną, zawołam ją.

  W drzwiach stanęła Panna Punktualna, która zobaczywszy Polę, od razu pozbyła się sztucznego uśmiechu. Patrzyła na nią z góry i z lubieżną wprost satysfakcją, po czym wybuchnęła śmiechem:

-No proszę, pani redaktor dorabia sobie po godzinach. Mój wujek jest klientem doktora Piły i opowiadał mi o pomocy dentystycznej o imieniu Pola, której zabrano prawo jazdy. Taka z ciebie obywatelka świata, że mucha nie siada. Nasi znajomi będą mieli niezły ubaw.

  Drzwi otwarły się ponownie. Jedna z parafianek księdza Rudzika siłą wdarła się do gabinetu i nie bacząc na nic, wyciągnęła pistolet. Podeszła do Gromosława i chciała zadać mu cios prosto w serce, ale nie udała jej się ta sztuka, gdyż zapomniała okularów, więc strzeliła w kolano Gromka.

-Leokadio- powiedział jej mąż wyjąc z bólu- wracamy do domu, zaparzę ci ziółek..

-A co będzie ze mną- spytała Pola?

-Dasz sobie radę, potrafisz kłamać. Co się dzieje?- Gromek usłyszał huk.

Księdzu Rudzikowi ponownie wyleciała sztuczna szczęka. 

Takim oto sposobem tajemnice Poli Szynel wyszły na jaw. Kłamstwo ma zawsze krótkie nogi, pamiętajcie o tym:).

Koniec opowieści.


zdjęcie- internet

P.S. Wpis powstał pod wpływem chwili i jest kompletnie bez sensu. Wychodzę jednak z założenia, że bezsensowne wpisy też trzeba publikować, bo może kogoś rozbawią:). 
Obsługiwane przez usługę Blogger.