Zawód: altruistka

  Czasem się zastanawiam, jak to jest, że ludzie odzywają się do mnie jedynie wtedy, kiedy potrzebują pomocy? Siedzę we Włoszech już kawał czasu i oprócz sporadycznych kontaktów z paroma znajomymi, nikt więcej nie nie interesuje tym, jak żyję. Pobyt na emigracji dał mi kolejną niezbyt przyjemną lekcję, czyli po prostu zweryfikował pojęcie przyjaźni. Okazało się, że w moim przypadku było to hasło na wyrost, bo większość osób za przyjaciół się podających, zwyczajnie o mnie zapomniała. Do czasu.

  Kilka dni temu dostałam ckliwą wiadomość od jednej z koleżanek. Moją pierwszą reakcją, gdy przeczytałam jej słowa, był gniew, ponieważ nie dawała znaku życia od ponad czterech lat, a tu nagle wyskoczyła jak Filip z konopii. Oczywiście nawet nie zapytała, jak tam Gaja, tylko od razu przyrąbała z grubej rury w stylu: "musisz mi pomóc, bo nie wiem, co będzie". Problem w tym, że nic nie muszę, gdyż takie szantaże emocjonalne przestały na mnie działać. Całe życie pozwalałam się wykorzystywać, ale w końcu powiedziałam dość. Nie jestem ani instytucją charytatywną, ani tym bardziej prywatną sponsorką, chociaż niektórzy by tego chcieli. Mam córkę i to ona jest dla mnie najważniejsza.

  Moją słabością zawsze było to, że nie potrafiłam odmawiać i pomagałam każdemu, kto mnie o to poprosił, a kiedy nie umiałam nic zrobić, odczuwałam ogromne wyrzuty sumienia. Ta moja natura altruistki doprowadzała do szału mamę, która powtarzała mi, że ludzie mnie wyzyskują, a sami z siebie nic nie dają. Wtedy byłam oburzona jej postawą, lecz dzisiaj dobrze wiem, że miała rację. Łatwo jest brać i robić z siebie sierotkę Marysię na miarę naszych czasów. Ofiarowałam wiele, ale nie dostawałam nic w zamian, jakby ciężko było powiedzieć pospolite "dziękuję". A może faktycznie to nie takie proste?

  Dojrzałam do tego, aby zacząć mówić: "nie". Skończyłam się zagryzać z tego powodu, że jeśli nie dam rady komuś pomóc, to jego świat się zawali, a ja będę tą złą, czy bez serca. Bo tak to nie działa i człowiekowi do prawidłowego funkcjonowania niezbędny jest również komfort odmowy, inaczej byśmy oszaleli. Znajomi zaś mogliby pamiętać, jak cieńka jest granica pomiędzy przyjmowaniem pomocy, a normalnym wykorzystywaniem, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiają się znienacka po długiej nieobecności. 


źródło: internet
Obsługiwane przez usługę Blogger.