Mała miss z podwórka

  Nigdy nie miałam okazji widzieć programu o małych miss, bo jestem przeciwniczką tego typu show. Uważam, że są nie tylko niebezpieczne dla dzieci, gdyż mogą zniszczyć ich psychikę, ale także (a może przede wszystkim) są pożywką dla pedofilów. Gdyby ktoś zaproponował Gai udział w czymś podobnym, zareagowałabym ostro. Moja córeczka ma jeszcze czas na bycie dorosłą i w życiu bym jej nie ciągnęła na jakieś chore konkursy. Nie i koniec, nawet jeśli Kluseczka pragnęłaby wziąć udział w programie dla malutkich piękności.

  Piszę o tym nie po to, żeby po raz kolejny deklarować niechęć do audycji o małej miss, lecz z całkiem innego powodu. Do tej pory widziałam wymalowane dziewczynki jedynie w telewizji i nie kryłam niezadowolenia, patrząc na nie. Kiedy jednak parę dni temu na zobaczyłam na placu zabaw dziewięciolatkę (na oko) w pełnym i naprawdę wyzywającym makijażu, dosłownie szczęka mi opadła. Na żywo bowiem dziecko z tapetą na twarzy wygląda o wiele bardziej groteskowo i niesmacznie, niż w ekranie telewizora. 

  Patrząc na dziewczynkę myślałam, że jej buzia to wynik kaprysu, na który matka jednorazowo się zgodziła. Jakież było moje zdziwienie, gdy następnego dnia (i dzień później) znowu pojawiła się na boisku profesjonalnie umalowana. Jej usta świeciły z daleka w krwistoczerwonym kolorze, oczy miała podkreślone grubą kreską i niebieskim cieniem, a na policzkach królował ciemny róż. Dziewczynka jeździła spokojnie na rowerze lub bawiła się z dziećmi, a umalowana twarz małej kontrastowała z otoczeniem i "normalnymi" kilkulatkami. Kiedy znalazła się w pobliżu, nie wytrzymałam i zapytałam ją, czemu się maluje. Odpowiedziała, że chce być tak piękna, jak mama, która codziennie przed wyjściem z domu robi jej (i sobie) make-up.

  I rzeczywiście, mama Natalii (nazwijmy ją tak) wyróżniała się mocnym makijażem, lecz co przystoi dorosłemu, dziecku już niekoniecznie. Z nią też zamieniłam kilka słów i muszę przyznać, że dawno nikt mnie tak nie zaskoczył. Kobieta nie widziała nic złego w tym, że córka wychodzi na dwór umalowana, a na moją sugestię, że Natalia jest na to za młoda, zareagowała nieśmiertelnym: "jeśli jej się podoba, to niech ma". Dla mnie taki argument to żaden argumet, jako że nic nie usprawiedliwa produkowania ośmioletnich lolitek (okazało się, że Natalia ma osiem lat). Poza tym matki są od tego, żeby wyznaczać granice i powiedzieć "stop". A może nie mam racji?
  
  Według mamy Natalii nie jestem postępowa. To prawda, ponieważ moje poglądy na wychowanie są dosyć konserwatywne i bynajmniej się tego nie wstydzę. Dzieciństwo to piękny okres i nie zamierzam odbierać go Gai. Niech będzie jak najdłużej dzieckiem- brudnym, spoconym, głośnym, szczęśliwym i naturalnym. Małej miss z podwórka zapewne nie brakuje miłości, chociaż rozsądnej matki chyba trochę tak. Myster Pi, zobaczywszy Natalię, stwierdził bez ogródek (jak to facet), że zarówno matka, jak i córka to osobne przypadki dla psychiatry. A co Wy, drogie mamy (i tatusiowie), sądzicie na ten temat? Czy Waszym zdaniem matka zrobiła dobrze, spełniając życzenie córeczki? Jak postąpilibyście w podobnej sytuacji? 
  
zdjęcie- pianettamamma.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.