Negatywne skutki blogowej wyobraźni

   Minęły dwa lata, odkąd prowadzę bloga i wiele rzeczy się przez ten czas zmieniło. Na początku traktowałam blogowanie niezwykle poważnie, a każde słowo krytyki mocno przeżywałam. Zdarzało mi się polemizować z osobą, która zarzuciła mi, że tworzę "stylistycznego trupa", ale dzisiaj już bym tego nie zrobiła. Wiecie dlaczego? Bo wyluzowałam. Zrozumiałam, że nie zadowolę wszystkich, choćbym zaczęła komponować wybitne limeryki, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy w tekście błąd, nieścisłość, czy inną cholerę. Nie skończyłam polonistyki, piszę jak potrafię, czyli ani lepiej, ani gorzej, tylko po mojemu. I dlatego to lubię.

  Od paru tygodni na moim blogu króluje niejaka Pola Szynel- kobieta sukcesu, cwana bestia, w głównej zaś mierze przebojowa blogerka. Wymyśliłam ją spontanicznie, napisałam jeden odcinek i byłam przekonana, że na tym zakończę, jednak tak się nie stało. Historyjka o Poli spotkała się z ciepłym przyjęciem, zwłaszcza od momentu, gdy zrobiłam z niej popularną blogerkę. Nie będę ukrywać, że zainspirowałam się niektórymi czołowymi postaciami blogosfery, a rozdziały z "blogiem" w tytule są wynikiem moich subiektywnych obserwacji dotyczących wirtualnego świata. Mogłam napisać wprost, czego nie akceptuję, ale wolałam stworzyć prześmiewczą opowiastkę, przy płodzeniu której za każdym razem świetnie się bawię. I to jest dla mnie dosyć istotne, bowiem pisanie bloga bez radości nie byłoby takie fajne.

  W niedzielę opublikowałam kolejną część, w planach roboczych widnieją dwie następne, więc wygląda na to, że Pola zdominowała mój blog (cała ona). I kiedy w poniedziałkowy wieczór układałam kanwę do nowej przygody blogerki Szynel, nieoczekiwanie dostałam maila od anonimowego użytkownika, który napisał jedynie:

"Daj sobie spokój z tą Szynel, bo to już nawet nie jest śmieszne."

  Na początku pomyślałam, że to jakaś wzburzona blogerka posłała mi wiadomość (w sumie to nadal tak sądzę) i chciałam wykorzystać mail do nowego odcinka. Pomysł ten odrzuciłam i postanowiłam odpowiedzieć anonimowi, czemu nie wezmę jego słów do serca. A zatem, nie dam sobie spokoju z Polą, bo zwyczajnie ją polubiłam, chociaż nie jest zbyt miła. Nie dam sobie spokoju z Polą, jako że odwiedzający kluseczkowy blog by mi tego nie darowali (wybaczcie nieskromną i przesadzoną opinię). Nie dam sobie spokoju z Polą, gdyż wyłącznie ja decyduję o tym, co zamieszczam na blogu. Nie dam sobie spokoju z Polą bez względu na to, ile podobnych anonimów dostanę. Za to Ty, wzburzony czytelniku, możesz dać sobie spokój, aczkolwiek nie z Polą. Daj sobie spokój z moim blogiem! Po kiego tu wchodzisz, skoro wcale nie musisz?

  I tak teraz się zastanawiam, czytając ten wpis, czy sympatycznego maila nie wysłał mi wkurzony psychofan Najdżeliny :)?



zdjęcie- ideageek.it

Obsługiwane przez usługę Blogger.