Wieści z placu boju

  Tak sobie myślę, że chyba napiszę książkę o naszych przygodach z placu zabaw, bowiem za każdym razem, gdy idę tam z Gają, coś nam się przytrafia. Czuję się tak, jakbym uprawiała sporty ekstremalne, a nie spędzała czas z dzieckiem na dworze i zastanawiam się, co się z ludźmi porobiło. A może to we mnie jest problem, tylko tego nie dostrzegam? Sama już nie wiem...

  Ostatnio miałam wątpliwą przyjemność zdenerwować się po raz enty, ponieważ doprowadziła mnie do tego pewna wyluzowana mamuśka dwuletniego brzdąca. Podeszła do mnie, a jej synek podbiegł do Gai, która bawiła się swoimi samochodzikami (z jajek niespodzianek) i spuszczała je na ślizgawce. Widząc chłopczyka, dała mu do zabawy autko i zaczęli uprawiać ślizgawkowe wyścigi dziecięce. Obserwowałam ich wraz z mamą chłopca, a po chwili nawiązała się między nami dosyć ciekawa konwersacja:

- Jak to jest- zapytała kobieta- że dziewczynka woli samochody?

-Normalnie- odpowiedziałam- skoro je lubi, to niech się nimi bawi.

- Bo widzi pani, moje dzieci nie mają w domu żadnych zabawek i szczycę się tym. Nie zamierzam ich rozpuszczać.

  Moim zdaniem nie ma się czym szczycić, gdyż dzieci powinny mieć się czym bawić, a zabranianie im wszelkiej przyjemności (jak zabawek albo słodyczy) może przynieść poważne konsekwencje w przyszłości. Rzadko jednak wtrącam się do metod wychowawczych innych rodziców, więc zbyłam jej uwagę wymownym milczeniem.

  Minęło trochę czasu i mama z synkiem poszli do domu, a ja dopiero później zorientowałam się, że chłopczyk nie oddał Gai zabawki. Nic to- pomyślałam- odbiorę ją jutro, na pewno tu przyjdą i mały zwróci autko Kluseczce. Przyjść przyszli, a jakże, ale o oddaniu samochodziku nie było już mowy. Bo przecież to taka tania pierdoła i zawsze mogę kupić Gai następne jajko niespodziankę.

-Wie pani- zwróciłam się wzburzona do kobiety- nie chodzi o to, czy zabawka jest tania, czy nie, ale to własność mojej córeczki i proszę ją oddać!

-No co też pani, na dobrą sprawę to pani nie ma pewności, kto wziął auto, a oskarża mojego syna.

-O nic go nie oskarżam, jedynie domagam się zwrotu samochodu, który pani synek wziął ze sobą do domu.

-Wziął i zapomniał go przynieść. Zresztą jeden samochodzik chyba nie robi różnicy?

-Wczoraj pani mówiła, że nie kupuje dzieciom zabawek i teraz wiem dlaczego. Po co wydawać pieniądze, skoro można zabrać innym? To się nazywa kradzież!

-Pani jest bezczelna!

  I kto tu jest bezczelny? Nie mam nic przeciwko temu, żeby dzieci bawiły się zabawkami Gai, ale kiedy wywija się nam taki numer, to naprawdę dostaję szału. Nie przywłaszcza się cudzych rzeczy, nawet jeśli nie kosztują wiele. Po tym zdarzeniu mam oczy szeroko otwarte, a chłopczykowi nie pozwalam więcej dotykać zabawek Gai. Przykro mi z tego powodu, lecz jego matka (która patrzy na mnie, jak gdyby nic się nie stało) nie dała mi wyjścia.



zdjęcie- Automodellando.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.