Czy leci z nami maluch?

by 14:33
  Wakacje trwają w najlepsze, a podróżujących samolotami ogarnia coraz większa panika. Wszystko przez matki, które mają czelność wchodzić na pokład z małymi dziećmi. No jakże to! Zakłócać spokój współpasażerów jest rzeczą niewybaczalną i podlega pod paragraf, tak uważa pani Zosia, posiadająca Złotą Kartę Klienta linii Rajon. Ani się człowiek wyspać nie może, ani odprężyć, ani nawet pogadać z sąsiadką zajmującą fotel obok, bo te charakterne bachory wieczne się wydzierają! Zawału przy nich idzie dostać, a już bezwzględnie stresów i wypieków na twarzy. A przecież pani Zosia po wyjściu z samolotu chce wyglądać szykownie, ponieważ będzie na nią czekał pan Marian spod szóstki, więc nie wypada się jej zbłaźnić. Zresztą pani Zosia ma wobec pana Mariana dalekosiężne plany i nie mogą ich popsuć wojażujące upiorniaki, dzieciaki znaczy.

  Z tego właśnie powodu pani Zosia, gorąco popierana przez dwie inne emerytki- panie Halinę i Teresę, postanowiła zaprotestować przeciw podróżującym matkom i stworzyła barwny postulat dotyczący bezstresowego lotu i niechcianych krzyków. Postulat ten wysłała do wszystkich linii lotniczych w kraju i gdyby nie przeszkoda w postaci braku jakichkolwiek zdolności lingwistycznych, nie miałaby oporu powiadomić i zagraniczne kampanie. O amerykańskich zaś nie myślała, gdyż uważała, że tak postępowy naród już dawno wydał zakaz wprowadzania dzieci do lat trzech na pokłady samolotów. W końcu światli Amerykanie zawsze są do przodu i za to ich ceniła.

  Jeśliby można było się dogadać z matkami, pani Zosia nie pisałaby żadnych listów. A tak niestety została do tego zmuszona, albowiem matki dzieci okazały się bezczelne i nie przyjmowały rad doświadczonych kobiet. A pani Zosia tylko grzecznie napomknęła, słysząc płaczące dziecko, że chyba lepiej dać mu cyca, niż słuchać tego okropnego wrzasku. I co ją spotkało w odwecie? Pełne nienawiści zdanie: "Proszę się nie wtrącać, sama wiem najlepiej, co zrobić". Podczas innego lotu pani Zosia wygłosiła śmiałą tezę na temat zbawiennej skuteczności smoczka, lecz matka kilkuletniej dziewczynki zwyczajnie ją wyśmiała. Trzeba przy tym zaznaczyć, że pani Zosia zrobiła to w sposób nader cywilizowany, bo była z niej niezwykle kulturalna kobieta. Nie znosiła jedynie dzieci (nie tylko w samolotach) i nic na to nie mogła poradzić.

  Przed każdym niemal lotem pani Zosia w panice rzucała się w najodleglejsze miejsce, optymistycznie sądząc, że matki wraz z dziećmi się tam nie zapuszczają. Srodze się myliła, gdyż jak na złość, ciągle miała do czynienia z uciążliwymi maluchami. Była zmuszona oglądać wymiotujące dziecko, a kiedy zobaczyła matkę przebierającą niemowlakowi pieluchę, miarka się przebrała. Zawiadomiła kapitana, który upomniał ją, aby nie stwarzała kłopotów na pokładzie, jako że inaczej zostaną podjęte "drastyczne kroki". Pani Zosia przez cały lot nie mogła otrząsnąć się z szoku i po wylądowaniu samolotu natychmiast udała się do kierownictwa Rajon, by wysmażyć skargę na niegodziwego kapitana. Jakież było jej zdziwienie, gdy jego przełożeni, zamiast go zwolnić, dali mu podwyżkę i pochwalili za "empatyczne podejście do matek". Na wieść o tym pani Zosia zrozumiała, że nie ma innego wyjścia, jak ułożyć postulat, zmienić prawo i zablokować matkom wejście do samolotów.

  Na odpowiedź linii lotniczych nie musiała długo czekać. Nie była ona długa i brzmiała mniej więcej tak:

Rozpatrzyliśmy pani skargę i uznaliśmy, że nie ma pani racji. Małe dzieci to pełnoprawni pasażerowie (tak samo, jak pani) i bardzo się cieszymy, że możemy je gościć na naszych pokładach. Jednym słowem, pani pomysł to utopia. Łączymy wyrazy szacunku, bla, bla bla...

  A niech się sami utopią- poskarżyła się Zosia panu Marianowi, któremu zwierzyła się ze swoich problemów. Na co pan Marian, mający troje uroczych wnuków, zerwał z panią Zosią wszelkie kontakty. 

  Jaki z tego morał?

  Droga pani Zosiu, więcej tolerancji! Podróż samolotem z małym dziecku u boku do łatwych nie należy, a pasażerki takie jak pani, swoimi kąśliwymi uwagami tylko ją pogłębiają. Dzieci mają to do siebie, że płaczą, zwłaszcza w nowych dla nich sytuacjach, dlatego też lepiej zamilczeć, niż powiedzieć za dużo. Poza tym zawsze można skorzystać ze słuchawek na uszy, albo z prywatnego jeta :).



zdjęcie- travel.fanpage.it

P.S. Wpis powstał pod wpływem rozmowy ze znajomą, której podróż samolotem uprzykrzyła ostatnio pasażerka kubek w kubek podobna do pani Zosi. A że mam podobne doświadczenia, nie pozostało mi nic innego, jak to opisać.

ByeBloggers i przełomowa teza Poli Szynel

by 15:38
-Spokój! Proszę o ciszę!- Pola Szynel starała się przekrzyczeć stadko niefrasobliwych blogerów, którzy pojawili się na ByeBloggers, ale nikt jej nie słuchał. Obrała więc inną strategię, o wiele bardziej skuteczną.

-Panie Wszechmogący- zwróciła się bezpośrednio do słynnego blogera, plotkującego jak gdyby nigdy nic z autorką bloga Paróweczki- nie wypada, żeby akurat pan siał tutaj zamęt! Na blogu jest pan idealny aż do bólu, lecz to widocznie pozory. Cóż, rozczarował mnie pan, skoro nie szanuje pan pracy innych osób!

  Wszechmogący zaczerwienił się jak burak i wydukał nieśmiałe przeprosiny, za to luskusowa autorka z Paróweczek ostentacyjnie zaczęła przeglądać swojego smartfona. Na pewno wisi na Sznapsie- skonstatowała Pola- dziadostwo to takie, że szkoda gadać, niemniej jednak muszę je zareklamować. Zapłacili dobrze, zatem postaram się, aby reszta blogerów poszła moim śladem i też założyła sobie Sznapsa. Jestem mistrzynią manipulacji i potrafię wmówić ludziom wszystko.

  Tak rozmyślając, Pola wróciła do rewolucyjnego (w jej mniemaniu) wykładu na temat przyszłości blogosfery, a że uwielbiała przemawiać, jej prelekcja przeciągnęła się do późnych godzin wieczornych. Kiedy wreszcie zeszła z podium, obok niej pojawili się liczni wielbiciele, chcący sobie zrobić z Polą zdjęcie, podać jej rękę, czy zamienić kilka słów. Pola była tym zachwycona, gdyż uwielbiała status blogerskiej celebrytki i chętnie się w nim pławiła.

-Spokojnie- powiedziała do rozochoconych blogerek- znajdę czas dla każdego! Jestem taka sama, jak wy, moje drogie. Nie wywyższam się z tego powodu, że zrobiłam karierę, zawsze będzie ze mnie dziewczyna z sąsiedztwa!

  Mówiąc to, spojrzała od niechcenia w stronę autorki Bób and Brandy, która właśnie przeprowadzała wywiad z jakimś blogowym ważniakiem. Pola nie mogła jej wybaczyć tego, że nie zgodziła się zostać jej rzeczniczką prasową i nie chciała wystąpić w tej roli na ByeBloggers, czym istotnie pokrzyżowała ambitne plany założycielki Majstajla. Odmówić mi, to tak jakby odmówić samemu Szpylbergowi, albo innemu Tarantulowi, kurka wodna. Oj, narobię jej koło pióra i jeszcze się przekona, że nie było warto rezygnować z tak wyjątkowego zadania. Szepnę tu i tam, że nazwała się Brandy, a whisky pije i zobaczymy, na czyje wyjdzie! Takie rozczarowanie, to nie do pomyślenia- dumała Pola, cierpliwie pozując do zdjęć.

  Inne blogerki z paręstringów również srogo zawiodły Polę. Matka na Orbicie na pytanie, czy nie pomogłaby koleżanki z Bób and Brandy zwerbować jako rzeczniczkę odpowiedziała, że to nie jej sprawa, zresztą stara się niczym interesować, bo woli mieć święty spokój (no wiecie co!). Oburzona Antyradykalistka zasypywała Polę skargami na temat szkodliwości Dietetycznych Ozorów, ponieważ jej teściowa się nimi zatruła. Najwidoczniej przesadziła- uważała przygnębiona Pola- i za dużo ich zjadła, a teraz ma do mnie pretensje. A czy to moja wina, że szanowna teściowa lubi się obżerać? Na przyszłość niech Antyradykalistka wyraźnie mnie słucha i wyciąga rzeczowe wnioski. Ciągle powtarzam na blogowych iwentach do moich wiernych fanów- nie dzielcie się, a nie będziecie mieć problemów. To moje życiowe motto.

  Blogerka z Babskie Pianie także zaszła Poli za skórę. Najpierw piała z zachwytu oraz zakładała grupy na fejsie, a później udawała, że rzecz jej nie dotyczy i nie chciała na ByeBloggers rozdawać ulotek i wizytówek Majstajla. Inni za taką robotę daliby się pokroić- smuciła się Pola- a przedstawicielki paręstringów okazały się naprawdę wybredne. Ozorki im posyłać, laurki im wystawiać, a nadal im mało. Zero wdzięczności i ani grama pokory.

  Nie powinno więc nikogo dziwić, że wystąpienie Poli było wymierzone przeciw blogom rodzicielskim. Wywołała tym wielki skandal i spore poruszenie wśród blogujących matek, które nazwały ją zdrajczynią i namawiały do bojkotu Majstajla. Tym akurat Pola najmniej się przejęła, bowiem jako stara wydajaczka wiedziała, że hasło "nieważne, jak mówią, ważne, żeby mówili" w blogosferze sprawdza się znakomicie. Rozgłos i sławę kochała zaś Pola miłością absolutną, toteż było jej najzupełniej obojętnie, co tam te paręstringi wygadują. W kuluarach opowiadała komu popadnie, że blogerki rodzicielskie nic nie zrozumiały z jej boskiego wykładu, a nawet dokonały nadinterpretacji, a ta, jak wiemy, wiecznie stwarza niesnaski. Aby przekonać się, kto ma rację, przytoczymy fragment expose Poli na temat szkodliwości pisania bloga przez matki:

Matki prowadzące bloga to nie jest normalne zjawisko! Kto się zajmuje dziećmi, kiedy one piszą? Pozostawię to bez komentarza! Kto karmi dzieci, gdy siedzą sobie na portalach i umieszczają tam zdjęcia pociech? To również pozostawię bez komentarza! Kto bawi się z tymi biednymi maluchami, gdy matki lansują się na imprezach i pozują na ściankach? To jest patologia, drodzy państwo! Dlatego też, z pełną mocą mojego autorytetu i całą świadomością moich wpływów oświadczam, że dla mnie paręstringi nie istnieją! Co więcej, dzisiaj wrzucę do siecie hasztag- bojkotujmyparęstringi i spodziewam się odzewu z waszej strony! Bo to nie może tak być, żeby matki olewały własne dzieci przez internetowe wypociny, których i tak nikt nie czyta!

  Gdyby Pola wiedziała, że na jej słowa zareaguje królowa parentingu- słynna Boska Matka, na pewno nie wywołałaby afery. Tymczasem nie przejmowała się zagrożeniem, czyhającym na nią z serca blogosfery i kontynuowała swą podróż po ByeBloggers. Bilans spotkania był dla niej zdecydowanie korzystny- to o niej najwięcej pisano, to z nią robiono sobie niezliczoną ilość selfie i to jej przemówienie okazało się przemołowe. Gdy dzień po zlocie Pola zobaczyła na fanpejdżach innych blogerek swoją fascynującą twarz, uśmiechała się z satysfakcją, szczęśliwa z kolejnej zwycięskiej potyczki. Nie przypuszczała, że za niedługo będzie musiała bronić się przed atakami Boskiej Matki, która miała nie tylko znakomitą pamięć, ale przede wszystkim wyjątkowe pióro, a przed jej ciętymi ripostami drżały największe blogowe asy. Nie doceniła jednakże sprytu przeciwniczki, bo nie z takimi influencerkami Pola sobie radziła. Jednym słowem- będzie się działo!


zdjęcie- www.milionkobiet.pl

Poprzednie części można znaleźć w stopce, klikając etykietę "Pola Szynel".

W domu, czyli gdzie

by 11:52
  Wróciliśmy... Powrót okazał się wyjątkowo trudny, bo jak cieszyć się z tego, że wraca się do miejsca, którego nie uważa się za swój skrawek na ziemi? Ostatnie tygodnie były intensywne i okraszone nieustającą radością, a dzisiaj przygniotła mnie włoska rzeczywistość. Co mnie tutaj czeka? Od dłuższego czasu moje życie w Genui jest przewidywalne aż do bólu i znam na pamięć rozkład każdego dnia. Już dawno powinniśmy się stąd wynieść, ale zawsze coś stoi na przeszkodzie i jeśli nie podejmiemy drastycznych kroków, niewątpliwie oszaleję. Jedynie Gaja trzyma mnie w ryzach, zresztą gdyby nie ona, uciekłabym, gdzie pieprz rośnie, a może nawet i dalej. Emigracja wysysa ze mnie szczęście, coraz bardziej mnie przytłacza i nigdy nie pogodzę się z tym, że obie nasze rodziny są tak daleko. Kocham i zarazem nienawidzę Italię...

  Status zwykłej kury domowej również nie pomaga uporać mi się z bolączkami, ponieważ pragnę w końcu wyjść z tych przeklętych garów. Chciałabym pracować i spełniać się zawodowo, lecz i na to nie mam (póki co) szans. Od września Gaja idzie do nowego przedszkola i teoretycznie mogłabym iść do pracy, tylko problem w tym, że raczej nikt mnie nie zatrudni. Nie mam bogatego CV, a na rozmowach kwalifikacyjnych zwykle się kompromitowałam i nie wyobrażam sobie przechodzenia podobnych męk w języku włoskim. Stanęłam więc w martwym punkcie i nie wiem, jak wyjść z tego egzystencjalnego impasu. Nie tak dawno byłam pochłonięta wyjazdem (który minął, jak z bicza strzelił), natomiast najbliższe miesiące nie zapowiadają nic nowego. I to mnie niesamowice wkurza, gdyż nie tak zaplanowałam sobie włoskie dolce vita...

  Wizyta w Polsce po dwóch latach nieobecności wpłynęła na mnie zdecydowanie pozytywnie, choć odniosłam wrażenie, odwiedzając rodzinny dom, że nic się tam nie zmieniło i nie mogło minąć aż tyle czasu, odkąd mnie tam nie było. A jednak! Nie zdążyłam praktycznie nic zrobić, ani odwiedzić nielicznych znajomych, bo priorytetem byli dla mnie najbliżsi. Gaja przystosowała się do otoczenia w okamgnieniu i chętnie bawiła się z kuzynami. Myster Pi po raz kolejny zauważył (jak zawsze, będąc w Polsce), że moglibyśmy zapuścić tu korzenie i zacząć poszukiwania, ale znowu skończyło się na pustych rozważaniach. Gdy zatem pojawiliśmy się w naszej samotni, miałam ochotę wyć z żalu. Od ponad roku bierzemy sprawę w nasze ręce i od ponad roku nie zrobiliśmy nic, aby zakończyć przygodę ze (skądinąd niezwykłą) stolicą Ligurii. Tak, wiem, jestem niewdzięczna, bowiem mieszkam w raju, mam morze na wyciągnięcie ręki i mogę się obżerać włoską pizzą i innymi rarytasami. Przy takich atrakcjach tęsknota to pikuś...

  Na razie chroni mnie pancerz marzeń, lecz tu i ówdzie się dziurawi, osiada kurzem i blaknie. Kiedy go zabraknie, zgasi się we mnie nadzieja na poprawę losu. Mam piękną córeczkę, kochającego męża i jestem szczęśliwa, ale się nie rozwijam. Nie robię nic dla siebie, nie idę do przodu i nie umiem sobie poradzić z pustką, która mnie otacza. Cierpię na brak ambicji, nie mogę odnaleźć sensu czegokolwiek i tkwię ciągle w tym samym miejscu. Znowu odliczam dni do następnej podróży i pocieszam się tym, że kiedyś wrócę do kraju. A tymczasem trwam...






Blogowy kontratak Poli Szynel

by 08:28
  Mam drania!- Pola Szynel kończyła właśnie nowy wpis na Majstajla i nie mogła być bardziej zadowolona. Od czasu fałszywych triumfów Najdżeliny spuściła nieco z tonu, ale tylko dlatego, by uśpić czujność Rozmarynka. Jeśli ten samozwańczy król blogosfery myślał, że to koniec Majstajla i samej Poli, to grubo się mylił. Pola po prostu czekała na odpowiedni moment, który właśnie nadszedł, ponieważ zbliżała się godzina zero, czyli uruchomienie przez Rozmarynka kanału na popularnym serwisie JaTupię. Pola również założyła tam konto, a filmiki z nią i Rozmarynkiem w roli głównej czekały na gorącą premierę. Popamięta mnie- dodawała sobie animuszu Pola- zadarł z niewłaściwą osobą i szybko się o tym przekona.

  Tymczasem Majstajla odrodził się jak feniks z popiołów, co spowodowane było opublikowanym przez Polę zdjęciem przedstawiającym ukochaną kocię Rozmarynka. Jego fani wiedzieli, że dopuszcza do pierwszego zwierzęcia blogosfery jedynie najbliższe osoby, zatem zaczęli mieć wątpliwości, czy nie mijał się z prawdą, kiedy zaprzeczał romansowi z Polą. Zdołał jednak jakoś się z tego wykaraskać, stwierdzając z typową dla siebie pewnością, że haker działający na zlecenie Poli włamał mu się do skrzynki i wykradł kilka zdjęć koci. Wyznawcy Rozmarynka uwierzyli mu i ponownie zaatakowili Polę, zaś Majstajla przeżywał oblężenie hejterów do tego stopnia, że serwery nie wytrzymały. Nie trzeba dodawać, że Pola była tym zachwycona, a perspektywa następnej afery wprawiała ją niemalże w ekstazę. Po raz ostatni przeczytała najnowszy wpis, odetchnęła głęboko, po czym wcisnęła enter. Chcieliście wojny, to ją macie- zaśmiała się szyderczo- to jest genialne!

  Wpis nosił tytuł "Kto tu kłamie?" i najlepiej będzie, jeśli zostanie zacytowany w całości, aby nic nie umknęło miłośniczkom Poli Szynel:

Moje kochane!

  Dziękuję za słowa wsparcia, które płyną nieprzerwanie i dodają mi otuchy w trudnych chwilach. Te kilka tysięcy maili i prywatnych wiadomości na facebooku utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinnam walczyć o swoje. To wy, moje czytelniczki, dałyście mi siłę i zmotywowałyście do działania. Znacie mnie i wiecie, że nie mam parcia na szkło, a nagrody i wyróżnienia nia mają dla mnie żadnego znaczenia. Moim największym sukcesem jesteście wy i to dla was zdecydowałam się wyjść naprzeciw harfie. Tak, tak, Najdżelina, chociaż szczyci się wszem wobec Kufelkami, nie zdobyła ich uczciwie, bo jej wygrana w każdej z kategorii to był jeden, wielki cyrk.

  Nie ukrywajmy tego, Najdżelina zwyciężyła dzięki jej partnerowi, nołmen ojmen przewodniczącemu żyri. Gdyby nie Rozmarynek, statuetki powędrowałyby do mnie (czyli także do was) i miałybyśmy co świętować. Zamiast tego stałam się pośmiewiskiem blogosfery, a większość blogerów odwróciła się ode mnie, gdyż uwierzyła w pomówienia Bozi Krówki, iż kupiłam lajki na allegro. Komu wierzycie, drogie czytelniczki- waszej czystej jak łza Poli Szynel, czy Bozi, mszczącej się na mnie nie wiadomo czemu? Nie wydaje wam się dziwne, że pani Krówka jest teraz na etacie u Najdżeliny? Połączcie fakty i znajdziecie odpowiedź.

  Co do Rozmarynka, który toczy przeciw mnie brudną kampanię, mam mu do powiedzenia jedno: spotkamy się w sądzie i to szybciej, niż przypuszczasz! Rozmarynek może sobie zaprzeczać, że nie był ze mną związany, lecz mam na to dowody i ujawnię je za chwilę na JaTupię. Znajdziecie tam nie tylko moje romantyczne zdjęcia z Rozmarynkiem, ale również niezwykle ciekawy filmik. Rozmarynek ujawnia w nim kulisy przyznawania Kufelków, a ja mogę powiedzieć tyle, że nie mają one nic wspólnego z uczciwością. Przy okazji mam wiadomość dla niezrównoważonych fanów Rozmarynka- naprawdę sądzicie, że nazywa się on Tymoteusz Tyszkiewicz? Daliście się nabrać, naiwniacy, ponieważ jego prawdziwe nazwisko to Czesław Sałata! Swoją drogą, panna Bozia Krówka też ma jakiś kompleks, bo w dowodzie widnieje jako Kużajka, ale wolała być trendi i przemianowała się na Krówkę. Powtarzałam jej, że nie ma się czego wstydzić i nieważne jest, czy jest córką rolnika, czy polityka, lecz jak czosnkiem o ścianę. Była żądna sławy, więc u Najdżi zapewne czuje się wspaniale. Są siebie warte!

  Na początku tego wpisu wspominałam, że blogosfera się na mnie wypięła, co nie jest do końca prawdą, albowiem dziewczyny z paręstringów stanęły za mną murem. I tak, dobrze wam znana Antyradykalistka zbiera podpisy pod swoją petycją ("Pola Szynel- prawdziwa blogowa królowa") i domaga się natychmiastowego odebrania Kufelków Najdżelinie (ewentualnie ich kolektywnego roztrzaskania). Matka na Orbicie wyraziła swe zdumienie w bardzo emocjonalnym wpisie "Gdzie ta sprawiedliwość" i już zapowiedziała, że napisze o mnie książkę. Autorka bloga Babskie Pianie założyła na facebooku grupę "Precz z Najdżeliną", gdzie kilka tysięcy oburzonych członków deklaruje poparcie dla mojej skromnej osoby, natomiast reporterka z Bób and Brandy od paru tygodni próbuje się ze mną umówić na wywiad na wyłączność (skontaktuję się z nią po wizycie u adwokata). Z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować dziewczynom za zaangażowanie i blogową solidarność. Róbcie tak dalej, a w wolnym czasie wypatrujcie posłańców, którzy niezwłocznie pojawią się w waszych progach z niespodzianką ode mnie- dużą ilością pysznych Dietetycznych Ozorków. Objadajcie się nimi i nie obawiajcie się, że przytyjecie!

  Na koniec mam prośbę do was, moje kochane. Pokażcie Rozmarynkowi i Najdżelinie, że w was siła i szejrujcie, ile wlezie. Niech ten wpis rozejdzie się w internecie, niczym gwiazdy we wszechświecie. Nigdy was o takie rzeczy nie proszę, ale tym razem sprawa ma niebagatelne znaczenie. Trzeba powiedzieć "nie" układom i kolesiom, "nie" dominacji kłamców i "nie" blogerkom oszustkom!
   
        Dziękuję za uwagę, wasza zawsze i wszędzie, Pola Szynel (a teraz pędzę do prokuratury).

P.S. Nie zapomnijcie zajrzeć na JaTupię!

  Sieć zawrzała, a zwolenniczki Poli zaczęły masowo udostępniać jej post, by później popędzić na JaTupię, tak jak pragnąła ich idolka. I to był pierwszy cios dla Rozmarynka, ponieważ spodziewał się rekordowych odsłon w dniu premiery nowej strony, ale rewelacje Poli zepsuły wszystko i to jej kanał był najbardziej uczęszczany. A sama Pola udała się na poradę do adwokata, którego polecił jej niezawodny prezes Malapata.

-Witam adwokacie- zaczęła- mam dla pana zadanie. Zna pan, jak mniemam, wpływowego blogera Rozmarynka?

-Nie- odpowiedział adwokat Roman Kisiel-Mędrzycki- świat blogerów mnie nie interesuje. 

-Ale żeby Rozmarynka nie znać, to jest normalnie przegięcie. Piosenki o nim śpiewają, szanowny adwokacie!

-Tak?- zdumiał się szczerze prawnik Kisiel-Mędrzycki- to i piosenki o blogerach piszą?

-No ba- roześmiała się Pola- "O mój Rozmarynku" na pewno pan słyszał.

-Słyszalem, lecz nie wiedziałem, że tytułowy rozmaryn to bloger.

-To teraz pan wie- przerwała Pola- Achim Malapata wiele dobrego o panu opowiadał i sądziłam, że z pana światły człowiek, a tu takie rozczarowanie. Przejdźmy jednak do rzeczy. Rozmarynek, a właściwie pan Sałata, zdyskredytował mnie, zarzucił mi kłamsto i mataczył. Mam na niego niezbite dowody, więc spodziewam się łatwej rozprawy.

-A jakie to dowody?- zainteresował się adwokat Kisiel-Mędrzycki.

-Taśmy prawdy, drogi adwokatku. Takie czasy nastały, że lepiej nagrywać, co się da i ja tak właśnie robię. Mam już cały sejf kopii na każdego, a gdybym chciała, to i na pana bym coś znalazła!

 Wybitny adwokat przełknął ślinę. Nie podobała mu się bezczelność panienki Szynel, niemniej musiał się z nią liczyć, jako że była protegowaną jednego z najbogatszych Polaków. Zapewnił ją więc z całym uszanowaniem, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby wygrali sprawę przeciw blogerowi Sałacie i zmusi Rozmarynka do publicznych przeprosin. Tak się też stało, lecz nie będziemy tutaj ujawniać kulis procesu, gdyż był długi i nudny do kwadratu (podobnie jak ten wpis), a mecenasowie obu stron prześcigali się w oskarżeniach. Kiedy jednakże na światło dzienne wyszły taśmy nagrane przez Polę, sprawa prędko się rozstrzygnęła. Pokonany Czesław Sałata vel Rozmarynek musiał zapłacić Poli wysokie odszkodowanie, przeprosić ją na swoim blogu, a Najdżelinie odebrano Kufelki. Dopięłam swego- myślała usatysfakcjonowa Pola- znowu jestem najjaśniejszą gwiazdą na firance blogosfery i wygląda na to, że na JaTupię także!

  Z powodu rewelacji taśmowych Rozmarynek zamknął swój raczkujący kanał, podczas gdy Pola święciła wielkie triumfy, a statystyki jej strony rosły w niesamowitym tempie. Najdżelina również przystopowała i nie zaproszono jej nawet na ByeBloggers, gdzie Pola była gościem honorowym i miała wygłosić prelekcję. Mówiłam im- opowiadała autorce Bób and Brandy, z którą wreszcie umówiła się na wywiad- nie zadzierajcie z Polą Szynel, bo ona nikogo się nie boi!

  Otóż to, nie zadzierajcie z Polą Szynel ;)!


  zdjęcie- hobby.pl

Poprzednie części- 1 2 3 4
Obsługiwane przez usługę Blogger.