Czy leci z nami maluch?

  Wakacje trwają w najlepsze, a podróżujących samolotami ogarnia coraz większa panika. Wszystko przez matki, które mają czelność wchodzić na pokład z małymi dziećmi. No jakże to! Zakłócać spokój współpasażerów jest rzeczą niewybaczalną i podlega pod paragraf, tak uważa pani Zosia, posiadająca Złotą Kartę Klienta linii Rajon. Ani się człowiek wyspać nie może, ani odprężyć, ani nawet pogadać z sąsiadką zajmującą fotel obok, bo te charakterne bachory wieczne się wydzierają! Zawału przy nich idzie dostać, a już bezwzględnie stresów i wypieków na twarzy. A przecież pani Zosia po wyjściu z samolotu chce wyglądać szykownie, ponieważ będzie na nią czekał pan Marian spod szóstki, więc nie wypada się jej zbłaźnić. Zresztą pani Zosia ma wobec pana Mariana dalekosiężne plany i nie mogą ich popsuć wojażujące upiorniaki, dzieciaki znaczy.

  Z tego właśnie powodu pani Zosia, gorąco popierana przez dwie inne emerytki- panie Halinę i Teresę, postanowiła zaprotestować przeciw podróżującym matkom i stworzyła barwny postulat dotyczący bezstresowego lotu i niechcianych krzyków. Postulat ten wysłała do wszystkich linii lotniczych w kraju i gdyby nie przeszkoda w postaci braku jakichkolwiek zdolności lingwistycznych, nie miałaby oporu powiadomić i zagraniczne kampanie. O amerykańskich zaś nie myślała, gdyż uważała, że tak postępowy naród już dawno wydał zakaz wprowadzania dzieci do lat trzech na pokłady samolotów. W końcu światli Amerykanie zawsze są do przodu i za to ich ceniła.

  Jeśliby można było się dogadać z matkami, pani Zosia nie pisałaby żadnych listów. A tak niestety została do tego zmuszona, albowiem matki dzieci okazały się bezczelne i nie przyjmowały rad doświadczonych kobiet. A pani Zosia tylko grzecznie napomknęła, słysząc płaczące dziecko, że chyba lepiej dać mu cyca, niż słuchać tego okropnego wrzasku. I co ją spotkało w odwecie? Pełne nienawiści zdanie: "Proszę się nie wtrącać, sama wiem najlepiej, co zrobić". Podczas innego lotu pani Zosia wygłosiła śmiałą tezę na temat zbawiennej skuteczności smoczka, lecz matka kilkuletniej dziewczynki zwyczajnie ją wyśmiała. Trzeba przy tym zaznaczyć, że pani Zosia zrobiła to w sposób nader cywilizowany, bo była z niej niezwykle kulturalna kobieta. Nie znosiła jedynie dzieci (nie tylko w samolotach) i nic na to nie mogła poradzić.

  Przed każdym niemal lotem pani Zosia w panice rzucała się w najodleglejsze miejsce, optymistycznie sądząc, że matki wraz z dziećmi się tam nie zapuszczają. Srodze się myliła, gdyż jak na złość, ciągle miała do czynienia z uciążliwymi maluchami. Była zmuszona oglądać wymiotujące dziecko, a kiedy zobaczyła matkę przebierającą niemowlakowi pieluchę, miarka się przebrała. Zawiadomiła kapitana, który upomniał ją, aby nie stwarzała kłopotów na pokładzie, jako że inaczej zostaną podjęte "drastyczne kroki". Pani Zosia przez cały lot nie mogła otrząsnąć się z szoku i po wylądowaniu samolotu natychmiast udała się do kierownictwa Rajon, by wysmażyć skargę na niegodziwego kapitana. Jakież było jej zdziwienie, gdy jego przełożeni, zamiast go zwolnić, dali mu podwyżkę i pochwalili za "empatyczne podejście do matek". Na wieść o tym pani Zosia zrozumiała, że nie ma innego wyjścia, jak ułożyć postulat, zmienić prawo i zablokować matkom wejście do samolotów.

  Na odpowiedź linii lotniczych nie musiała długo czekać. Nie była ona długa i brzmiała mniej więcej tak:

Rozpatrzyliśmy pani skargę i uznaliśmy, że nie ma pani racji. Małe dzieci to pełnoprawni pasażerowie (tak samo, jak pani) i bardzo się cieszymy, że możemy je gościć na naszych pokładach. Jednym słowem, pani pomysł to utopia. Łączymy wyrazy szacunku, bla, bla bla...

  A niech się sami utopią- poskarżyła się Zosia panu Marianowi, któremu zwierzyła się ze swoich problemów. Na co pan Marian, mający troje uroczych wnuków, zerwał z panią Zosią wszelkie kontakty. 

  Jaki z tego morał?

  Droga pani Zosiu, więcej tolerancji! Podróż samolotem z małym dziecku u boku do łatwych nie należy, a pasażerki takie jak pani, swoimi kąśliwymi uwagami tylko ją pogłębiają. Dzieci mają to do siebie, że płaczą, zwłaszcza w nowych dla nich sytuacjach, dlatego też lepiej zamilczeć, niż powiedzieć za dużo. Poza tym zawsze można skorzystać ze słuchawek na uszy, albo z prywatnego jeta :).



zdjęcie- travel.fanpage.it

P.S. Wpis powstał pod wpływem rozmowy ze znajomą, której podróż samolotem uprzykrzyła ostatnio pasażerka kubek w kubek podobna do pani Zosi. A że mam podobne doświadczenia, nie pozostało mi nic innego, jak to opisać.
Obsługiwane przez usługę Blogger.