Dlaczego Gaja nie została złapana w sieć?

  W listopadzie Gaja skończy trzy lata. Rozwija się prawidłowo, jest energiczną, sympatyczną i śliczną dziewczynką, a ja najchętniej pokazałabym ją całemu światu. Nie zrobię tego jednak, ponieważ wraz z mężem postanowiliśmy nie upubliczniać zdjęć Gai ani na fejsie, ani gdziekolwiek indziej (wyjątkiem jest tych parę fotek na blogu, na których nie widać jej twarzy). Powodów tej decyzji jest kilka:

1. Przede wszystkim szanuję prywatność córki. Nie wiem, czy byłaby zadowolona z tego, że wrzucam jej zdjęcia do sieci. Jako matka mam prawo o tym decydować, ale wolałabym, żeby Gaja wyraziła na to zgodę. Naturalnie teraz nie da rady mi odpowiedzieć, więc poczekam jeszcze dobry kawał czasu, zanim zrozumie, co w necie piszczy.

2. Zdjęcia, które publikujemy, łatwo można ukraść. Nie jestem w stanie kontrolować internetu, więc nie mam pojęcia, czy buzia mojego dziecka nie zostanie wykorzystana do niecnych celów. Przyswojenie sobie czyjegoś zdjęcia jest przestępstwem, lecz złodziejów internetowych to jakoś nie rusza, bo kradną fotki na potęgę.

3. Nie chcę, by Gaja już od najmłodszych lat stała się obiektem krytyki i polewką dla hejterów. Internetowi trolle nie odpuszczają nawet dzieciom i są w stanie wytknąć najmniej widoczną wadę, aby tylko dokopać rodzicom. Kluseczka jest dla mnie najpiękniejsza na świecie i nie pozwolę zniszczyć jej samooceny frustratom, którzy lubią się wyżywać na najsłabszych.

4. Pedofilów w sieci jest co niemiara i nie mam najmniejszej ochoty podawać im ofiarę na tacy. To fundamentalny argument przeciw temu, by Gaja pozostała anonimowa i nie była "inspiracją" dla żadnego parszywego zboczeńca. Jestem świadoma tego, że i na placu zabaw może pojawić się amator małych dzieci, ale potrafię przypilnować Gaję i ustrzec ją przed złem. Wirtualna rzeczywistość nie daje mi natomiast takiej mocy.

5. Mimo że blog pisany jest z myślą o Gai i należy do kategorii "rodzicielskich", to staram się dawkować informacje o życiu córeczki. Wynika to z faktu, że blog stał się bardziej uniwersalny i nie ogranicza się jedynie do perypetii związanych z byciem matką. Z tego też powodu sądzę, że zdjęcia Gai na blogu są po prostu zbędne.

  Wpis ten nie powstał dlatego, by krytykować matki, które pokazują w internecie zdjęcia swoich pociech. Każdy robi to, co uważa za stosowne i nikogo nie osądzam. W zdjęciach dzieci zresztą nie ma nic złego, to zachowanie niektórych jednostek jest skrajnie niebezpiecznie. A jako że przezorna ze mnie osoba, wolę dmuchać na zimne i chronić przed internetowym życiem moją małą Gaję. Zdaję sobie sprawę z tego, że w przyszłości portale społecznościowe staną się dla niej chlebem powszednim i nie zabronię jej korzystania z netu. W granicach rozsądku rzecz jasna, bo umiar jest dobry we wszystkim.



zdjęcie- www.laleggepertutti.it

Obsługiwane przez usługę Blogger.