Urzędniczka z piekła rodem

  Włoska biurokracja nie ma sobie równych, wiem o tym od dawna. Z tego właśnie powodu nie cierpię latać po urzędach i niczego załatwiać, bo za każdym razem, gdy to robię, dostaję palpitacji i rozrywa mnie od środka. Tak było i dzisiaj, kiedy udałam się do tutejszego oddziału NFZ, by wyrobić nową Kartę Zdrowia (poprzedniej niedawno upłynęła data ważności). Nic bardziej prostego, wydawałoby się. A jednak! Nie życzę nikomu takiej obsługi, jaką nam dzisiaj zgotowała urzędniczka przez duże "U". Do tej pory się trzęsę na myśl o tej babie. Ale po kolei.

  Wstałam skoro świt, żeby szybko pojawić się w NFZ i jeszcze szybciej stamtąd wyjść. Myster Pi oczywiście mi towarzyszył, ponieważ niektóre urzędnicze zwroty są dla mnie niezrozumiałe, zatem mąż u boku w takich sytuacjach dodaje mi pewności siebie. Gdy weszliśmy do oddziału, nie minęła nawet minuta i już przyszła nasza kolej. Rozsiedliśmy się wygodnie, powiedziałam o co chodzi, na co "miła" urzędniczka odpowiedziała mi, że nic nie może zrobić, bo takie rzeczy wydają w Urzędzie Skarbowym. Zgłupiałam, Myster Pi również, niemniej prędko ochłonął i zapytał panią, co ma wspólnego Karta Zdrowia ze skarbówką? Według urzędniczki bardzo dużo, gdyż jestem Polką i dlatego tam muszę rozwiązać problem. Pozbieraliśmy się i pojechaliśmy na drugi koniec miasta, gdzie odesłano nas z powrotem do NFZ. Facet, który nas przyjął, stwierdził bez ogródek, że pani z urzędu musi być wczorajsza, jeśli plecie takie farmazony od rana.

  Kiedy urzędniczka ponownie ujrzała nas w drzwiach, uśmiechnęła się szyderczo i mruknęła coś pod nosem, czym tak mnie rozsierdziła, że miałam ochotę jej nagadać. Opanowałam się z trudnością i zostawiłam "przyjemność" konwersacji pokojowo nastawionemu Mysterowi Pi. Babsko przejrzało moje dokumenty, lecz nic to nie dało, jako że brakowało najważniejszej rzeczy- zaświadczenia z Urzędu Pracy, niezbędnego do wystawienia mi Karty Zdrowia. Zdumiałam się po raz kolejny i zaczęłam się głośno zastanawiać, jak to możliwe, że z powodu jednej, głupiej karty musimy latać od Annasza do Kajfasza? Urzędniczka stwierdziła, że tylko wdraża przepisy, a te trzeba bezwzględnie respektować, poza tym musi znać powód, dla którego ja, obywatelka innego państwa, żyję w Italii. Myślałam, że jest to rzeczą oczywistą dla wszystkich- mam męża Włocha, wychowujemy córeczkę i chyba nie potrzebuję się z tego nikomu tłumaczyć. Okazało się jednak, że tak, bo Myster Pi według urzędniczki nie jest wystarczającym motywem dla mojego pobytu na włoskiej ziemi. Poszliśmy więc do Urzędu Pracy po zaświadczenie i wróciliśmy z nim po godzinie, ku zadowoleniu jadowitej baby.

  Gdy zobaczyła dokument, wydawała się wreszcie usatysfakcjonowana, toteż wklepała dane do komputera i oświadczyła, że Kartę Zdrowia owszem, mi wyrobi, ale tylko na sześć miesięcy, więc za pół roku będę musiała starać się o następną. Na szczęście do pokoju weszła inna urzędniczka, która widząc moją zdesperowaną minę, spytała o co chodzi. Oświadczyłam, że biegamy od jednego końca miasta do drugiego, ponieważ jej koleżanka życzy sobie różnych zaświadczeń i papierków, a chcemy jedynie odnowić starą kartę. Pani wyjaśniła mi, iż jeśli posiadam Kartę Stałego Pobytu, nie muszę nic więcej przynosić, bo na jej podstawie wydawane są obcokrajowcom nie mającym obywatelstwa, inne dokumenty. Kartę Stałego Pobytu mam od samego początku i nawet zaprezentowałam ją niemiłej urzędniczce, lecz dla niej nie była miarodajna i poleciła ją schować. Moim zdaniem zrobiła to z premedytacją, gdyż bawiło ją to, że lataliśmy jak kopnięci po urzędach. Ten typ tak ma.

  Urzędniczka wyparła się tego, że przedstawiłam jej Kartę Stałego Pobytu, mimo że Myster Pi był naocznym świadkiem. Nigdy w życiu nie napisałam żadnej skargi, albowiem szanuję ludzi, którzy pracują, a wygląda na to, że chyba za niedługo nastąpi ten pierwszy raz. Kobieta świadomie wprowadziła mnie w błąd, chociaż dobrze wiedziała, że mam potrzebne papiery. Przez nią straciłam kilka cennych godzin, zaś Gaja w każdym z urzędów stawała się coraz bardziej marudna. Jestem ufna i mam wiarę w ludzi, ale nie pozwolę się traktować jak śmiecia, tylko dlatego, że zamieszkuję półwysep Apeniński. Nie wiem, jakie były pobudki tej baby i czy miały one cokolwiek wspólnego z rasizmem, lecz nic innego nie przychodzi mi do głowy. Jak można być tak złośliwym, powiedzcie mi? Nie zostawię tak tego, to wiem na pewno.


zdjęcie- www.vogliovivere.net
Obsługiwane przez usługę Blogger.