Cicha bohaterka

  Nie znałam jej dobrze. Nigdy nie zamieniłam z nią ani słowa, a mimo to wiedziałam o niej dużo. Bo ludzie gadali. Pasjami opowiadali, jak to spieprzyła sobie życie i musiała uciekać z rodzinnego miasta. W ich słowa pobrzmiewała niemała satysfakcja, której w żaden sposób nie dało się ukryć. Nic przecież nie cieszy bardziej, niż niepowodzenia bliźnich, tak dziwnie skonstruowany jest człowiek.

  Do mnie wieści dotarły za sprawą sąsiadki Cebea (nosiła taki pseudonim z racji tego, że była największą plotkarą na osiedlu i na każdego miała haka). Spotkałam ją w sklepie, gdzie z dziką wręcz rozkoszą zaczęła swoją tyradę na jej temat:

-Wie pani- pochyliła się nade mną konspiracyjnie- ta, co teraz wyszła ze sklepu, ta nowa spod siódemki, puściła się z żonatym i zapłaciła za to, tupeciara. Została sama i wychowuje bękarta, a kochanek zerwał z nią wszelkie kontakty!

  Spojrzała na mnie zachwycona, widocznie oczekując pochwał za poranną porcję złośliwości. Niestety, trafiła na mało podatny grunt, bowiem nie uśmiechało mi się obgadywać nieznajomej osoby.

-Pani Halino- powiedziałam- mamy 21 wiek i takie sprawy nikogo już nie szokują. Poza tym nieładnie mówić bękart o dziecku, wstydziłaby się pani. Dziecko nie jest niczemu winne i nie może odpowiadać za błędy rodziców. 

  Zostawiłam zszokowaną sąsiadkę Cebea i poszłam do domu, myśląc po drodze o tym, jak ludzie potrafią być wredni. Samych siebie umieją rozgrzeszyć w sekundę, lecz jeśli chodzi o innych, nie są już tacy łaskawi. Nie jestem święta i mam wiele rzeczy na sumieniu, ale wyrazu "bękart" nie ma w moim słowniku.

  Kilka dni później, wyciągając listy ze skrzynki pocztowej, poznałam osobiście nową sąsiadkę. Okazała się bardzo sympatyczna i szybko nawiązała się między nami nić porozumienia. Przedstawiła mi swojego synka- ślicznego i rezolutnego Michałka, który z absolutnie boską powagą obwieścił mi, że jest prawie dorosły, bo właśnie skończył pięć lat. Chłopczyk podbił moje serce i stałam się częstym gościem mieszkania nr 7. Jego mama wychowywała go sama, a jej historia miłosna niczym się nie różniła od milionów podobnych historii. Po prostu źle ulokowała uczucia.

  Zakochała się od pierwszego wejrzenia w przystojnym muzyku. Uczucie trwało krótko, acz intensywnie i skończyło się na wiadomość o ciąży. Ukochany porzucił ją bez skrupułów i oświadczył, że nie da złapać się na dziecko. Przyznał się również do tego, że ma żonę i dwie córki, a ona była dla niego tylko przygodą, odskocznią od rutyny. Wtedy widziała go po raz ostatni.

  Dla dobra dziecka postanowiła się nad sobą nie rozczulać, tylko wejść w rolę matki z podniesioną głową. Kiedy urodził się Michałek, przyrzekła sobie, że zrobi wszystko, aby nie odczuwał braku ojca. Dzięki pomocy rodziców udawało jej się zapewnić chłopcu godne dzieciństwo. Stał się dla nie całym światem i motorem napędowym do działania. Była samotną matką, lecz nie lubiła siebie tak nazywać. O wiele bardziej odpowiadało jej określenie "samodzielna matka".

  Nie uciekła z miasta, jak sugerowali lokalni plotkarze. Znalazła lepszą pracę, która wiązała się ze zmianą miejsca zamieszkania, więc się przeniosła kilkadziesiąt kilometrów dalej. A to, że o niej gadano, niezbyt ją obchodziło. Już dawno temu uodporniła się na plotki.

  Michałek rósł jak na drożdżach, od dwóch miesięcy chodził do przedszkola, a ona była pewna, że wkrótce nastąpi to, czego tak bardzo się bała, czyli zaczną się pytania na temat ojca. I rzeczywiście, pewnego dnia synek usiadł przy niej na kanapie i zapytał: "mamo, czemu ja nie mam tatusia?". Nie była w stanie wyznać mu prawdy i odpowiedziała wymijająco, że tatuś jest daleko. To mu na szczęście wystarczyło i temat ojca został zamknięty. Odetchnęła z ulgą, ale czuła się parszywie, chociaż nie miała wątpliwości, że wróci do tej rozmowy w nieokreślonej przyszłości.

  Nie lubiła wielkich słów. Koleżanki często mówiły, iż ją podziwiają, gdyż tak świetnie zajmuje się Michałkiem, ona zaś uważała, że nic specjalnego nie robi. Nie znosiła też być postrzegana jako ofiara i biada temu, kto uważał jej dziecko za gorsze. Z dumą mówiła o sobie, że jest samodzielną matką, a jej synkowi nie brakuje miłości. Dla mnie jednak była kimś więcej- cichą bohaterką codzienności, zasługującą na najwyższe uznanie, jak każda samotna matka. Bo macierzyństwo to cholernie trudne zadanie, zwłaszcza te w pojedynkę...


www.123rf.com
Obsługiwane przez usługę Blogger.