Zła nauczycielka

  Szkolne czasy...Chciałoby się do nich wrócić, prawda? Usiąść w ławce, posłuchać ulubionego nauczyciela, uzupełnić zeszyt, pogadać na przerwie z koleżankami...Większość z nas wspomina szkołę z rozrzewnieniem i łezką w oku, czego nie mogą pojąć młodsze pokolenia. No bo jak można tęsknić za "budą" i nauką, to wręcz niepojęte. Za kilkanaście lat zrozumieją, że można, ponieważ szkolne lata to chyba najpiękniejszy okres w życiu człowieka. 

  Na mnie szkoła podstawowa odcisnęła nie całkiem pozytywne piętno, aczkolwiek magicznych chwil przeżyłam dużo. Giną one jednak pośród szyderstw i pogardy, której doznałam ze strony rówieśników. Od pierwszej klasy podstawówki byłam nieustannie pod ostrzałem wyśmiewających się ze mnie kolegów i dostałam przyśpieszoną lekcję dorastania. Nie mam im jednak tego za złe, bowiem dzieci, mimo że ranią świadomie, nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co czynią. Dorośli natomiast dobrze wiedzą, jak ich jawna niechęć może zaszkodzić, a i tak nie mają oporów przed poniżaniem dzieci. To naganne, zwłaszcza gdy prześladującym okazuje się być nauczyciel. 

  Pani E. uczyła mnie wuefu i to z jej powodu nienawidziłam ćwiczyć. Traktowała mnie gorzej, ponieważ byłam "tłusta i leniwa", więc (w jej przekonaniu) niezdolna do tego, by nauczyć się najprostszych ćwiczeń. Już od pierwszej lekcji zaczęła się na mnie wyżywać i znieważać na oczach kolegów z klasy. Nigdy nie nazwała mnie po imieniu, nieustannie rzucała aluzje na temat mojej wagi i nie pamiętam, aby kiedykolwiek się uśmiechnęła. Potrafiłam biegać i skakać, lecz nie robiłam tego zbyt szybko, a nauczycielka rozpaczała nad sobą, czemu musi uczyć takie grubaski. Obrzydziła mi wuef, skądinąd fajny przedmiot, ale przede wszystkim spowodowała, że moje poczucie wartości (i tak niskie), spadło do zerowego poziomu. 

  Uczyłam się bardzo dobrze. Zbliżał się koniec roku szkolnego i wychowawczyni poinformowała mnie, że po raz drugi zostanę uhonorowana odznaką "wzorowego ucznia" (nie muszę pisać, ile takie wyróżnienie znaczy dla dziecka). Wszystko było już zapięte na ostatni guzik, do wakacji pozostało niewiele czasu, a ja odliczałam dni do uroczystego apelu. Na tydzień przed wręczeniem świadectw dowiedziałam się, że "wzorowy uczeń" jednak mnie ominie. Pani E. oznajmiła, że za żadne skarby świata nie da mi czwórki z wuefu, bo w jej odczuciu zasługiwałam na niedostateczny. Nie pomogły interwencje wychowawczyni, moich rodziców oraz niektórych nauczycieli. Nauczycielka wuefu pozostała nieugięta. Do dziś mam przed oczami jej triumfującą twarz. 

  Wtedy coś we mnie pękło. Wiedziałam, że pani E. zrobiła to z premedytacją, gdyż dla niej byłam nikim. Miałam nadwagę i to był wystarczający powód, żeby zrobić sobie ze mnie kozła ofiarnego. Na wuefie zawsze starałam się być aktywna i uczestniczyć w grze, ale nauczycielka wiecznie była niezadowolona z moich osiągnięć. Trójka, którą łaskawie mi postawiła na świadectwie, była ciosem w samo serce i długo nie mogłam się z tego otrząsnąć. Na szczęście po wakacjach pani E. przestała uczyć wuefu, ponieważ została dyrektorką szkoły (za wielkie zasługi na polu edukacyjnym).

  Siedmiolatki, ośmiolatki itd nie umieją sobie poradzić z problemem wagi. Są za małe, aby na poważnie zacząć się odchudzać i trzeba im pomóc w etapie trudnej akceptacji. Dobry nauczyciel potrafi uczynić cuda i nauczyć dziecko stanąć na głowie, nawet jeśli jest grube. Dobry nauczyciel traktuje uczniów równo i nie szydzi z dziecka w jego obecności. Dobry nauczyciel podnosi morale uczennicy, a nie zaniża oceny, żeby zrobić jej przykrość. Dobry nauczyciel nie stosuje przemocy psychicznej!

  Niedawno przypadkiem na jednym z portali społecznościowych ukazała mi się twarz byłej nauczycielki. Pani E. na swojej stronie pisała, jakie to budujące, że po trzydziestu latach uczniowie nadal o niej pamiętają i ślą wyrazy uznania za pracę i poświęcenie. Nie ci, których wspomnienia są pełne rys i pęknięć...



zdjęcie- www.corriere.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.